Czterech na czarno ubranych mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych napadło na Monikę G. w połnocnoberlińskiej dzielnicy Reinickendorf.
Niemieckie media podają, że mężczyźni czekali na kobietę przed jej domem w czarnej limuzynie. Próbowali wciągnąć ją do auta, gdy wracała z zakupów. Kobieta krzyczała podobno, żeby dali jej spokój, że ma niemiecki paszport i jest w kraju legalnie. Udało jej się uciec do męża, który zawiadomił policję.
Policja prowadzi postępowanie w związku z próbą ograniczenia czyjejś wolności.
Ludzie z "Rutkowski Patrol" najprawdopodobniej zostali wynajęci przez ojca dziewczyny. Rodzicom nie podoba się, że para przed ośmioma miesiącami poznała się w Polsce i tak szybko pobrała.
Sam Rutkowski zaprzeczał, że jego ludzie próbowali porwać Polskę. Twierdził, że współpracowali z policją niemiecką i to w innej sprawie. Jednak gazeta.pl przytacza wypowiedź Ivo Habedank z biura prasowego berlińskiej policji. - Policjanci zatrzymali napastników, potwierdzili ich personalia. Zrobiono im zdjęcia, pobrano odciski palców i wypuszczono. Rozważamy teraz, czy postawić im zarzut próby pozbawienia wolności - dodaje Habedank. I zaprzecza stwierdzeniom Rutkowskiego o domniemanej współpracy jego biura z niemiecką policją.