Oprócz Egipcjan na ławie oskarżonych ma zasiąść 19 Amerykanów, pięciu Serbów, dwóch Niemców i obywatele państw arabskich. Według państwowej agencji MENA są oskarżeni o nielegalne finansowanie działalności ich organizacji z zagranicy i używanie zagranicznych funduszy do "siania niepokojów", za co grozi od trzech do siedmiu lat więzienia. Nie wyznaczono jeszcze daty procesu, a oskarżeni nie zostali aresztowani, dostali jednak zakaz opuszczania kraju.
Rządzący krajem od obalenia w lutym 2011 r. reżimu Hosniego Mubaraka generałowie twierdzą, że to cudzoziemcy stoją za organizowanymi od października protestami, w czasie których Egipcjanie żądają oddania władzy cywilnemu rządowi.
Sprawa zaczęła się pod koniec grudnia, kiedy
policja i prokuratura urządziła naloty na biura kilkunastu organizacji pozarządowych, m.in. czterech amerykańskich i jednej niemieckiej. Uzbrojeni funkcjonariusze przejrzeli dokumenty, skonfiskowali
komputery, przez kilka godzin przetrzymywali pracowników. Skontrolowali m.in. Międzynarodowy Instytut Republikański i Freedom House, a także niemiecką Fundację Konrada Adenauera.
Już wtedy UE i Stany Zjednoczone wyraziły "poważne zaniepokojenie" rewizjami i wezwały wojskową radę do zaprzestania prześladowań organizacji pozarządowych. Egipcjanie nie przejęli się ostrzeżeniami i w miniony weekend ogłosili, że pracownicy NGO-sów trafią pod sąd, czym najbardziej rozjuszyli Waszyngton.
Amerykanie będą najliczniejszą grupą na ławie oskarżonych. W dodatku jest wśród nich Sam LaHood, syn sekretarza
USA ds. transportu Raya LaHooda, który w Kairze szefuje Międzynarodowemu Instytutowi Republikańskiemu.
Na reakcję Białego Domu nie trzeba było długo czekać. Sekretarz stanu
Hillary Clinton osobiście ostrzegła szefa MSZ Muhammada Amra, że jeśli dojdzie do procesu, Amerykanie mogą wycofać finansową pomoc dla Egiptu. - Ta niepokojąca sytuacja stawia pod znakiem zapytania całą amerykańsko-egipską współpracę - stwierdziła. To bardzo poważna groźba, bo Kair dostaje co roku od Amerykanów 1,3 mld dol pomocy wojskowej i 250 mln gospodarczej.
Jednak na razie ostrzeżenia niewiele dały. - Egipski rząd nie może mieszać się w prace sądów - odparował Amr, a minister współpracy międzynarodowej Faiza Abu an-Naga stwierdziła w niedzielę w państwowym dzienniku "Al-Ahram", że "Egipcjanie nie zawahają się obnażyć zagranicznych spisków, które zagrażają stabilności kraju".
Egipskie NGO-sy od zawsze są finansowane niemal wyłącznie z zagranicy, głównie przez USA i UE, bo potencjalnych miejscowych sponsorów jeszcze za czasów Mubaraka skutecznie odstraszały prześladowania władz.
Także dziś rządzący krajem generałowie, będący na bakier z prawami człowieka, niechętnie tolerują patrzące im na ręce zagraniczne organizacje pozarządowe i przy każdej okazji straszą Egipcjan "zewnętrznym wrogiem". Obrońcy praw człowieka są w państwowych mediach przedstawiani jako szpiedzy i sabotażyści, a organizacje przyjmujące amerykańskie pieniądze - jako zdrajcy.