http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziewczyna Kennedy'ego

Mariusz Zawadzki
2012-02-12, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 18:17

Wiemy dobrze, że nasz ukochany JFK był kobieciarzem, to część jego legendy. Ale żeby 19-latkę? I w taki sposób? O nie, takich rzeczy proszę nam nie opowiadać!

Prezydent John F. Kennedy
Fot. ASSOCIATED PRESS
Prezydent John F. Kennedy
Mimi Beardsley
Mimi Beardsley
Wśród licznych kochanek Johna F. Kennedy'ego była wysoka, szczupła i piękna 19-latka, uczennica college'u, która w wakacje stażowała w Białym Domu - to biografowie prezydenta ustalili już kilka lat temu. Ale nazwisko dziewczyny było nieznane. Dopiero od niedawna wiemy, że chodzi o niejaką Mimi Beardsley, obecnie Alford (po mężu). Jej wspomnienia "Sekret sprzed lat. Mój romans z prezydentem Johnem F. Kennedym" ukazały się w zeszłym tygodniu. Są na piątym miejscu listy bestsellerów Amazon.com i niechybnie zapewnią 69-letniej pani Alford godziwy dodatek do emerytury.

Miłosne podboje Kennedy'ego były już nieraz opisywane. W tym sensie "Sekret sprzed lat" nie jest żadną sensacją, jednakże mamy do czynienia z relacją z pierwszej ręki. Bardzo wiarygodną (mnóstwo szczegółów!) i dość szokującą.

19-letnia Mimi jechała latem 1962 roku do Waszyngtonu przekonana, że największy skarb, czyli dziewictwo, zachowa dla przyszłego męża. Jednakże wytrwała w postanowieniu tylko do czwartego dnia stażu. Około południa zadzwonił do niej Dave Powers, osobisty sekretarz prezydenta, który pełnił również funkcję jego osobistego alfonsa, i zaproponował kąpiel w basenie w Białym Domu. Mimi nie wiedziała, z kim będzie pływać, ale nie śmiała odmówić. Na miejscu czekały dwie wesołe dziewczyny, z którymi wskoczyła do wody. Potem niespodziewanie pojawił się pan prezydent (widziała go pierwszy raz w życiu) i zapytał, czy może się przyłączyć. Pluskał się z dziewczętami krótko, ale dosyć, żeby dokonać oględzin nowej stażystki. Wypadły pomyślnie, ponieważ kilka godzin później została zaproszona przez Powersa na "wieczorek zapoznawczy".

Na "wieczorku" Powers dbał, żeby kieliszek Mimi nie był pusty. JFK zjawił się, gdy dziewczyna była już po kilku drinkach. Zaraz zaproponował, że oprowadzi ją po mieszkalnej części Białego Domu. I bez zbaczania z drogi powiódł prosto do sypialni na piętrze. Tam bez zbędnych ceregieli popchnął ją na łóżko i zanim się Mimi zorientowała, było już po wszystkim. Pan prezydent, podciągając spodnie, poradził: - Tam w rogu jest łazienka...

Kiedy z niej wróciła, już go w sypialni nie było. Czekał na korytarzu, by odprowadzić ją do windy. - Mam nadzieję, że jest OK? - zapytał na dobranoc. - Tak, panie prezydencie - odparła.

Potem spotykali się dziesiątki razy - w sypialniach, basenach i wannach w Białym Domu i różnych miastach Ameryki, które odwiedzał JFK. „Zawsze zwracałam się do niego » panie prezydencie «, nawet w najbardziej intymnych chwilach - wyznaje Mimi. - Nigdy mnie nie pocałował, ani na powitanie, ani na pożegnanie, ani podczas seksu". Cierpliwie czekała w hotelach zamelinowana przez Powersa, póki pan prezydent nie załatwi spraw wagi państwowej. Ale była szczęśliwa, z wyjątkiem kilku sytuacji ekstremalnych.

Któregoś popołudnia pluskali się w basenie, a Powers siedział na krawędzi. „Pan prezydent podpłynął i szepnął mi do ucha: » Pan Powers jest chyba trochę spięty. Możesz się nim zająć? «. Dobrze wiedziałam, co miał na myśli. Seks oralny. Wstyd się przyznać, ale zrobiłam to. Powers był szczęśliwy, kiedy stałam przy krawędzi basenu i wykonywałam zadanie. Pan prezydent przyglądał się w milczeniu".

Bill Clinton, który troszkę opierał się, zanim pozwolił stażystce Monice Lewinski rozpiąć rozporek prezydenckich spodni, wydaje się w porównaniu z JFK wzorem umiaru i powściągliwości. A jednak to on omal nie stracił prezydentury.

JFK miał szczęście żyć w czasach, kiedy świat mediów nie zszedł jeszcze na psy. O schadzkach wiedziało przecież, siłą rzeczy, spore grono ludzi z jego otoczenia. A dziennikarze się domyślali. Mimi latała Air Force One, nawet widziano ją raz ukrytą w prezydenckim aucie. Ale nikt słowa nie pisnął. "Czasy były bardziej dyskretne, a poza tym media go ubóstwiały" - wyjaśnia Mimi.

Szef biura prasowego Białego Domu Pierre Salinger miał kiedyś telefon od reportera, który wpadł na trop tej historii. Powiedział mu prosto z mostu: "Słuchaj, ten facet jest prezydentem USA. Pracuje od 14 do 16 godzin na dobę. Co to zmienia, jeśli potem ma czas na kochanki?!". I to był koniec historii.

Coś z tej dyskrecji przetrwało do dziś, przynajmniej w sprawie JFK. Barbara Walters, nestorka telewizji ABC, uważa, że Mimi nie powinna publikować pamiętników. Zaprosiła ją do swojego programu, żeby oskarżyć o mieszanie się w prywatne sprawy Kennedych i cyniczne zbijanie kasy. W "New York Timesie" ukazała się napastliwa recenzja - nie tyle o książce, ile o autorce. "Ona nie zdaje sobie sprawy, jak te historie fatalnie świadczą o niej samej" - pisze recenzentka Janet Maslin. Słowo "dziwka" nie pada, ale czytelnik się domyśli.

Od naszego ukochanego prezydenta - wara! Wiemy dobrze, że był kobieciarzem, to część jego legendy. Ale żeby 19-latkę? I w taki sposób? O nie, takich rzeczy proszę nam nie opowiadać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 1
  • 1
  • 3
  • 1
  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    49 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':