- Raz po raz razili mnie prądem w brzuch, aż traciłem przytomność - mówi 13-letni Hossam, przez trzy dni torturowany w wojskowym więzieniu niedaleko Tal Kalach. - Gdy się ocknąłem, znowu mnie bili, wyrywali paznokcie. Kiedy płakałem i prosiłem o litość, krzyczeli: "Myślisz, że obchodzi nas, że jesteś dzieckiem? Zabijamy dorosłych i
dzieci, bez różnicy!".
- Zawiesili mnie za lewą rękę pod sufitem, z nogami dwa centymetry od podłogi i zostawili tak na siedem godzin - opowiada 16-letni Alaa z Homsu. Był więziony przez osiem miesięcy za publiczne recytowanie wierszy politycznych, w sumie siedział w siedmiu miejscach. - Co chwila przychodził strażnik, bił kablem, polewał lodowatą wodą i raził prądem. Myślałem, że umrę, krzyczałem: "Przyznam się do wszystkiego, tylko przestańcie!".
W relacjach świadków powraca kilka miejsc, w których te okrucieństwa mają miejsce: dwa więzienia w Homs, dwa w Damaszku i wojskowe w Tartus.
Mali więźniowie opowiadają, że byli trzymani w izolatkach, bici i przypalani papierosami. Wszystkich głodzono, nikt nie opatrywał im ran po torturach. Ich wersję potwierdzają
rodzice i byli więźniowie.
Jest wśród nich Samih, który w Latakii widział dzieci traktowane gorzej niż dorośli, torturowane i wykorzystywane seksualnie: - W celi było nas kilkudziesięciu, w tym kilku 15-latków z powyrywanymi paznokciami i opuchniętymi od bicia twarzami. Torturowali ich i gwałcili, płakaliśmy za każdym razem, gdy wracali do celi.
Rodzice Fuada, 13-latka z Latakii, opowiadają, że syna wsadzono do aresztu na 9 dni za palenie zdjęć prezydenta i wandalizm. Tam przypalano mu szyję i ręce papierosami, oblewano wrzątkiem.
- Reżim nawet nieletnim nie szczędzi horroru prześladowań - mówi się Lois Whitman, dyrektor ds. praw dzieci w HRW. - Siły bezpieczeństwa zabijają, aresztują i torturują dzieci, które nie są bezpieczne ani w szkołach, ani na ulicach ani nawet w domach.
Mali więźniowie mówią również, że trzymano ich w izolatkach. - Wsadzili mnie do celi metr na metr, bez okien i światła - wspomina 16-letni Ahmad. - Trzymali dziesięć dni. Noce rozpoznawałem po krzykach torturowanych, a dni po przyjeździe autobusów z nowymi więźniami.
Wspomniany już Alaa trafił do celi w Homsie o wymiarach 4 na 6 metrów wraz z 74 osobami: - Zmienialiśmy się, żeby usiąść i choć chwilę się przespać. Dostawaliśmy kawałek chleba dziennie, nie dawano nam pić, tylko pryskano wodą; otwieraliśmy usta, próbując złapać kilka kropli.
Oficerowie, którzy zdezerterowali z oddziałów w różnych częściach kraju, przyznają, że po zamieszkach i w czasie nalotów na dzielnice mieszkalne mieli rozkaz aresztować wszystkich mężczyzn powyżej 14. roku życia.
Dzieci i dorośli zgodnie opowiadają, że wojsko co rusz zamyka szkoły, by zrobić w nich koszary, a snajperzy strzelają ze szkolnych dachów. Coraz więcej rodziców boi się posyłać dzieci do szkół. - Zabroniłem 10-letniemu synkowi chodzić do szkoły, bo na prowadzącej do niej ulicy było pełno snajperów - opowiada rodzic z Homs. - Nazywaliśmy ją "ulicą śmierci".
17-letnia Nazih z Tal Kalach twierdzi, że w maju 2011 r. służby bezpieczeństwa wtargnęły do jej szkoły i aresztowały wszystkich chłopców, bo na ścianach ktoś powypisywał antyreżimowe hasła. Ojciec dziewczynki zabrał Nazih i jej brata ze szkoły. - Słyszeliśmy o aresztowaniu młodszych niż one, przepadały bez wieści.
Syryjscy opozycjoniści od miesięcy alarmują, że od strzałów snajperów i z powodu bombardowania całych dzielnic giną dziesiątki dzieci.
Muhammad, lekarz zajmujący się syryjskimi uciekinierami w Libanie, mówi, że tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy leczył 24 dzieci z ranami postrzałowymi, większość doznała ich we własnych domach.
W grudniu ONZ podawała, że od marca 2011 r. zginęło w Syrii 5,4 tys. osób, w tym kilkaset dzieci, i przyznaje, że od tego czasu nie jest w stanie aktualizować tej liczby, która szybko rośnie.
- Reżim musi zrozumieć, że przyjdzie mu słono zapłacić za więzienie i torturowanie dzieci - przekonuje Lois Whitman z HRW. - Jak długo jeszcze będą padać ofiarą przemocy, która szaleje dookoła?