http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grzechy greckiej demokracji

Tomasz Bielecki
2012-02-04, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 20:27

Skąd wziął się kryzys w Grecji? Grecy mówią o grzechach "kumoterskiej demokracji", która przetrwała przewroty, wojny, czarnych pułkowników oraz modernizację z lat 80.

Przechodzień na ulicy biednego przedmieścia Aten, w tle namalowane na ścianie graffiti. Zdjęcie z 30 stycznia 2012 r.
Fot. YANNIS BEHRAKIS REUTERS
Przechodzień na ulicy biednego przedmieścia Aten, w tle namalowane na ścianie...
SERWISY
- Posłuchaj o naszym "placu płaczów", a zrozumiesz, że my także jesteśmy winni- mówią mi ateńczycy. Niedawno odkryli zapomnianą historię o rzeszach urzędników publicznych, kierowników szkół i funkcjonariuszy wyższej rangi, których każdy nowy rząd - poczynając od XIX wieku - wyrzucał na bruk po wyborach, a zwolnionymi posadami opłacał się swoim zwolennikom i sponsorom. Wylani zbierali się na placu pod ówczesnym budynkiem MSW i lamentowali nad wyniszczaniem ciągłości państwa, a głównie ich karier, choć wcześniej robili je także dzięki koneksjom.

Odbywało się to tak regularnie, że ukute przez dziennik "Estia" w 1878 r. określenie "plac płaczów" (Klafthmonos) przyjęło się błyskawicznie i przetrwało do dziś.

Lamenty na Klafthmonos powstrzymał premier Eleutherios Wenizelos - Kreteńczyk zaproszony do Aten przez przywódców bezkrwawego puczu wojskowego z 1909 r., którego liberalna partia rok później wygrała wybory z miażdżącą przewagą. Nie zwolnił urzędników przejętych po poprzednikach, a nawet wprowadził ustawy zakazujące podobnych praktyk następcom.

Niestety, "ojciec współczesnej Grecji" (jego pomnik stoi przy parlamencie) nie wytrwał w tym postanowieniu długo. Ciągnące się do lat 30. konflikty republikanów (to obóz Wenizelosa) i zwolenników króla Konstantyna znów doprowadziły do czystek wśród nauczycieli, sędziów, urzędników i oficerów. W obawie o zdradę raz przeprowadzali je rojaliści, raz wenizeliści...

Niebiescy kontra zieloni

- Być może demokracja w Grecji zbytnio się pospieszyła. Niemal wszyscy mężczyźni dostali prawa wyborcze wkrótce po wywalczeniu niepodległości w XIX w., choć dotąd żyli w systemie niemal feudalnym i potem traktowali polityków niczym feudalnych patronów - przekonuje Jason Manolopulos, autor książki "Greece's Odious Debt" traktującej o obecnym kryzysie (choć teza o przedwczesnej demokracji w jej ojczyźnie sprzed 2,5 tys. lat jest mocno kontrowersyjna).

Grecy istotnie posługują się do dziś pojęciem „tzaki”, czyli „paleniska” lub „kominka” - na określenie dynastii lokalnych przywódców, którym potrafią być wierni z pokolenia na pokolenie. O ile w poprzednich wiekach „tzaki” było feudalnym rodem z poplecznikami i poddanymi, potem zaczęło oznaczać partię polityczną firmowaną nazwiskiem rodu polityków - jak Papandreu na lewicy i Karamanlis na prawicy.

- Dlaczego oddałem głos na prawicę? Nie potrafię odpowiedzieć. Tak głosował mój ojciec i matka. To moje "tzaki". Od dziecka słyszałem, że jestem niebieskim chłopakiem - mówi 34 letni-Pawlos Papadakis, doktor biochemii z Aten, znacznie lepiej orientujący się w różnicach programowych między partiami we Francji i Hiszpanii niż w jego własnej ojczyźnie.

Niebieski to barwa prawicowej Nowej Demokracji założonej przez Konstantinosa Karamanlisa w latach 70. po upadku junty czarnych pułkowników (1967-74). Zielony to lewicowy PASOK stworzony w tym samym czasie przez Andreasa Papandreu, który przejął zwolenników swego ojca - byłego premiera, liberała i wenizelisty Jeorjosa Papandreu seniora, pomimo że jego nowo założona partia była mocno socjalistyczna.

Karamanlis był premierem i prezydentem, ale po juncie Grecja miała tylko jednego charyzmatycznego przywódcę - Andreasa Papandreu, premiera w latach 1981-89 oraz 1993-96, ojca państwa dobrobytu zapatrzonego trochę w niemiecką socjaldemokrację, trochę w socjalistyczny Wschód (zmarł w 1996 r.).

"Andreas", bo tak do dziś mówią o nim Grecy, porywał tłumy na Syntagmie, przemawiając w samej koszuli, z fajką w ręku. Za jego rządów zniesiono kary za zdradę małżeńską, wprowadzono śluby cywilne, uproszczono rozwody, zapewniono dostęp do darmowej opieki zdrowotnej nawet w zapadłych wsiach. Papandreu pozwolił na masowe powroty komunistycznych emigrantów z lat 40. (czasy wojny domowej), by ułatwić pojednanie narodowe.

- Na imię mam Roza. Oczywiście, że od Róży Luksemburg! - mówi 51-latka demonstrująca na Syntagmie. Chętnie rozmawia po rosyjsku, bo urodziła się w radzieckim Kazachstanie, gdzie jej rodzice schronili się po wojnie domowej. - Z moją historią trudno byłoby zapisać się do innej partii - tłumaczy logikę komunistycznego „tzaki”.

