Tekst rosyjskiego premiera w gazecie "Kommiersant" - już czwarty przed marcowymi wyborami prezydenckimi, których Putin jest faworytem - to najwyraźniej próba pozyskania przychylności klasy średniej, która ostatnio regularnie występuje przeciw niemu na wielotysięcznych wiecach w Moskwie i Sankt Petersburgu oraz mniej licznych w innych miastach kraju.
Ta aktywność polityczna - zdaniem byłego prezydenta z lat 2000-08 - świadczy o tym, że Rosjanie dojrzeli do demokracji. "Nasze społeczeństwo jest dzisiaj zupełnie inne niż na początku pierwszej dekady XXI w. Wielu ludzi jest lepiej sytuowanych, lepiej wykształconych i bardziej wymagających. Zmiana wymagań stawianych władzom, wyjście klasy średniej z wąskiego światka budowy własnego dobrobytu to rezultat naszych wysiłków. Pracowaliśmy na to" - Putin chwali się tym, że wychował generację, która buntuje się przeciw niemu.
Tłumaczy, że w latach 90., kiedy państwo było słabe, a oligarchowie rozgrabili majątek narodowy, Rosjanie sparzyli się na demokracji i odrzucali ją. W ten sposób premier sugeruje, że przykręcanie śruby, do którego doszło w czasie jego rządów, likwidacja wyborów gubernatorów, kontrola państwa na mediami, odmowa rejestracji partii politycznych - wszystko to zostało zrealizowane na prośbę społeczeństwa.
Teraz jednak czas na demokratyzację, ale, jak wynika z tekstu Putina, niewielką i przede wszystkim na poziomie lokalnym. Premier chce wprowadzić wybory szefów administracji miejskich i radnych, a także dać społecznościom lokalnym prawo odwoływania komendantów policji i zarządzających gospodarką komunalno-mieszkaniową.
Putin podpisał się też pod inicjatywami prezydenta Dmitrija Miedwiediewa dotyczącymi liberalizacji rejestrowania partii politycznych, a także ułatwienia zgłaszania kandydatów na posłów regionalnych i federalnych oraz na prezydenta. Opowiedział się również za przywróceniem wyborów gubernatorów.
Ukłonem w kierunku buntującej się dziś klasy średniej zafascynowanej internetem jest też propozycja, by projekty ustaw poparte przez 100 tys. internautów były obowiązkowo rozpatrywane przez Dumę.
Putin zgłosił też inicjatywę "poprawienia języka prawodawstwa, uczynienie go zrozumiałym dla adresatów". Sam zrobił to jednak za pomocą frazy nie takiej już strawnej: "Ważne jest stworzenie przyjaznego interaktywnego interfejsu na portalach organów władzy publicznej".
Według Maksima Trudolubowa, szefa działu komentarzy prestiżowego moskiewskiego dziennika "Wiedomosti" (opublikował jeden z tekstów premiera), programowe artykuły Putina są "żałosne". - One byłyby interesujące, gdyby podpisywał je polityk niebędący u władzy. A tak czytamy o planach reform zaprzeczających temu, co autor wprowadzał w życie przez 12 lat. To on zlikwidował wybory gubernatorów i merów miast, uniemożliwił rejestrację partii opozycyjnych. A teraz tłumaczy, że tego chciało społeczeństwo - wylicza "Gazecie" Trudolubow. I dodaje: - Putin pisze też wiele o tym, jak po jego powrocie na Kreml będzie wyglądała walka z korupcją. Jaka walka? Jeśli to on zmusza dziś gubernatorów do fałszowania wyborów na jego korzyść, to jak potem będzie ich rozliczał za łapówki? To wszystko dowodzi, że premier zużył się jako polityk.
Źródło: Gazeta Wyborcza