http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Debiut Facebooka. Zuckerberg w dziesiątce najbogatszych

Tomasz Grynkiewicz
2012-02-03, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 09:46

Największy na świecie serwis społecznościowy szykuje się na giełdę i może być wart 100 mld dolarów. Jego 27-letni założyciel znajdzie się w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata obok Billa Gatesa, Warrena Buffetta i magnatów starej ekonomii

Mark Zuckerberg, założyciel i szef Facebook.com
Reuters/Robert Galbraith
Mark Zuckerberg, założyciel i szef Facebook.com
SONDAŻ
Facebook idzie na giełdę

to kolejny etap w wielkiej karierze tej firmy
osiągnięcie szczytowe, zapakują się w maybachy, i stracą cały impet
i tak nie kupię ich papierów

"Nikt nie myślał, że powstanie z tego firma. Chodziło o misję społeczną: uczynić świat bardziej otwartym i połączonym" - tak w liście do potencjalnych inwestorów pisze Mark Zuckerberg, szef i założyciel Facebooka.

O to, czy rzeczywiście świat otworzył się dzięki Facebookowi, spór toczą i socjologowie, i eksperci od technologii. To, o co się nikt nie spiera, to fakt, że powstała wielka firma. Zatrudnieniem (około 3 tys. osób) ani przychodami (3,7 mld dol.) Facebook nie imponuje - nawet gasnąca gwiazda internetu - Yahoo! - w zeszłym roku miała wyższe wpływy, o Google nie wspominając. Choć przyznajmy, że rentowność jest wysoka - zysk Facebooka wyniósł w 2011 r. miliard dolarów.

Ale w sieci Facebook to potęga. Gdyby był państwem, ustępowałby jedynie Chinom i Indiom. Z Facebooka korzysta blisko 850 mln osób z całego świata. I to namiętnie - ponad połowa loguje się w serwisie codziennie, blisko połowa za pomocą komórki sprawdza, co piszą znajomi. "Nawet jeśli nasza misja brzmi ambitnie, zaczyna się skromnie: od relacji pomiędzy dwiema osobami" - pisze w liście Zuckerberg. Takich relacji jest już ponad 100 mld. O Facebooku i jego założycielu powstał nawet oscarowy film "The Social Network".

Na bazie Facebooka rodzą się też nowe biznesy - gros przychodów czerpie stąd Zynga, twórca popularnych gier "FarmVille" czy "CityVille". Korzystają i polscy twórcy takich gier, powstała cała nowa gałąź agencji reklamowych, które zajmują się promocją firm tylko na Facebooku. I już zarabiają miliony złotych.

Zuckerberg długo się wahał, czy giełda to dobra rzecz dla Facebooka. Skłoniły go amerykańskie przepisy - wiosną tego roku spółka i tak musiałaby zacząć ujawniać wyniki finansowe, bo ma już ponad 500 udziałowców. Z ujawniania danych skorzystałaby jedynie konkurencja, na debiucie Facebook się obłowi. I to sowicie.

Według złożonego wczoraj wniosku Facebook chce z emisji akcji pozyskać przynajmniej 5 mld dol. Na Wall Street mówi się jednak, że tak naprawdę myśli o dwukrotnie wyższej kwocie. I to przy astronomicznej wycenie całej firmy na 75-100 mld dol.

To oznacza, że Zuckerberg wskoczy do dziesiątki najbogatszych ludzi świata, bo jego udziały w serwisie będą warte prawie 30 mld dol. Znamienne jest to, w jakim towarzystwie znajdzie się 27-latek z Nowego Jorku. Obok będzie miał dwóch potentatów informatycznych - Billa Gatesa i Larry'ego Ellisona (założyciela Oracle). Telekomunikacyjnego magnata Carlosa Slima, najsłynniejszego inwestora świata Warrena Buffetta, potentatów luksusowych marek Bernarda Arnaulta i Amancio Ortegi czy stalowego Lakshmi Mittala. I w końcu przedstawiciela klasycznego imperium starej ekonomii: brazylijskiego multimiliardera Eike'a Batisty (m.in. górnictwo, budowa statków, logistyka, turystyka).

A zaczęło się niewinnie: od włamania do komputerowego systemu Uniwersytetu Harvarda. Zuckerberg ukradł zdjęcia studentek z kampusu. Fotki umieścił na swojej stronie Facemash.com. Użytkownicy mogli oceniać, która studentka jest "hot", a która nie. Gdy zobaczył, jak popularna jest strona, zaczął myśleć nad czymś większym. I tak 4 lutego 2004 r. cholernie uzdolniony rudawy Mark Elliot Zuckerberg, 20-latek z White Plains, w pokoju akademika uruchomił po raz pierwszy serwis Facebook. Początkowo dostępny jedynie dla studentów Harvardu, potem innych uczelni, w końcu ogarnął praktycznie cały świat (nie ma go jeszcze w Chinach). Dwa lata później Zuckerberg odrzuca ofertę Yahoo!, które dawało mu miliard dolarów. Nie chce, uważa, że pod okiem dużego koncernu jego serwis przestanie się rozwijać. Czas pokazał, kto miał rację.

Zuckerberg nie będzie jednak najmłodszy na liście miliarderów - Dustin Moskovitz, kumpel z akademika i współzałożyciel Facebooka, ma ponad 7 proc. udziałów w firmie. A od Marka jest młodszy o kilka dni.

Swoich pięciu minut doczekają się i pracownicy Facebooka wynagradzani pakietami akcji spółki. - Zamienią swoje T-shirty na garnitury, wyremontują domy, kupią nowe samochody. W Dolinie Krzemowej nastanie krótka era prosperity - komentują obserwatorzy.

Jednym z tych multimilionerów będzie David Choe, 35-letni grafficiarz, który siedem lat temu pomalował pierwsze biuro Facebooka. Zaproponowano mu kilka tysięcy dolarów lub akcje, co wówczas uznał niemal za obelgę. Ale wybrał akcje. Dziś jego pakiet wycenia się na 200 mln dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':