Wybory były przedterminowe, rozpisano je pod naciskiem społecznych protestów zainspirowanych arabską wiosną.
Według podanych w piątek wyników, sunnicy islamiści, którzy dotąd zajmowali dziewięć miejsc w Zgromadzeniu Narodowym, zdobyli 23 mandaty. W sumie opozycja będzie miała 34 posłów na 50 (wcześniej miała 20). Liberałowie zapewnili sobie jedynie dwa miejsca.
Kuwejt jest pionierem demokracji w regionie, pierwsze wybory odbyły się tu w roku 1963, wkrótce po uzyskaniu niepodległości (był to brytyjski protektorat). 50 deputowanych Zgromadzenia Narodowego jest wybieranych w głosowaniu powszechnym. Ich uprawnienia, w porównaniu z innymi państwami arabskimi, są spore - obejmują inicjatywę ustawodawczą, zatwierdzanie lub odrzucanie ustaw przygotowanych przez rząd oraz tzw. "grillowanie" ministrów, czyli bezpardonowe ocenianie ich działalności na przesłuchaniach parlamentarnych.
Posłowie nie mają natomiast wpływu na skład rządu, mianowanego przez emira. Premierem pozostanie członek rodziny as-Sabah. Członkowie panującego rodu obejmą też najważniejsze stanowiska, w tym urzędy ministra obrony i spraw zagranicznych.
Od wielu lat w Kuwejcie dochodzi do paradoksu: ciało wybierane demokratycznie blokuje postępowe reformy niedemokratycznego rządu. Przez długi czas posłowie uniemożliwiali np. przyznanie praw wyborczych kobietom, co proponował rząd.
Po raz pierwszy kobiety zostały wybrane do Zgromadzenia Narodowego w 2009 r. Jednak do nowego parlamentu nie wejdzie żadna z 286 kandydatek, w tym cztery dotychczasowe posłanki.