- W moim przekonaniu drogą do rewitalizacji wysiłku UE w sferze bezpieczeństwa powinno być podjęcie odkładanych prac nad nową strategią bezpieczeństwa Unii - stwierdził w sobotę Komorowski.
Wśród powodów, jakie powinny skłonić Unię do wypracowania nowej strategii, prezydent wymienił m.in. decyzję
USA, które niedawno zapowiedziały zmniejszenie swej militarnej obecności w Europie. Przyznał, że "trudno czerpać satysfakcję z zapowiedzi głębokich zmian akcentów polityki amerykańskiej". Wyraził jednak nadzieję, że utrzymana zostanie "realna spoistość Sojuszu Północnoatlantyckiego" i zostanie on przygotowany na wyzwania przyszłości.
- Ale traktuję te wezwania z Waszyngtonu jako wezwanie do całej UE. Unia musi przejść od deklaracji do czynów - dodał prezydent. Jak ocenił, "Amerykańscy przyjaciele zdają się nam mówić: Europo, przymierz się do cięższej zbroi", a sygnał z Waszyngtonu "jest ostatnim dzwonkiem alarmowym", który powinien skłonić UE do
pracy nad nową strategią bezpieczeństwa.
Komorowski zastrzegł jednocześnie, że NATO musi pozostać "platformą strategicznej jedności państw obu brzegów Atlantyku, jako ogniwa łączącego Europę z Ameryką Północną".
Przypomniał też, że
Polska złożyła w tym zakresie w ostatnich dwóch latach wiele propozycji - począwszy od ustanowienia stałego dowództwa operacyjnego w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. - Warto się zastanowić, czy drogą do większej odpowiedzialności i dojrzałości UE w sferze bezpieczeństwa i obrony nie powinna być formuła wzmocnionej współpracy, którą przewiduje Traktat z Lizbony" - dodał.
Komorowski przekonywał w
Monachium, że zapewnienie bezpieczeństwa wymaga ciągłej troski i nakładów. - Zastanawia to, że dwie dekady po zakończeniu zimnej wojny, po tym jak zmalały różnice ideologiczne oraz wrogość militarna, w dalszym ciągu w obrębie tej samej strefy poświęcamy wewnątrzeuroatlantyckim problemom bezpieczeństwa, które wydają się zupełnie trywialne w porównaniu z tym, z czym mamy do czynienia na Bliskim Wschodzie, Afryce czy na ogromnych obszarach Azji - zauważył.
Niepokojące - zdaniem polskiego prezydenta - są pewne tendencje do unilateralizmu i renacjonalizacji, które nierzadko biorą górę nad wielostronnym podejściem do bezpieczeństwa. - Kryzys finansowy w UE, blokada działań OBWE, rozbieżności w podejściu do kryzysu libijskiego, nieuzasadniony wzrost wydatków militarnych niektórych państw, albo najnowsze różnice wobec sztandarowego zadania NATO, jakim jest Afganistan - to wyraźne znamiona współczesnych uwarunkowań i pytań o sferę bezpieczeństwa - powiedział Komorowski. - Ta lista problemów skłania do porzucenia aroganckiej pewności, że przyszłość nie przyniesie nowych poważnych wyzwań.
Często problem tkwi - jak mówił Komorowski - w psychologii, percepcji, historycznych stereotypach, a także atawizmach związanych z przywiązaniem do czynnika militarnego jako czynnika wpływu, potęgi, czy nawet tylko i wyłącznie prestiżu". "Nikt nie jest wolny od tego, a zwłaszcza wielkie mocarstwa" - upominał.
Potwierdzeniem tego są, zdaniem prezydenta, losy zainicjowanego w 2009 r. przez administrację prezydenta USA Baracka Obamy tzw. resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. - Niemało osób pokładało w tym <
> spore nadzieje. Dzisiaj możemy odnieść wrażenie, że po wstępnej dynamice i podpisaniu niemal dwa lata temu porozumienia START, te nadzieję nie zostały zrealizowane - ocenił Komorowski.
Układ o ograniczeniu zbrojeń strategicznych (START) został podpisany przez prezydentów USA i Rosji - Baracka Obamę i Dmitrija Miedwiediewa w 2010 ru. Zastąpił on poprzedni układ z 1991 r. i znacznie ograniczył liczbę głowic atomowych w arsenałach USA i Rosji.
Prezydent przypomniał również, że Polska uruchomiła "swój własny <> w stosunkach z Rosją", ale "jego dynamika dzisiaj także nie odpowiada naszym oczekiwaniom". - Oczywiście trzeba konsekwencji. My mamy nadzieję, że po (wiosennych) wyborach nastąpi ponowna intensyfikacja dialogu z Rosją - podkreślił prezydent.
Na briefingu prasowym po wykładzie Komorowski podkreślił, że Polska od wielu lat sugeruje "podjęcie wysiłku w obszarze integracji europejskiej na rzecz wzmocnienia wspólnotowego charakteru polityki bezpieczeństwa i obronności". "Na razie idzie to słabo. Niewątpliwie jest to poniżej oczekiwań" - dodał. Zapowiedział też, że Polska będzie się starała "konsekwentnie o to zabiegać i szukać partnerów w UE, aby te procesy posunąć do przodu".
Pytany przez dziennikarzy o to, jak widzi szczegóły strategii, o której mówił, i czy ma może na myśli stworzenie wspólnej armii, Komorowski odpowiedział: - Tak, tego rodzaju pomysły były zgłaszane. O ile pamiętam parę lat temu rozmawiał o tym z panią kanclerz Niemiec Angelą Merkel ówczesny premier pan Jarosław Kaczyński, więc - jak rozumiem - polska opinia publiczna jest przygotowana do tak daleko idących pomysłów, ale wydaje mi się, że dzisiaj trzeba po prostu pogłębiania i tych spraw uczynienia elementem polityki wspólnotowej.
W Monachium zjawiła się silna delegacja z USA na czele z sekretarz stanu Hillary Clinton i szefem Pentagonu Leonem Panettą. Oboje zapewniali, że Europa pozostanie głównym strategicznym sojusznikiem Ameryki, choć ze względu na zmiany zachodzące w świecie Waszyngton coraz bardziej skupia swą uwagę na Azji.
Organizowana od 1962 r. Monachijska Konferencja o Bezpieczeństwie to największe forum wymiany poglądów na temat bezpieczeństwa na świecie. W konferencji uczestniczą również szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski oraz minister obrony Tomasz Siemoniak.