Rządy Rosji i Chin od dziś ponoszą odpowiedzialność za ludobójstwo, jakie dokonuje się w Syrii - oświadczyła po sobotnim głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa opozycyjna Narodowa Rada Syryjska. - To prawdziwa licencja na zabijanie dla syryjskiego reżimu, który już wie, że nikt nie pociągnie go do odpowiedzialności.
Rezolucja, która przepadła w sobotnim głosowaniu, miała wezwać Asada do przekazania władzy swojemu zastępcy i stworzenia rządu jedności narodowej, który miałby przygotować demokratyczne wybory.
Chociaż rosyjskie i chińskie weto były łatwe do przewidzenia, bo
Moskwa i Pekin zablokowały podobny projekt w październiku zeszłego roku, to pozostali członkowie Rady do ostatniej chwili próbowali maksymalnie złagodzić tekst rezolucji, żeby uzyskać zgodę Rosji i Chin. W projekcie pojawił się m.in. zapis wykluczający zagraniczną interwencję. - Czego jeszcze potrzebujemy, żeby skutecznie zagłosować w Radzie Bezpieczeństwa? - pytała amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton.
Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow tłumaczył, że rezolucja naruszałaby suwerenność Syrii, poza tym Moskwa domagała się obarczenia winą za przemoc także opozycji. - Jej przyjęcie oznaczałoby stanięcie po jednej ze stron wojny domowej - przekonywał. - Rezolucja przedwcześnie określiłaby wynik dialogu między rządem a opozycją - wtórował mu chiński wysłannik w ONZ Li Baodong.
Jednak faktycznie Rosjanie i Chińczycy zawetowali rezolucję, bo sami są na bakier z prawami człowieka, poza tym Asad jest dla nich ważnym partnerem w interesach.
Chiny są po Arabii Saudyjskiej drugim największym importerem na syryjski rynek - eksportują tam za blisko 1,2 mld dol. rocznie. Z roku na rok zwiększa się też liczba chińskich firm, które inwestują w Syrii, m.in. w przemysł wydobywający ropę naftową.
O dużo większe pieniądze chodzi w przypadku Rosji. Moskwa jest największym wierzycielem Syrii i nawet po umorzeniu w 2005 r. aż 73 proc. długów Damaszek ma do spłacenia do 2017 r. 3,6 mld dol. Rosjanie dostarczają Syryjczykom większość broni i sprzętu wojennego, dzierżawią też syryjski port Tartus, dzięki któremu ich flota ma bezpośredni dostęp do Morza Śródziemnego.
W dodatku coraz ważniejszym graczem w Syrii jest gazowy gigant Gazprom i należące do niego spółki-córki, które zainwestowały m.in. w rafinerię gazu czy budowę jednego z kluczowych gazociągów.
W przypadku Rosji niebagatelną rolę odgrywają też wybory prezydenckie z 4 marca. Startujący w nich premier Władimir Putin chce pokazać, że Moskwa to wciąż imperium, które nie musi liczyć się z głosem świata. W ostatnich tygodniach wielokrotnie mówił, że wstrzymanie się z wetem ws. rezolucji Rady Bezpieczeństwa o interwencji w Libii było błędem.
Weto zapewne jeszcze bardziej ośmieli Asada, który od marca krwawo tłumi demokratyczne protesty. W sobotę nad ranem, w dniu głosowania nad rezolucją, wojska reżimu przypuściły szturm na Homs, najbardziej zbuntowane z syryjskich miast, zabijając według opozycji ok. 250 osób. - To prawdziwa masakra, widziałem ciała kobiet i dzieci na ulicach, z obciętymi głowami - opowiada cytowany przez "New York Times'a" mieszkaniec Homsu, Abu Dżihad.
"Niewyobrażalny atak na mieszkańców Homs" potępił prezydent
USA Barack Obama. - Mordując Syryjczyków, w tym kobiety i dzieci, Asad stracił prawo do rządzenia Syrią nie tylko w oczach swojego narodu, ale całego świata - stwierdził. Także Arabowie są coraz bardziej wściekli na dyktatora, który uparcie odmawia rezygnacji i wpędza kraj w wojnę domową. W Egipcie i w Kuwejcie tłum zaatakował syryjskie ambasady, demonstracje zorganizowano też przed syryjskimi placówkami w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Grecji, a także w
Warszawie.
Tunezja, która już wyrzuciła syryjskiego ambasadora, wezwała inne kraje arabskie, żeby poszły w jej ślady. Do zrywania stosunków z Damaszkiem wzywa też laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Jemenka Tawakkul Karman.