http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Malediwy. Jak zrobić przewrót w raju

Wojciech Jagielski
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 21:41

Zamach stanu i uliczne rozruchy zakłóciły sielankę w luksusowym turystycznym raju na Malediwach - muzułmańskim kraju rozrzuconym na tysiącu malowniczych wysp na Oceanie Indyjskim.

Mohammed Naszid (w środku w żółtej koszuli), były prezydent Malediwów, podczas spotkania ze swoimi zwolennikami
w stolicy kraju Male w środę, dzień po tym, jak został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska
Fot. Eranga Jayawardena AP
Mohammed Naszid (w środku w żółtej koszuli), były prezydent Malediwów, podczas...
ZOBACZ TAKŻE
Wojsko obaliło pierwszego demokratycznego prezydenta kraju, a jego oburzeni zwolennicy wyszli na ulice, by nie dopuścić do przejęcia władzy przez konserwatywnych mułłów i zwolenników dawnej dyktatury.

Przedstawiciele władz przyznają, że odkąd we wtorek prezydent Mohammed Naszid ustąpił ze stanowiska, w państwie w zapanował chaos. "Zmierzamy prosto do anarchii" - ostrzegają.

W krainie uchodzącej za turystyczny raj, wojsko i policja strzela do wzburzonych tłumów, te zaś grabią i palą komisariaty, a przy okazji plądrują sklepy i co bogatsze wille. Burmistrz 30-tysięcznego Addu, drugiego po stolicy Male największego miasta, przyznaje, że ulicami rządzą uczestnicy rozruchów, a policjanci i wojsko uciekło.

W samej stolicy zamieszki i demonstracje odbywają się na nadmorskim placu Republiki, gdzie zawsze zbierali się przeciwnicy władzy. W starciach z policją zginęło kilka osób, a prawie sto zostało rannych lub dotkliwie poturbowanych. Wśród tych ostatnich znalazł się sam obalony prezydent Naszid, który w środę przemawiał na placu do swoich zwolenników, przekonując, że został obalony w wyniku zbrojnego przewrotu.

Jak twierdzi, do ustąpienia zmusiło go we wtorek kilkunastu oficerów, którzy ,przystawiając mu pistolet do głowy, kazali podpisać dymisję i ogłosić to w telewizji. Zdaniem Naszida w zmowie ze spiskowcami był też jego zastępca, wiceprezydent Mohammed Wahid, którego natychmiast zaprzysiężono na nowego szefa państwa. Za wszystkim zaś, uważa, stali konserwatywni mułłowie i zwolennicy byłego tyrana Momuna Abdula Gajjuma, którego 30-letnie panowanie uczyniło najdłużej rządzącym ze wszystkich współczesnych władców Azji.

Kres tyranii położyły dopiero burzliwe zamieszki w Male w 2003 r., w wyniku których został zmuszony do ogłoszenia wolnych wyborów. Przegrał je z kretesem w 2008 r., a jego pogromcą okazał się właśnie Naszid, jeden z najbardziej znanych dysydentów w całej Azji. Za rządów Gajjuma był prawie 30 razy wtrącany do więzień, w których spędził łącznie ponad sześć lat.

Jako dysydent był ludowym bohaterem, szybko przestał nim być jako przywódca kraju. Jako prezydent nie objawił się bowiem rodakom jako jutrzenka wolności i postępu. Bardzo szybko zaczęli się więc zbierać na placu Republiki, by protestować przeciwko oszczędnościowym reformom gospodarczym, jakie zaczął wprowadzać. Naszid kazał policji rozpędzać demonstrantów, a swoim urzędnikom zwoływać wiece poparcia dla władz.

Walką o środowisko naturalne i liberalnymi poglądami wprawiał w zachwyt przywódców Zachodu, ale coraz bardziej zrażał rodaków, którzy - jako pobożni muzułmanie-sunnici - z rosnącą niechęcią przyglądali się półnagim zagranicznymi turystom, szukającym na wyspach luksusu i grzesznych uciech. Konserwatywni mułłowie oskarżali w meczetach prezydenta, że jest wrogiem islamu, wysługuje się Żydom (i sprowadza ich tu), a żeby przypodobać się Zachodowi chce nawrócić cały kraj na chrześcijaństwo. Po obaleniu Naszida zamachowcy pokazywali w telewizji butelki whisky, jakie rzekomo znaleźli w jego gabinecie, a wzburzeni demonstranci wdarli się do muzeum narodowego w Male i rozbili wszystkie posągi Buddy. Przedstawienie w sztuce postaci wszelkich istot żywych uważane jest bowiem w islamie za świętokradztwo.

Iskrą, która wywołała otwarty bunt przeciwko Naszidowi, był wydany przez niego w styczniu rozkaz aresztowania sędziego, który zwolnił z aresztu jednego z politycznych wrogów prezydenta (ten obraził go publicznie w telewizji). Naszid twierdzi, że kazał zwolnić sędziego nie za nieposłuszeństwo, ale za to, że chronił przed procesami o korupcję dygnitarzy starego reżimu.

W obronie sędziego na placu Republiki znów zebrały się tłumy, a prezydent rozkazał policji, by je rozgoniła; ta jednak wypowiedziała mu posłuszeństwo. Wezwał na pomoc ONZ, ale we wtorek oficerowie odsunęli go od władzy.

Nowe władze przekonują, że Naszid nie został zmuszony do dymisji, a jedynie "została mu ona podpowiedziana" i że jego ustąpienie nie było zamachem stanu, lecz "spełnieniem woli ludu".

Mohammed Wahid zapowiada, że będzie rządził jedynie do nowych wyborów, przewidzianych na jesień 2013 r., zaś do tymczasowego rządu weźmie przedstawicieli wszystkich partii, w tym i religijnych. - Jesteśmy krajem muzułmańskim i nie można tego ignorować - powiedział. Islam to jedyna religia dozwolona na Malediwach, a praktykowanie innych jest zakazane.

Przewrotu jak zwykle nie zauważyli turyści, których co roku przyjeżdża na wyspy dwa-trzy razy więcej niż liczy cała tutejsza ludność (400 tys.). Gdy w stolicy trwała rewolucja, cudzoziemcy w wojskowej eskorcie rozwożeni byli awionetkami i motorowymi łodziami z międzynarodowego lotniska Gan na odległe wyspy zajęte przez wielkie biura podróży na dochodowy protektorat masowej turystyki (podobnie jak indyjskie wybrzeże Goa czy tajlandzki Phuket). Właściciele luksusowych hoteli, w których za noc trzeba płacić nawet po tysiąc dolarów, martwią się tylko, by polityczna burza, która wybuchła w przeddzień ściągniętego z Ameryki obrzędu walentynek, nie odstraszyła bogatych nowożeńców z Zachodu, Indii i Chin, którzy od lat zwykli w tym czasie spędzać tu swoje poślubne podróże i miodowe miesiące.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':