- Zwyciężyła praworządność - komentował z ulgą szef niemieckiego MSZ Guido Westerwelle. W piątek trybunał większością głosów odsunął od Niemiec groźbę bankructwa.
Sędziowie zajmowali się sprawą włoskiego jeńca wojennego, który podczas wojny
pracował w Niemczech jako
robotnik przymusowy. Ponieważ
Niemcy odmówili mu odszkodowania, pozwał
Berlin przed sądem włoskim i w 2008 r. wygrał.
Według prawa międzynarodowego w tego typu procesach państwo ma immunitet i nie może być pozywane w innych krajach. Włoski sąd najwyższy uznał jednak, że podczas wojny Niemcy popełniali zbrodnie przeciwko ludzkości, więc immunitet ich nie obejmuje. Na tej samej podstawie tamtejsze sądy przyznały 800 tys. euro odszkodowania rodzinom 200 mieszkańców prowincji Arezzo zabitych w 1944 r. przez Niemców w odwecie za ataki partyzantów.
We Włoszech z Niemcami sądzili się też Grecy, krewni ofiar pacyfikacji we wiosce Distomo z 1944 r. gdzie w odwecie za ataki partyzantów esesmani zabili 218 osób. W 1997 r. grecki sąd przyznał potomkom ofiar 27 mln euro, ale ściągnięcie tej kwoty zablokował grecki rząd, który nie chciał zadzierać z Berlinem.
Włoscy sędziowie, opierając się na prawie unijnym, które pozwala ściągać należności z dłużników z ich majątku w innych krajach UE, zgodzili się, by odszkodowanie potrącić z majątku państwa niemieckiego we Włoszech. Nad tamtejszymi siedzibami Instytutu Goethego zawisła groźba
licytacji.
Berlin odwołał się do Hagi chcąc uniknąć odszkodowań, których wartość wkrótce mogła zacząć iść w miliardy.
Trybunał przyznał Berlinowi rację i potwierdził, że nawet w przypadku zbrodni wojennych ofiary nie mogą pozywać do sądu państw o odszkodowania.
Uspokojony wyrokiem minister Westerwelle zapewniał, że Niemcy nie zamierzają wypierać się odpowiedzialności za wojnę. Ale opozycja żąda nowej debaty w sprawie odszkodowań dla ofiar III Rzeszy. - Na razie obrona praw człowieka ponosi klęskę - mówi Claudia Roth, szefowa niemieckich Zielonych.