Karamanlis i Papandreu brali na serio swoje hasła budowy nowej Grecji, ale dwie rzeczy pozostały po staremu. Po pierwsze, faworyzowanie rodziny w partiach - Karamanlis promował w Nowej Demokracji i rządzie bratanka Kostasa (premier w latach 2004-09), a Andreas Papandreu wystawiał syna Jeorjosa (premier od 2009 do 2011 r.) w okręgu wyborczym swojego ojca, potem dał pracę w rządzie i pchał na szczytu PASOK-u. Po drugie, choć zarówno zieloni, jak i niebiescy zazwyczaj nie wyrzucali odziedziczonych urzędników, nadal nagradzali zwolenników posadami w sektorze publicznym, a jeśli ich brakowało, tworzyli nowe.

Pod względem zatrudnienia i przywilejów grecka budżetówka spuchła najbardziej za Andreasa Papandreu, bo rządził dłużej i w czasach najszybciej rosnących dotacji z Brukseli. Ale obydwie czołowe "tzaki" są pod tym względem siebie warte.

- Kogo winimy za kryzys? Cel jest ruchomy. Na początku problemem miał być dług greckiego rządu, potem dług strefy euro, a następnie zła budowa unii walutowej. Szukamy więc winnych od Aten, przez Brukselę po Berlin. Jednak ani na chwilę Grecy nie przestają obwiniać siebie. Proszę popytać na ulicy - mówi prof. Christoforos Wernardikis, szef ośrodka badań opinii publicznej VPRC.

"Korupcja", "kumoterstwo przy szukaniu pracy i awansach", "partyjniactwo" - potwierdza dziennikarska sonda.

"Tzaki" ma się dobrze

Jak system "tzaki" działa w XXI wieku?

- Zaczyna się w szkole albo na uniwersytecie - mówi 21-letni student prawa Aleksandros Joannu. W Grecji młodzieżówki kluczowych partii utrzymują biura na uczelniach, gdzie jedną z głównych przynęt na zwolenników jest udostępnianie materiałów z wykładów i zajęć zebranych przez delegowanych tam członków partii. O partyjną rzeczywistość można się "rozbić" podczas zaostrzonych egzaminów u profesora przeciwnego partii, z którą zbyt głośno sympatyzuje student (co mocno zachęca do wybierania zajęć "u swoich").

Potem włącza się rodzina. - Kończysz szkołę i szukasz pracy. Czasem to bywa bardzo proste: twój ojciec idzie do lokalnego biura partii i mówi, że razem z kuzynami ma 40 głosów, i daje je za etat dla syna. Znam takie historie z sąsiedztwa - opowiada 32-letni Kostas Kolibadis, były inżynier ze stoczni w Pireusie. Jeśli to nie wypali, pracujący w urzędach krewni czekają na wieść o etacie (lub możliwości jego stworzenia) i atakują kogo trzeba.

W Grecji, w przeciwieństwie do południowych Włoch (tam głosy kupuje mafia), nikt dotąd nie żądał dokumentowania "transakcji" np. zdjęciem karty wyborczej zrobionym telefonem komórkowym. Nadal wystarcza słowo honoru.

Wprawdzie ten sposób szukania pracy dotyczy tylko części obywateli, bo i w budżetówce czasem werbuje się bez znajomości, a większość Greków pracuje w sektorze prywatnym, jednak układy "coś za coś" z partiami politycznymi nierzadko rozciągają się także na biznesmenów, którzy przecież potrzebują od władz (czyli polityków) licencji i kontraktów na zamówienia publiczne.

Kryzys skończy z kumoterstwem?

Czy kryzys może wyzwolić Grecję od kumoterstwa i partyjnych dynastii?

Premiera Kostasa Karamanlisa (rządził do 2009 r.) pogrążyła afera korupcyjna związana z restytucją ziemi dla prawosławnego klasztoru Watopedi z góry Atos (za jezioro odzyskane na podstawie aktu nadania z czasów Bizancjum mnisi dostali tłustą rekompensatę w ziemi, na czym państwo mogło stracić 100 mld euro).

Natomiast Jeorjos Papandreu, który ustąpił 10 listopada 2011 r., skompromitował się zapowiedzią i szybkim odwołaniem referendum, w którym ludzie mieli odpowiedzieć, czy chcą dalszych cieć w zamian za pomoc finansową strefy euro i MFW.

- To koniec tych dwóch politycznych rodów. Kostas i Jeorjos są spaleni, a w ich rodzinach brak następców zdolnych do walki, by odbić polityczne wpływy w kraju - przekonuje prof. Wernardikis.

Na premierowanie po kwietniowych wyborach liczy Antonis Samaras, obecny szef Nowej Demokracji. Pochodzi z peloponeskiej Kalamaty, skąd wywodzi się także większość pracowników w ateńskim Muzeum Akropolu. Kiedy w 2009 r. je otwierano, ministrem kultury, czyli de facto pracodawcą, był właśnie Samaras...

Zaczątkiem odnowionej Grecji chce być także liberalny Sojusz Demokratyczny. Założyła go w 2010 r. była szefowa MSZ Dora Bakojanis z domu Mitsotakis, wdowa po pośle Pawlosie zabitym przez lewacką bojówkę w 1989 r., siostra obecnego deputowanego Kyriakosa, córka premiera Konstantinosa Mitsotakisa i cioteczna praprawnuczka Eleutheriosa Wenizelosa...

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1