http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pedofilia to wciąż problem Kościoła

Rozmawiała Katarzyna Wiśniewska
2012-02-07, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 12:06

Kiedy sama szukałam pomocy u władz kościelnych, zrozumiałam, że jej nie otrzymam. Kościół nie troszczy się o mnie, o moją rodzinę. Troszczy się wyłącznie o księży i reputację Kościoła - mówi Barbara Blaine, szefowa największej na świecie organizacji skupiającej ofiary księży pedofilów SNAP

Barbara Blaine
Fot. JOHN MACDOUGALL AFP/EAST NEWS
Barbara Blaine
Przeczytaj także: Kościół wyznaje grzechy

Katarzyna Wiśniewska: Jest pani jedną z ofiar księdza pedofila. Jak do tego doszło?

Barbara Blaine: Miałam 13 lat. Razem z innymi dziewczynami często pomagałam w kościele, sprzątałyśmy zakrystię i wokół ołtarza [w Toledo w amerykańskim stanie Ohio]. Jednej niedzieli ojciec Warren zaprosił mnie na obiad z księżmi. Czułam się wyróżniona, spytałam rodziców, czy mogę iść. Mama powiedziała: "Tak, tylko uważaj na dobre maniery". Maniery! To była ostatnia rzecz, której powinna się była wtedy obawiać.

Zjedliśmy obiad. Księża poszli oglądać telewizję. Zostałam sama z ojcem Warrenem. Ni stąd, ni zowąd powiedział, że wie, co do niego czuję. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Zaczął mnie całować, dotykać, wkładać mi ręce pod ubranie. Byłam zszokowana, zmieszana. Ale sparaliżowało mnie. Mówiłam w myśli: przestań, nie dotykaj mnie. Ale nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Kiedy skończył, powiedział, że muszę iść do spowiedzi. Bo to moja wina. Kiedy miał erekcję, mówił: "Widzisz, co mi zrobiłaś". Czułam się brudna, winna, zawstydzona. Do dzisiaj czasem to uczucie wraca.

Ojciec Warren przynosił komunię mojej chorej babci. Zwykle księża robią to raz w miesiącu, w pierwszy piątek, ale on zaczął przychodzić z komunią do babci raz w tygodniu w niedzielę. Babcia, osoba bardzo religijna, była szczęśliwa. Zagroził, że jeśli komuś powiem, nie będzie mógł więcej babci przynosić komunii.

I nikomu pani nie powiedziała?

- Nikomu. To trwało ponad cztery lata. Kiedy miałam 17 lat - była druga połowa lat 70. - pojechałam na rekolekcje dla dziewcząt. Poszłam do spowiedzi i o wszystkim opowiedziałam. A ksiądz na to: "Jezus cię kocha, On może przebaczyć wszystko". Nie powiedział: nie masz z czego się spowiadać, to nie twoja wina, musimy wezwać policję, powiadomić rodziców. Tylko że Jezus przebacza. Mnie przebacza!

Kiedy wróciłam do domu, powiedziałam ojcu Warrenowi, że nie pójdziemy do nieba, jeśli to się powtórzy, więc nie mogę się z nim spotykać. Był wściekły, uderzył mnie. Ale to był koniec. Teraz wiem, że molestował też inne dziewczynki.

Po tej spowiedzi ujawniła pani wszystko?

- Nie, odważyłam się to zrobić dopiero w wieku 29 lat [w 1989 r.]. Usłyszałam od biskupa, że jestem pierwsza, która skarży się na księdza, i czy aby na pewno mówię prawdę. Ale biskup obiecał, że sprawą się zajmie. Ojcu Warrenowi powierzono funkcję kapelana w dużym katolickim szpitalu. Biskup powiedział rodzicom, że w szpitalu ksiądz będzie pilnowany m.in. przez pracującą tam siostrę zakonną.

Potem do tego szpitala trafił mój ojciec. Na jego prośbę zadzwoniłam do siostry, żeby ojciec Warren w szpitalu trzymał się od nas z daleka. Była bardzo zdziwiona. Wyjaśniłam, o co chodzi. Okazało się, że biskup nikogo tak naprawdę o niczym nie poinformował. Dopiero gdy ujawniłam sprawę prasie i zostałam zaproszona do show Oprah Winfrey, księdza odsunięto od obowiązków kapłańskich. Oficjalnie poszedł na emeryturę. Miał opinię bardzo pobożnego, charyzmatycznego. Wielu parafian uważało, że jest niewinny, a ja i inne dziewczyny kłamałyśmy.

Nie miał procesu?

- Jedna z ofiar go zaskarżyła, ale z powodu przedawnienia nic nie dało się zrobić.

Do SNAP należy ponad 10 tys. osób. Wszyscy są ofiarami księży pedofilów?

- Do SNAP poza ofiarami należy ok. 300 rodzin osób molestowanych, które popełniły samobójstwo. Rok temu dołączyła do nas kobieta, która straciła syna. Gdy odebrał sobie życie, miał 32 lata i troje małych dzieci. Dwa tygodnie przed samobójstwem jego matka dowiedziała się, że był molestowany. Teraz obwinia się o jego śmierć, bo zapraszała księdza do domu i pozwalała, by zabierał syna na noc na plebanię. Może mój syn zostanie księdzem? - myślała.

Niektóre historie członków SNAP są szczególnie potworne.

- Rita Milla została jako nastolatka zgwałcona przez księdza, a potem przez sześciu innych księży - kolegów, których zaprosił. Zaszła w ciążę. Biskup postarał się, by wysłano ją na Filipiny, żeby chronić dobre imię Kościoła. Sprawców nie spotkała żadna kara [Milla po ponad 20 latach sądowych batalii wygrała w 2007 r. od archidiecezji Los Angeles pół miliona dolarów, sama archidiecezja zgodziła się wypłacić w sumie 660 mln dol. odszkodowań].

Jakie są wasze relacje z Kościołem?

- Kiedy sama szukałam pomocy u władz kościelnych, zrozumiałam, że jej nie otrzymam. Kościół nie troszczy się o mnie, o moją rodzinę. Troszczy się wyłącznie o księży i reputację Kościoła. W ciągu całej działalności SNAP żaden z biskupów nie zgodził się dobrowolnie usiąść z nami i porozmawiać.

Mieliśmy raz grupę wsparcia, ludzie opowiadali o swoich historiach. Płakali. Nagle jedna z dziewczyn zaczęła się śmiać: "Nie widzicie?" Biskup w Toledo powiedział: "Jesteś pierwsza, która to mówi". Biskup w Kalifornii to samo: jesteś pierwszy. Biskup w Filadelfii: nikt wcześniej się nie skarżył. Okazało się, że każdy "był pierwszy". To przecież nieprawdopodobne. Zrozumieliśmy, że to element kościelnej polityki postępowania z nami, ofiarami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 2
  • 6
  • 16
  • 2
  • 134 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':