Z niedowierzaniem słuchają tej dyskusji imigranci, mieszkańcy zamorskich terytoriów Francji, a także wielu zwykłych obywateli.
Wszystko zaczęło się od stwierdzenia ministra spraw wewnętrznych Claude'a Guéanta. W zeszłym tygodniu na spotkaniu ze studentami miał powiedzieć: "Musimy chronić naszą cywilizację" oraz: "Inaczej niż socjaliści nie sądzę, by wszystkie cywilizacje były równie wartościowe".
Nie wiadomo, dlaczego minister nadzorujący m.in. sprawy kultów we Francji postanowił podzielić się takimi refleksjami. Wielu komentatorów i politycznych konkurentów podejrzewa, że to początek walki o głosy skrajnej prawicy w wyborach prezydenckich w kwietniu i maju, w których Nicolas Sarkozy będzie ubiegał się o reelekcję. Nadal nie wiadomo też, czy kandydatka Frontu Narodowego Marine Le Pen zbierze wymagane podpisy 500 urzędników pochodzących z wyboru. Jeśli nie, nie będzie mogła wystartować i wtedy głosy skrajnej prawicy będą do zagospodarowania. Pięć lat temu Sarkozy'emu udało się przekonać do siebie znaczną część tego elektoratu.
Nawet Guéant nie spodziewał się chyba jednak, jak gwałtowną reakcję wywoła jego wypowiedź. Dotknięci poczuli się oczywiście przedstawiciele cywilizacji muzułmańskiej, których we Francji mieszka ok. pięciu milionów. Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego (CFCM) napisała do ministra list, w którym prosi, by "sprecyzował sens swojej wypowiedzi i wyjaśnił, że nie chodziło mu o cywilizację muzułmańską, jak przedstawiły to niektóre media". Guéant, owszem, wyjaśnił, ale sugerując jednocześnie, że chodziło mu o pewne praktyki muzułmanów. "Moja zdroworozsądkowa wypowiedź nie była skierowana przeciw żadnej konkretnej kulturze ani przeciw naszym współobywatelom wyznania muzułmańskiego, którzy w pełni szanują i praktykują wartości Republiki" - odpisał. W telewizji Canal+ dorzucił jednak, że "kwestią jest religia muzułmańska".
Jeszcze bardziej oburzony wypowiedzią ministra był socjalistyczny deputowany z Martyniki, ciemnoskóry potomek niewolnika Serge Letchimy. Wywołał prawdziwą awanturę w Zgromadzeniu Narodowym, mówiąc, że dla zdobycia głosów Guéant rozbudza nostalgię za epoką nazistowską. - Panie Guéant, woli pan ciemność. Dzień po dniu przybliża nas pan do europejskich ideologii, które zrodziły obozy koncentracyjne - wypalił. Oburzeni członkowie rządu i inni posłowie rządzącej UMP opuścili salę, a obrady parlamentu zawieszono.
Prawica domaga się od Letchimy'ego przeprosin, lecz ten twierdzi, że musiał użyć drastycznych środków wyrazu, by bić na alarm.
Inni oczekują z kolei przeprosin ministra. On i jego polityczni sojusznicy twierdzą jednak, że nie ma co przepraszać za powiedzenie rzeczy oczywistej. Były minister edukacji Luc Ferry napisał w "Le Figaro", że poruszenie wokół wypowiedzi Guéanta jest "głupie". "Dlaczego mamy zakazywać komukolwiek prawa wyboru tradycji, które zrodziły wielką literaturę ponad te, które zrodziły społeczeństwa niepiśmienne?" - pytał.
We Francji, gdzie filozofia jest osobnym przedmiotem nauczania, a filozofem mieni się prawie każdy, dyskusje na abstrakcyjnym poziomie zdarzają się częściej niż w innych krajach. Tym razem także wielu zwykłych Francuzów musi jednak chyba zadawać sobie pytanie, dlaczego politycy dyskutują nad wyższością Zachodu, zamiast zajmować się pilnymi problemami, jak zadłużenie kraju,
bezrobocie czy brak niedrogich mieszkań.
Minister Guéant słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi. Np. gdy
Francja i inne kraje Zachodu wysłały do Libii samoloty przeciwko Muammarowi Kaddafiemu, nazwał to "krucjatą". Teraz ze skutkami swego krasomówstwa będzie musiał się zmierzyć m.in. na Martynice, którą ma odwiedzić za kilka dni. Posłowie z wyspy już zapowiedzieli, że nie jest mile widziany.