http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Putin obiecuje Rosję miodem płynącą

Wacław Radziwinowicz
2012-02-14, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 21:21

Rozwiązanie problemu mieszkaniowego do 2030 roku, szybki wzrost ludności, utrzymanie niskiego wieku emerytalnego zapowiada Władimir Putin w swym programie wyborczym. Podobne obietnice chętnie składali przywódcy ZSRR, a pozostały po nich tylko smutne anegdoty.

Władimir Putin na zjeździe Jednej Rosji, 27 listopada 2011 r.
Fot. Alexander Zemlianichenko AP
Władimir Putin na zjeździe Jednej Rosji, 27 listopada 2011 r.
SERWISY
Premier i faworyt wyborów prezydenckich, które odbędą się 4 marca, ogłosił w poniedziałek w prasie kolejny fragment swego programu - tym razem w "Komsomolskiej Prawdzie" napisał o przyszłej polityce społecznej.

Zapewnił, że do 2020 "na 60 proc.", a do 2030 roku już ostatecznie rozwiąże "problem dostępności nowych, nowoczesnych mieszkań". Żeby to zrealizować, postara się obniżyć koszty budownictwa mieszkaniowego o 20-30 proc.

Rosjanie przypomnieli sobie, że takie same wizje roztaczali przed nimi kolejni przywódcy ZSRR Nikita Chruszczow (1953-64), Leonid Breżniew (1964-82), a nawet Michaił Gorbaczow (1985-91). Ten ostatni w pierwszych latach swej pierestrojki zapewniał, że w 2000 roku każdy obywatel Związku Radzieckiego będzie mieszkać w swoim lokalu. I jako jedyny w pewnym sensie słowa dotrzymał - w 2000 roku rzeczywiście nie było ani jednego obywatela ZSRR, który nie miałby swego mieszkania. Ale tylko dlatego, że dziewięć lat wcześniej Związek Radziecki przestał istnieć.

Z tego, co napisał Putin, wynika, że jego prognozy opierają się na fałszywych przesłankach. W tekście znalazło się stwierdzenie, że dziś statystyczny Rosjanin na to, by kupić sobie 54-metrowe mieszkanie, musi odkładać średnią pensję przez 4,5 roku. W rzeczywistości taki lokal w Moskwie kosztuje dziś tyle, ile przeciętny Rosjanin zarabia przez 30 lat. Mieszkaniec Niżnego Nowgorodu, gdzie buduje się znacznie taniej niż w stolicy, musi pracować 13,5 roku.

Nic dziwnego, że przez osiem lat prezydentury Putina i kolejne cztery lata jego premierowania tylko 4 proc. Rosjan rozwiązało swój "problem mieszkaniowy".

Kolejną, jak to określa prof. Anatolij Wiszniewski, guru rosyjskich demografów, "fantastyczną wizją" jest zawarta w artykule premiera zapowiedź wzrostu liczby obywateli Rosji do 2050 roku o 12 mln.

Putin napisał, że jeśli utrzymają się dzisiejsze tendencje demograficzne, to w połowie wieku w Rosji będzie tylko 107 mln ludzi - o 36 mln mniej niż dziś. Ale premier obiecuje, że uda się temu zapobiec i sprawić, by kraj liczył w 2050 roku 155 mln obywateli. Jak? Zapowiada np., że rodzinie, w której pojawi się trzecie dziecko, państwo będzie pokrywać koszty jego utrzymania.

Putin obiecał też "mądrą" politykę migracyjną, dzięki której Rosja co roku mogłaby "przyrastać" o 300 tys. nowych obywateli. To akurat stoi w sprzeczności z tym, co sam premier dwa tygodnie temu pisał w innym artykule poświęconym polityce narodowościowej - bo wtedy mówił o zaostrzeniu polityki imigracyjnej.

Putin nie przypomniał też, że przez ostatnią dekadę jego rządów liczba Rosjan zmniejszyła się o 2,8 mln i ciągle spada, a perspektywy kraju są fatalne. Prof. Wiszniewski ostrzega, że kraj stanął na skraju przepaści demograficznej, bo w wiek rozrodczy wkracza pokolenie głębokiego niżu demograficznego lat 90. XX w. Dzieci będzie się więc rodzić bardzo mało, a według eksperta liczba mieszkańców kraju będzie się co roku zmniejszać o pół miliona.

Zdaniem Jewgienija Gontmachera, jednego z szefów prezydenckiego Instytutu Rozwoju Współczesnego, socjalnego manifestu faworyta wyścigu o Kreml poważnie przyjmować nie należy: - To są tylko obietnice wyborcze niepoparte żadnymi wyliczeniami. Mamy tu zapowiedź podwyższenia stypendiów studentom, podwyżek płac nauczycieli, lekarzy, robotników - i to do 200 proc. średniej krajowej. I jeszcze utrzymania dzisiejszego wieku przechodzenia na emeryturę, który u nas w rzeczywistości wynosi średnio 54 lata. Ile to wszystko będzie kosztować? Skąd wziąć na to pieniądze bez rewolucji budżetowej i podatkowej? Niedawno byłem na spotkaniu z ministrem finansów Antonem Siłuanowem, który mówił, że budżet kraju już jest "przepełniony" zobowiązaniami socjalnymi i więcej ich nie udźwignie.

Gontmacherowi artykuł w "Komsomolskiej Prawdzie" przypomina starą anegdotę o tym, że "jeżeli partia mówi, że nie da, to nie da, a jeśli mówi, że da, to znaczy, że mówi". - Chociaż może Putin kalkuluje po swojemu i wie, że baryłka ropy będzie wkrótce kosztować 200 dol, a wtedy starczy mu pieniędzy na wszystko - podkreśla.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':