Tak jak się spodziewano, premier Monti nie złożył podpisu na dokumencie, w którym rząd Włoch gwarantowałby swoje poparcie dla kandydatury Rzymu. Wiązałoby się to z wydatkiem blisko pięciu miliardów euro, które musiałby pokryć skarb państwa.
- W momencie poważnego kryzysu, gdy od obywateli wymaga się nowych wyrzeczeń i zaciśnięcia pasa, wydatek taki oznaczałby "wystawienie na ryzyko pieniędzy podatników - wyjaśnił Mario Monti. - Ze strony rządu, którego głównym zadaniem - od chwili powołania trzy miesiące temu - jest uzdrowienie finansów publicznych, byłoby to przejawem braku odpowiedzialności.
Termin złożenia kandydatury w Lozannie, w siedzibie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, upływa jutro. Do ostatniej chwili zwolennicy kandydatury stolicy Włoch - która gościła letnie igrzyska w 1960 roku - wywierali naciski na rząd. Pod specjalnymi apelami i petycjami podpisywali się masowo mistrzowie sportu oraz inne wybitne osobistości. Jak twierdzili współpracownicy Montiego, nie było to przez niego mile widziane. Nie brakowało również przeciwników inicjatywy organizowania olimpiady. W oczach samych Włochów kandydaturę Rzymu wyraźnie osłabiła nieporadność, z jaką władze miasta zareagowały ostatnio na atak zimy.
Źródło: Gazeta Wyborcza