http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polscy żołnierze łapią zabójców kolegów

Marcin Górka
2012-02-14, ostatnia aktualizacja 2012-02-15 21:04

Polscy komandosi w prowincji Ghazni podczas akcji w styczniu br.
Polscy komandosi w prowincji Ghazni podczas akcji w styczniu br.
Fot. PKW Afganistan

W ręce Polaków wpadli bezpośredni sprawca zabicia pięciu naszych żołnierzy w Afganistanie i łącznik talibów z dowództwem rebelii. Ma to poprawić morale kontyngentu, bo po zamachu wielu żołnierzy złożyło podania o odesłanie do kraju

SERWISY
"Operacja 21" - taki kryptonim od 21 grudnia 2011 r. ma jedna z priorytetowych dziś akcji w prowincji Ghazni, gdzie stacjonują polscy żołnierze. Tego dnia potężna mina-pułapka rozerwała w pobliżu miejscowości Rawza pojazd z pięcioma żołnierzami 20. Brygady Zmechanizowanej z Bartoszyc. Było to najtragiczniejsze wydarzenie w historii polskiego kontyngentu w Afganistanie.

Wywiad i kontrwywiad wojskowy dostał wyraźne wytyczne od MON, premiera i prezydenta: jak najszybciej wyłapać albo zlikwidować sprawców śmierci Polaków. Także dlatego, że tym zamachem talibowie osiągnęli spory sukces propagandowy, który ogłaszali potem w meczetach, oraz przestraszyli część kolegów zabitych.

Dowództwo Operacyjne polskiej armii oficjalnie przyznało, że po 21 grudnia 25 żołnierzy złożyło podania o wcześniejsze odesłanie do kraju, zaznaczając przy tym, że podczas każdej półrocznej zmiany takie wnioski nie są rzadkością. Z naszych informacji wynika, że wniosków było więcej, ale część została wycofana. W większości o powrót do Polski starali się żołnierze pracujący w tzw. zespole ds. odbudowy prowincji, do którego należeli zabici.

W dodatku rodziny wielu z tych, którzy szykowali się do wyjazdu wiosną na kolejną zmianę polskiego kontyngentu, zaczęły naciskać na nich, by zrezygnowali z udziału w afgańskiej misji.

- Jakikolwiek sukces był więc konieczny. Od początku wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Chwilę po zabiciu naszych żołnierzy wielu mieszkańców Rawza wiwatowało na cześć talibów. Ludzie musieli wiedzieć o przygotowywanym zamachu, bo minę zakopano prawie pod ich oknami - mówi "Gazecie" oficer polskich służb specjalnych.

Kilka tygodni zabrało tym służbom namierzenie osób, które mogły mieć coś wspólnego z zamachem. Na początku stycznia na pakistańsko-afgańskiej granicy Amerykanie razem z afgańskimi siłami specjalnymi zatrzymali niejakiego Mashamuda, którego podejrzewali nawet o kierowanie zamachem w Ghazni.

- Do tej pory jest przesłuchiwany. Nie przyznaje się do zorganizowania akcji, ale sypie. Na podstawie przesłuchań wpadło już kilku jego kompanów - mówi ppłk Mirosław Ochyra z Dowództwa Operacyjnego. - Kiedy schwytana zostaje osoba powiązana z atakiem na naszych żołnierzy, to zawsze podnosi na duchu i umacnia morale wojska.

W samej Ghazni pierwsze zatrzymania zaczęły się w połowie stycznia. Akcje przeprowadzali polscy komandosi i oficerowie specsłużb. Podczas nich zginął prawdopodobny zastępca zleceniodawcy zamachu, potem wpadali komendanci różnych szczebli i szeregowi bojownicy.

W ostatni piątek razem ze swoim kompanem wpadł, "wsypany" przez Mashamuda, bezpośredni organizator zamachu na Polaków. To on zaplanował podłożenie i sposób detonacji ładunku. Mieszkał w Rawza, gdzie doszło do ataku. W poniedziałek nasi komandosi złapali zaś prawdziwą "grubą rybę" - Rahmatullaha, łącznika talibów z prowincji Ghazni z dowództwem rebelii ukrywającym się w Pakistanie.

Od dawna był on poszukiwany przez afgańskie służby specjalne. - Wiemy, że zajmował się m.in. dostarczaniem broni talibom w Ghazni - mówi nam oficer polskich służb specjalnych. - Prawdopodobnie zdążył już wrócić do prowincji po zimie spędzonej w Pakistanie i przygotowywał talibów do letniej ofensywy.

Jaką rolę odgrywał w zamachu z 21 grudnia, dopiero się okaże. Obecnie m.in. w tej sprawie przesłuchują go funkcjonariusze afgańskiej służby bezpieczeństwa NDS. Procedura jest bowiem taka, że pojmani talibowie przekazywani są Afgańczykom.

Działania Kontrwywiadu Wojskowego w Afganistanie docenił prezydent Bronisław Komorowski i we wtorek odznaczył 17 oficerów Krzyżami Zasługi. Nieoficjalnie wiemy, że nagrodzono ich m.in. za wyłapywanie sprawców zamachów na Polaków.

Od początku polskiej misji w 2007 r. zginęło 36 żołnierzy oraz cywilny ratownik medyczny. Najtragiczniejszy był 2011 r. - poległo aż 14 żołnierzy. Liczba rannych idzie w setki. Obecnie w prowincji Ghazni służy 2,5 tys. Polaków, którzy tak jak inne zagraniczne kontyngenty mają opuścić ten kraj do końca 2014 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 1
  • 1
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':