http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Brazylijscy policjanci się poddali

Maciej Stasiński
2012-02-09, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 20:55

Po ośmiu dniach strajku okupacyjnego policjanci opuścili parlament stanowy w mieście Salvador. Przywódcy pójdą siedzieć, ale wywalczyli podwyżki. Jednak bunt policjantów zagraża karnawałowi i mundialowi.

Flaga Brazylii
Flaga Brazylii
SERWISY
Bunt dobiegł końca, gdy okupujący parlament stanu Bahia policjanci uznali, że lada chwila mogą zostać zbrojnie zaatakowani. Wcześniej rząd ogłosił, że strajk jest nielegalny i wydał nakaz aresztowania jego 12 przywódców. Rozmowy z władzami stanu załamały się, gdy odmówiono amnestii dla przywódców strajku.

Kiedy otaczający parlament żołnierze armii federalnej odcięli protestującym prąd, wodę i dostawy żywności, zapachniało rozlewem krwi. Ostatecznie do szturmu komandosów nie doszło i w czwartek rano 240 policjantów, nie stawiając oporu, wyszło z budynku, który okupowali od 31 stycznia. Dwóch głównych przywódców odwieziono do aresztu.

Jednak okupacja parlamentu w Salvadorze nie zakończyła się zupełną klęską policjantów. Rząd, który najpierw odmawiał rozmów, zgodził się na rokowania pod naciskiem potężnego strajku, do którego w całym stanie przystąpiła co najmniej jedna trzecia z 31 tys. funkcjonariuszy. Gdy wycofali się z ulic, w Salvadorze, jednym z najniebezpieczniejszych miast Brazylii, liczba zabójstw wzrosła o 130 proc. W ciągu pierwszego tygodnia strajku w mieście zginęły 143 osoby. Przerażeni właściciele zamykali sklepy, bary, restauracje, biura i firmy, ulice się wyludniły.

Rząd przeraził się, że strajk zagrozi, drugiemu po Rio de Janeiro pod względem rozmachu karnawałowi, który rozpoczyna się 17 lutego, przyciągając tysiące uczestników i turystów z zagranicy. Poradził władzom Bahii, by rozmawiały ze strajkującymi także dlatego, że niezadowolenie policji z warunków pracy i zarobków jest w Brazylii powszechne. Na wieść o buncie w Salwadorze także funkcjonariusze z Rio de Janeiro i kilku innych stanów zapowiedzieli protesty.

Policja jest w Brazylii kiepsko i bardzo nierówno opłacana. Płaca minimalna w biednym i niebezpiecznym stanie Bahia wynosi ok. 300 dol., a średnia stawka dla oficerów sięga 1,2 tys. W stołecznej Brasilii, gdzie przestępczość jest bardzo niska, ale gdzie mają siedzibę władze federalne, oficerowie i szeregowi policjanci zarabiają dwa razy więcej.

Funkcjonariusze nie żyją jedynie z państwowej pensji. W policji pracują na przemian przez dobę i dwie następne mają wolne. Dorabiają wtedy jako ochroniarze firm, supermarketów czy nawet prywatnych osób.

W Salvadorze policja nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa nie tylko w wielu biednych dzielnicach, ale nawet w zabytkowym centrum odwiedzanym przez tłumy turystów. Chroni tylko główne ulice, przy których stoją hotele, eleganckie sklepy i restauracje. Zagranicznych gości sami mieszkańcy i policjanci ostrzegają przed zapuszczaniem się w boczne uliczki i osiedla, bo grozi im napad i rabunek.

Ostatecznie władze Bahii zgodziły się na podwyżki płac, od razu o mniej więcej 6,5 proc., choć policjanci żądali znacznie więcej. Dalsze podwyżki zapowiedziano na kolejne lata.

Brazylia stoi przed problemem zapewnienia bezpieczeństwa w czasie dwóch wielkich imprez sportowych - mistrzostw świata w piłce nożnej w 2014 i letniej olimpiady w 2016 roku. Rządy federalny i stanowe muszą nie tylko zwiększyć liczbę policjantów, ale i radykalnie zreformować system pracy oraz podnieść płace.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':