http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy - bogate landy nie chcą płacić na biedne

Bartosz T. Wieliński
2012-02-13, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 16:41

Reichstag, Berlin
Reichstag, Berlin
Fot. Wojciech Surdziel / AG

Trzy najbogatsze niemieckie landy mają dość finansowania reszty kraju. Od biednych landów żądają zaciskania pasa i grożą, że w przeciwnym wypadku zakręcą im kurek z pieniędzmi. Na celowniku jest przede wszystkim zadłużony Berlin

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem władze najbogatszych niemieckich landów postępują słusznie w tej sprawie?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

- Bawaria nie będzie dłużej akceptować tego, że zadłużone landy ciągle siedzą w jej kieszeni - mówił tydzień temu chadecki minister finansów Bawarii Markus Söder. Apelował, by Berlin, Bremę czy Nadrenię Północną-Westfalię wziąć, podobnie jak Grecję, na krótką smycz i zmusić do drastycznych reform. W przeciwnym razie zagroził, że Bawaria - najbogatszy land Niemiec - zakręci biednym kurek z pieniędzmi.

Podobne pogróżki z Monachium słychać od dłuższego czasu, zaś spory o pieniądze między 16 niemieckimi landami ciągną się właściwie od zjednoczenia Niemiec. Teraz, podczas dyskusji o tym, czy ratować bankrutujące Ateny, bogate niemieckie landy zaczęły krytykować biedne wspólnym głosem. Nad Renem taka koalicja bogaczy to nowość.

- Trzy czy cztery landy utrzymują kilkanaście pozostałych. Taki system nie jest sprawiedliwy - popierał bawarskiego ministra premier Hesji Volker Bouffier, polityk CDU - siostrzanej partii bawarskiej CSU. Obydwu polityków poparł Winfried Kretschmann, premier Badenii-Wirtembergii z partii Zielonych.

Zgodnie z niemiecką konstytucją, która nakazuje wyrównywać różnice między landami, położone w południowych Niemczech Bawaria, Hesja i Badenia-Wirtembergia w tym roku wpłacą do wspólnej kasy 7,3 mld euro (połowę dają Bawarczycy, to 16 proc. ich dochodów). Pieniądze rozdziela się między landy na podstawie algorytmu, który pod uwagę bierze dochody i liczbę mieszkańców. Od lat największy kawałek tortu - 3 mld euro - idzie do Berlina, najbardziej zadłużonego landu Niemiec. Bawarscy politycy, którzy notabene od dawna protestują przeciwko pomaganiu bankrutującym Grekom, otwarcie porównują Berlin z Atenami.

To liczące 3,5 mln osób miasto-państwo boryka się ze skutkami własnego przerostu ambicji. W latach 90. XX w. władzom zjednoczonego Berlina wydawało się, że miasto błyskawicznie rozkwitnie i stanie się główną metropolią środkowej Europy. Mimo ambitnych planów i miliardowych inwestycji Berlin gospodarczo podupadł. We wschodniej części miasta poważnymi problemami stały się bezrobocie i bieda, a berlińskie długi przekroczyły już 60 mld euro. Burmistrz miasta Klaus Wowereit powtarza, że Berlin jest "biedny, ale sexy". Ale radykalnie oszczędzać nie ma zamiaru i od lat domaga się, by część jego długów przejął rząd federalny.

Niemców z południa takie postępowanie doprowadza do wściekłości. - Nie może być tak, że obywatele Berlina są cenniejsi niż reszta Niemców - oburza się minister Söder. Rzucił nawet pomysł, by Berlinowi odebrać status landu i przekazać miasto pod kontrolę władzom federalnym.

- Söder słucha swoich wyborców. Trudno im zrozumieć, że Niemcy byli w stanie zmusić Greków do drastycznych oszczędności, a nie są w stanie przywołać do porządku berlińczyków czy mieszkańców Bremy i Kraju Saary [to najbardziej zadłużone landy zachodnich Niemiec]. Tym bardziej że przez lata żyło się tam ponad stan - mówi "Gazecie" polityk chadecji.

Politycy z Nadrenii Północnej-Westfalii, którą południe Niemiec również oskarża o rozrzutność, przypominają jednak, że po wojnie to oni dzięki dochodom z kopalń i hut Zagłębia Ruhry finansowali biedną, rolniczą Bawarię, która dzięki temu była w stanie się zmodernizować. - Teraz my borykamy się z restrukturyzacją przemysłu ciężkiego, którego w Bawarii nigdy nie było. Bawaria powinna się nam odwdzięczyć - irytuje się jeden z nadreńskich polityków SPD.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 5
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':