Grecja korzysta teraz z pożyczek pomocowych eurolandu i MFW, które obiecały jej 110 mld euro w 2010 r. (w ratach do 2013 r.) w zamian za ostre cięcia budżetowe. Jednak recesja spotęgowana tymi oszczędnościami, bezrobocie, a także zwlekanie z reformami i prywatyzacją sprawiły, że
Ateny potrzebują drugiego pakietu pomocowego.
Euroland wstępnie zapowiedział już kolejne 130 mld euro pożyczek (do 2014 r.) i wymusił na prywatnych wierzycielach (głównie bankach) zapowiedź spisania na straty 100 mld euro greckiego długu - ale wciąż nie dopięto konkretów. Ponadto okazało się, że Ateny potrzebują większej pomocy, by zbić dług z ok. 160 proc. PKB (ponad 350 mld) do 120 proc. w 2020 r., co jest celem UE-MFW. W piątek potwierdzono nieoficjalnie, że nowa dziura to 15 mld euro.
W zamian za zatwierdzenie drugiego pakietu
Bruksela i MFW żądają 2 mld euro kolejnych cięć w 2012 r. (to 1 proc. PKB), obniżenia wypłat w sektorze prywatnym o ok. 20 proc. i obcięcia płacy minimalnej (obecnie 752 euro). Jeśli Ateny się nie zgodzą, mogą zostać odcięte od pomocy, czyli zbankrutować w marcu.
W piątek
hakerzy z grupy
Anonymous zamieścili protest przeciw wyniszczającym cięciom na stronie internetowej ministerstwa sprawiedliwości Grecji. Bezrobocie wzrosło tam z 7,7 proc. w 2008 r. do 19,2 proc. (dane z jesieni 2011 r.), wśród obywateli do 25. roku życia wynosi 47,2 proc.