A już wydawało się, z polskiej perspektywy, że
Erika Steinbach zeszła do podziemia. Niesłusznie! Przewodnicząca Związku Wypędzonych (BDV) i członkini zarządu CDU zniknęła z łam prasy w Polsce i Niemczech, by oddawać się nowej pasji, jaką stały się
serwisy społecznościowe. I choć Facebooka i Twittera odkryła chyba jako jeden z ostatnich niemieckich parlamentarzystów, to trudno odmówić jej zapału.
- Twitter podoba mi się, bo jestem zmuszona uporządkować moje myśli do mniej niż 140 znaków - mówiła lokalnej gazecie z Hesji, gdzie ma swój okręg wyborczy. Problem jednak w tym, że mimo odpowiedniej ilości znaków poglądy pani Steinbach ciągle pozostawiają sporo do życzenia.
W środę wieczorem na Twitterze prowadziła dyskusję na temat szkodliwości ekstremizmów. Impulsem była najnowsza inicjatywa chadeckiej fundacji Adenauera, mająca na celu walkę ze skrajną prawicą. Steinbach akcją była rozczarowana, bo jej zdaniem powinna objąć też skrajną lewicę, która jej zdaniem niczym się od prawicy nie różni. Przy tym oświadczyła, że NSDAP [uznana za organizację zbrodniczą Narodowo-Socjalistyczna Partia Robotników, monopartia III Rzeszy, na której czele stał Adolf Hitler] była partią lewicową. Rozwinęła nazwę partii i dużymi literami wybiła słowa "socjalistyczna" i "robotników". No i się zaczęło.
W Niemczech panuje bowiem konsensus, że partia Hitlera i jej narodowo-socjalistyczna ideologia miała prawicowy, a nie lewicowy charakter. A słowa Steinbach, które obiegły kraj stały się takim dysonansem, że głos na portalu "Spiegla" postanowił zabrać prof. August Winkler, nestor niemieckich historyków . - NSDAP było zorganizowanym i ekstremalnym zaprzeczeniem wszystkiego, co wyznawały lewicowe partie. Była co najmniej tak samo antyliberalna jak antymarksistowska. To najprawdopodobniej najbardziej prawicowa partia, jaka kiedykolwiek powstała - tłumaczył profesor.
Słowa Steinbach mają zresztą nie tylko historyczny kontekst. Za Odrą odczytano je jako atak na Lewicę, czyli znienawidzoną przez chadecję wspólną partię postkomunistów z byłej NRD i zachodnioniemieckich ortodoksyjnych socjalistów. Ostatnio okazało się, że kierownictwo Lewicy i wielu jej posłów do Bundestagu jest inwigilowanych przez kontrwywiad, który uważa ich za ekstremistów. Dla wielu Niemców inwigilacja polityków to skandal, ale konserwatywni chadecy - w tym p. Steinbach - uważają, że służby specjalne mają rację. Słychać nawet głosy, że Lewicę powinno się zdelegalizować.
Wpis na Twitterze to nie pierwsza wpadka Steinbach na serwisie społecznościowym - kilka tygodni temu na jej świeżo założonym koncie na Facebooku odkryto, że jej znajomym jest działacz NPD.
Tym razem sprawa może odbić się czkawką. Lewica, którą przyrównała do NSDAP, oskarża ją o manipulowanie historią i przypomina, że to również nie pierwszy raz. Jesienią 2010 r. na posiedzeniu zarządu chadeckiej frakcji w Bundestagu Steinbach np. twierdziła, że
Polska sprowokowała wybuch wojny, bo wiosną 1939 r. ogłosiła częściową mobilizację.
O działalności Steinbach w internecie chcieli m.in. dyskutować posłowie do heskiego landtagu, ale posłowie CDU i FDP nie dopuścili do debaty. - Prowokacja się udała. Wszyscy lewacy wyleźli ze swoich nor - zaćwierkała Steinbach, komentując burzę, jaką wywołała.
Tymczasem nieznani sprawcy postanowili zemścić się na szefowej BDV. Jak donosi serwis publicative.org na drzwiach jej biura w Bundestagu zawieszono ulotkę, w której Steinbach prosi o korepetycje z historii.