Portal "Zgłoszenia na środkowo-wschodnich Europejczyków" rozpoczął działalność w środę rano. Wystarczy podać swoje imię i już można opisać konkretny przypadek złego zachowania lub przestępstwa popełnionego przez cudzoziemców. Na głównej stronie zmieniają się wycinki z holenderskich gazet: "Nie byłoby lepiej, gdybyście stąd wyjechali?" albo "Coraz więcej przestępców wśród wschodnich Europejczyków".
Geert Wilders i Ino van de Besselaar, politycy Partii Wolności, przekonują na portalu, że masowa imigracja doprowadziła do wzrostu przestępczości, prostytucji, narkomanii, pojawiły się też problemy z bezdomnymi i wyrzucanymi śmieciami. Holendrzy nie zgłaszają swoich uwag policji, bo mają poczucie, że i tak nic nie zostanie w tej sprawie zrobione. Dlatego - twierdzą działacze Partii Wolności - tak potrzebne są skargi składane na portalu. Politycy obiecują, że przekażą je później ministerstwu spraw społecznych.
- To szkodliwy i obraźliwy pomysł, który nie służy spokojnej debacie - komentuje rzecznik polskiej ambasady w Hadze Janusz Wołosz. Według niego portal nie ma sensu od strony prawnej, bo rozpatrywaniem tego typu skarg zajmują się m.in.
policja, rzecznik praw obywatelskich czy władze gmin. Mimo to ambasada zapowiada, że wyśle do władz Partii Wolności pismo w tej sprawie.
- To jest rozgrywka polityczna. Wilders traci w sondażach poparcie i wie, że kontrowersyjne antyimigranckie akcje przynoszą zwykle skutek - mówi "Gazecie" Małgorzata Bos-Karczewska, szefowa
polonijnego portalu polonia.nl. Dwa lata temu Partia Wolności zdobyła 15 proc. głosów, jest trzecią siłą w parlamencie (zawarła w nim nieoficjalną koalicję z mniejszościowym rządem Marka Ruttego), ale jej notowania lecą w dół.
- Jednak tym razem Wilders przesadził, bo to jest zwykłe podjudzanie. Po raz pierwszy zauważyli to nawet sami Holendrzy, na Twitterze pełno jest wpisów oburzonych ludzi. Pytają, czy następnym pomysłem będą opaski, takie jakie naziści kazali nosić Żydom, albo zamiast donosów piszą na portalu pochwały dla Polaków - opowiada Bos-Karczewska.
Mieszkająca od lat w Holandii dziennikarka tłumaczy, że ksenofobiczne nastroje wzrosły tam ponad dekadę temu, kiedy Pim Fortuyn jako pierwszy zerwał z polityczną poprawnością i zaczął otwarcie atakować islam i muzułmańskich imigrantów. Po jego zabójstwie w 2002 r. jego miejsce zajął właśnie Wilders.
Szef Partii Wolności to teraz najsłynniejszy w Europie polityk stosujący tak ostrą antyimigrancką retorykę. Najpierw występował głównie przeciwko muzułmanom - chciał ich deportować, wyprodukował obraźliwy wobec islamu film dokumentalny "Fitna", w wywiadach porównywał Koran do "Mein Kampf" Adolfa Hitlera (w czerwcu 2011 r. sąd uznał, że nie jest to przestępstwo). Kiedy w 2007 r.
Holandia otworzyła swój rynek
pracy dla nowych członków Unii, na cel wziął właśnie imigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej.
Populizm Wildersa trafił w Kraju Tulipanów na podatny grunt. Według niedawnych badań dwie trzecie Holendrów jest niezadowolonych z pojawienia się Polaków, niewiele mniej uważa, że nie ma z nich żadnego pożytku. Dlatego antymigranckie hasła głosi coraz więcej polityków. Głośno było np. o zeszłorocznym pomyśle ministra pracy Henka Kampa, który proponuje bezdomnych i bezrobotnych imigrantów z Europy Wschodniej (czyli przede wszystkim z Polski) wyrzucać. Minister straszył, że w obliczu kryzysu przez leniwych imigrantów ucierpią zwykli Holendrzy. Wywołało to ostrą reakcję Warszawy - do Holandii popłynęły noty dyplomatyczne, Haga przepraszała.
Do ataków włączyły się niektóre media - kreują obraz bezrobotnego Polaka żerującego na holenderskim systemie opieki albo - jeśli pracuje - zabierającego miejsce pracy Holendrom. - Holendrzy od lat są bombardowani ksenofobicznymi hasłami i boją się obcych. Kiedyś zagrożeniem byli muzułmanie, teraz Polacy, niedługo pewnie Grecy - mówi Bos-Karczewska. Podkreśla, że winni są też niektórzy Polacy: - Wiele osób przyjeżdża tu bez żadnego przygotowania, nie znając języków obcych ani lokalnych zwyczajów. Chociaż w Polsce pijany kierowca nie jest niczym niezwykłym, tutaj to jest nie do pomyślenia i od razu rzuca się w oczy.
200-300 tys.Tylu Polaków żyje w Holandii. Wg oficjalnych danych za 2010 r. tylko niecałe 2 tys. spośród nich było zarejestrowanych jako bezrobotni
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>