Jesteśmy zdeterminowani, żeby stworzyć szerokie forum dla państw, które naprawdę obchodzi tragiczny los Syryjczyków - mówił w środę w telewizyjnym wywiadzie turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu.
A tuż przed przed wyjazdem do
USA na rozmowy w sprawie Syrii powiedział, że Reutersowi, że "skoro Rada Bezpieczeństwa ONZ nie jest w stanie ochronić cywilów, trzeba znaleźć inne sposoby, żeby zakończyć rozlew krwi."
Ankara zaproponowała też, żeby w Turcji zorganizować międzynarodową konferencję krajów, które chcą zakończyć syryjski konflikt i pomóc cywilom. - Takie spotkanie powinno się odbyć w naszym regionie, żeby pokazać regionalną solidarność i niezależność. Ważne, żeby to spotkanie odbyło się jak najszybciej - mówił Davutoglu i obiecał, że
Turcja pomoże stworzyć nową "mapę drogową" dla Syrii. Jednocześnie wykluczył możliwość zbrojnej interwencji.
Ankara od początku syryjskiego kryzysu ostro krytykuje prezydenta Baszara al-Asada. Turecki premier Recep Tayyip Erdogan był jednym z pierwszych światowych przywódców, którzy wezwali dyktatora do odejścia, porównując go przy okazji do Hitlera i Mussoliniego.
Turcy ostro skrytykowali weto, które
Rosja i
Chiny zgłosiły w Radzie Bezpieczeństwa w sprawie rezolucji wzywającej Asada do oddania władzy. Ankara oświadczyła, że
Moskwa i Pekin dały syryjskiemu dyktatorowi "licencję na zabijanie".
Turcją rządzi sunnicki rząd Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, któremu wyjątkowo nie w smak jest zabijanie tysięcy syryjskich sunnitów tuż przy tureckiej granicy. W dodatku giną z ręki niewiernych, bo za takich muzułmańska ortodoksja uważa alawitów, sektę, z której wywodzi się rodzina Asadów i syryjscy oficerowie.