Reprezentacyjne ateńskie ulice Panepistimiu i Stadiu oraz główny plac Syntagma wyglądają jak po bitwie. Służby komunalne pracują na zwiększonych obrotach, usuwając sterty śmieci i gruzu.
Do ciężkich starć z policją doszło na marginesie pokojowej demonstracji z udziałem dziesiątek tysięcy ludzi, jaka zebrała się w niedzielę wieczorem przed greckim parlamentem. W tym samym czasie odbywało się tam głosowanie nad zatwierdzeniem nowych cięć budżetowych rzędu 3,3 mld euro, których euroland i
MFW zażądały w zamian za udzielenia Grecji nowej pomocy finansowej o wartości 130 mld. W kierunku policji poleciały kamienie, odłamki marmuru i kawałki asfaltu z potrzaskanej jezdni, a także butelki z płynem zapalającym. Funkcjonariusze musieli użyć gazu łzawiącego i granatów ogłuszających. W odwecie protestujący rozdzielili się na kilka grup, które w różnych częściach miasta zaczęły podpalać sklepy i banki.
Kilkadziesiąt osób zostało rannych. Wiele ucierpiało, gdy służby użyły gazu łzawiącego, wśród nich m.in. słynny kompozytor 86-letni Mikis Theodorakis i lewicowy polityczny weteran Manolis Glezos (lat 89), którzy również demonstrowali przeciwko oszczędnościom.
Z 45 podpalonych budynków kilka spłonęło całkowicie. Straż pożarna reagowała ze znacznym opóźnieniem, ponieważ chuligani przeszkadzali im w gaszeniu pożarów.
W poniedziałek wszystkie greckie partie polityczne potępiły starcia, a winą za nie obarczyły "podejrzane środowiska".