Na ostatnim przesłuchaniu przed kwietniowym procesem, Anders Breivik zażądał od sędziów natychmiastowego uwolnienia. Przyznał się do zabicia 77 osób 22 lipca 2011 r., choć nadal twierdzi, że jest niewinny.
Ubrany w garnitur Breivik stanął przed sądem w Oslo w poniedziałek przed południem. Wcześniej po raz pierwszy zgodził się, żeby fotoreporterzy robili mu zdjęcia. I przygotował dla nich specjalny popis: kiedy został wprowadzony na salę, pozdrowił setkę swoich niedoszłych ofiar i rodzin zabitych gestem skrajnej prawicy. Przygotował się też do samego przesłuchania - z kieszeni wyciągnął kartkę z notatkami.
Ostatnie przesłuchanie przed zaplanowanym na kwiecień początkiem procesu miało głównie ustalić, czy 32-letni Breivik nadal będzie trzymany w więzieniu. I chociaż Norweg domagał się natychmiastowego uwolnienia, nie ma na to szans.
Po raz kolejny morderca przyznał się do stawianych zarzutów. 22 lipca 2011 r. wysadził w powietrze samochód-pułapkę zaparkowany w centrum Oslo. Wybuch zabił osiem osób. Potem, przebrany za policjanta, wsiadł w auto i pojechał na oddaloną o 40 km od miasta wyspę Utoya. Dostał się na trwający tam obóz młodzieżówki rządzącej Partii Pracy i dokonał rzezi - zabił 69 osób, w większości nastolatków. Potem bez żadnego oporu oddał się w ręce policji.
Breivik utrzymuje, że lipcowe wydarzenia to nie była zbrodnia, tylko "atak prewencyjny". - Przyznaję się do tych czynów, ale nie przyznaję się do winy. Ataki były prewencyjne i były wymierzone przeciwko ludziom dopuszczającym się niszczenia kultury i etniczności norweskiej - mówił w poniedziałek. I dodawał, że nie jest winny, bo jako dowódca "Zakonu Templariuszy" miał misję obalenia europejskich rządów i zastąpienia ich "patriotami", którzy pozbędą się muzułmańskich imigrantów.
W dniu zamachu Breivik opublikował w internecie paranoidalny manifest. Kilkusetstronicowy tekst wymierzony jest w "zgniły Zachód", europejską lewicę, islam i imigrantów.
Jedną z kluczowych kwestii przed kwietniowym procesem jest ustalenie, czy Breivik jest zdrowy psychicznie. Pierwsza komisja psychiatrów po kilku tygodniach badań orzekła, że cierpi na schizofrenię. Jeśli dalsze badania to potwierdzą, zamiast do więzienia prawdopodobnie trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.