http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosja i Chiny wybrały interesy z Syrią

Marta Urzędowska
2012-02-06, ostatnia aktualizacja 2012-02-05 20:30

Rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin nie podniósł ręki za rezolucją RB ONZ ws. Syrii
Rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin nie podniósł ręki za rezolucją RB ONZ ws. Syrii
Fot. Jason DeCrow AP

Rada Bezpieczeństwa ONZ nie pomoże zakończyć krwawego powstania w Syrii, bo weto zgłosiły Moskwa i Pekin, które na potęgę handlują z syryjskim dyktatorem Baszarem al-Asadem. Tego samego dnia siły reżimu zabiły kolejne kilkaset osób.

Głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ ws. Syrii
Fot. ALLISON JOYCE REUTERS
Głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ ws. Syrii
SERWISY
Rządy Rosji i Chin od dziś ponoszą odpowiedzialność za ludobójstwo, jakie dokonuje się w Syrii - oświadczyła po sobotnim głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa opozycyjna Narodowa Rada Syryjska. - To prawdziwa licencja na zabijanie dla syryjskiego reżimu, który już wie, że nikt nie pociągnie go do odpowiedzialności.

Rezolucja, która przepadła w sobotnim głosowaniu, miała wezwać Asada do przekazania władzy swojemu zastępcy i stworzenia rządu jedności narodowej, który miałby przygotować demokratyczne wybory.

Chociaż rosyjskie i chińskie weto były łatwe do przewidzenia, bo Moskwa i Pekin zablokowały podobny projekt w październiku zeszłego roku, to pozostali członkowie Rady do ostatniej chwili próbowali maksymalnie złagodzić tekst rezolucji, żeby uzyskać zgodę Rosji i Chin. W projekcie pojawił się m.in. zapis wykluczający zagraniczną interwencję. - Czego jeszcze potrzebujemy, żeby skutecznie zagłosować w Radzie Bezpieczeństwa? - pytała amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton.

Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow tłumaczył, że rezolucja naruszałaby suwerenność Syrii, poza tym Moskwa domagała się obarczenia winą za przemoc także opozycji. - Jej przyjęcie oznaczałoby stanięcie po jednej ze stron wojny domowej - przekonywał. - Rezolucja przedwcześnie określiłaby wynik dialogu między rządem a opozycją - wtórował mu chiński wysłannik w ONZ Li Baodong.

Jednak faktycznie Rosjanie i Chińczycy zawetowali rezolucję, bo sami są na bakier z prawami człowieka, poza tym Asad jest dla nich ważnym partnerem w interesach. Chiny są po Arabii Saudyjskiej drugim największym importerem na syryjski rynek - eksportują tam za blisko 1,2 mld dol. rocznie. Z roku na rok zwiększa się też liczba chińskich firm, które inwestują w Syrii, m.in. w przemysł wydobywający ropę naftową.

O dużo większe pieniądze chodzi w przypadku Rosji. Moskwa jest największym wierzycielem Syrii i nawet po umorzeniu w 2005 r. aż 73 proc. długów Damaszek ma do spłacenia do 2017 r. 3,6 mld dol. Rosjanie dostarczają Syryjczykom większość broni i sprzętu wojennego, dzierżawią też syryjski port Tartus, dzięki któremu ich flota ma bezpośredni dostęp do Morza Śródziemnego.

W dodatku coraz ważniejszym graczem w Syrii jest gazowy gigant Gazprom i należące do niego spółki-córki, które zainwestowały m.in. w rafinerię gazu czy budowę jednego z kluczowych gazociągów.

W przypadku Rosji niebagatelną rolę odgrywają też wybory prezydenckie z 4 marca. Startujący w nich premier Władimir Putin chce pokazać, że Moskwa to wciąż imperium, które nie musi liczyć się z głosem świata. W ostatnich tygodniach wielokrotnie mówił, że wstrzymanie się z wetem ws. rezolucji Rady Bezpieczeństwa o interwencji w Libii było błędem.

Weto zapewne jeszcze bardziej ośmieli Asada, który od marca krwawo tłumi demokratyczne protesty. W sobotę nad ranem, w dniu głosowania nad rezolucją, wojska reżimu przypuściły szturm na Homs, najbardziej zbuntowane z syryjskich miast, zabijając według opozycji ok. 250 osób. - To prawdziwa masakra, widziałem ciała kobiet i dzieci na ulicach, z obciętymi głowami - opowiada cytowany przez "New York Times'a" mieszkaniec Homsu, Abu Dżihad.

"Niewyobrażalny atak na mieszkańców Homs" potępił prezydent USA Barack Obama. - Mordując Syryjczyków, w tym kobiety i dzieci, Asad stracił prawo do rządzenia Syrią nie tylko w oczach swojego narodu, ale całego świata - stwierdził. Także Arabowie są coraz bardziej wściekli na dyktatora, który uparcie odmawia rezygnacji i wpędza kraj w wojnę domową. W Egipcie i w Kuwejcie tłum zaatakował syryjskie ambasady, demonstracje zorganizowano też przed syryjskimi placówkami w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Grecji, a także w Warszawie. Tunezja, która już wyrzuciła syryjskiego ambasadora, wezwała inne kraje arabskie, żeby poszły w jej ślady. Do zrywania stosunków z Damaszkiem wzywa też laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Jemenka Tawakkul Karman.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2
  • 1
  • 49 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':