Marta Urzędowska: Turcja jest dzisiaj bardziej w Europie czy na Bliskim Wschodzie?Mustafa Akyol: Akcesja do UE wygląda coraz mniej obiecująco. Zresztą
Francja i
Niemcy po prostu nas nie chcą, i to się nie zmieni, choćbyśmy stanęli na głowie. Coraz mniejszy jest też entuzjazm wśród Turków. W latach 2004-05 cieszyliśmy się, że będziemy częścią Unii. Z czasem czuliśmy się coraz bardziej niechciani, efekty mamy w sondażach - dziś członkostwa chce tylko 20 proc. obywateli.
Turcja staje się też bardziej pewna siebie, pyta: czy naprawdę potrzebujemy Unii? Przecież nasza gospodarka jest w lepszym stanie niż większości państw UE. Jednak sam proces akcesyjny jest dobry dla polityki wewnętrznej. Dzięki reformom, których wymaga
Bruksela, sprawniej się demokratyzujemy, choć ostatnio trochę wytraciliśmy tempo. Znowu coraz więcej ludzi ląduje w więzieniach, zaostrza się konflikt z Kurdami.
Dlaczego?- Winna jest niezmienna od pokoleń policyjna mentalność państwa. Niezależnie od tego, kto rządzi, 60 proc. policjantów i sędziów deklaruje, że ich misją jest obrona państwa, a nie narodu.
Poza tym wcześniej rząd Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) potrzebował Europy, by uniknąć wojskowego przewrotu, a jednocześnie przekonać Zachód, że jego członkowie nie są złowrogimi islamistami. Teraz są tak potężni, że nie potrzebują już nikogo. Kiedyś oczekiwanie na raport Komisji Europejskiej w sprawie postępów Turcji było wielkim wydarzeniem, dziś mało kogo obchodzi. Jednak mimo wszystko kraj jest bardziej demokratyczny za rządów AKP, w końcu to oni ograniczyli wpływy armii.
Jednak Zachód nie lubi islamistów przy władzy.- Rozumiem ten lęk, w Turcji też nie wszyscy ich popierają. Dokonała się wielka zmiana - władza przeszła od stojącej na straży świeckości Turcji armii w ręce islamistów. Nic dziwnego, że dzisiaj jedni są zadowoleni, drudzy wściekli.
Na Zachodzie często bezkrytycznie chwali się epokę Kemala Ataturka, bo był świecki i brał przykład z Zachodu. Tyle że wtedy na Zachodzie nie wszystko było kolorowe - kemaliści brali też przecież przykład z faszystów.
Po II wojnie Europejczycy rozumieli, że nacjonalizm jest niebezpieczny, a Turcy takiej lekcji nie dostali. Dlatego wciąż hołdują ideologii silnego państwa, silnego przywódcy, a nasza demokracja tak naprawdę jest quasi-demokracją.
Po arabskiej wiośnie Turcja chce się stać regionalną potęgą?- Już przed wiosną rząd AKP był zainteresowany Bliskim Wschodem. Kiedy przekonał się, że zbliżenie z UE to mrzonka, zaczął szukać innej drogi, zainteresował się światem arabskim, Afryką.
Arabska wiosna na pewno zmieniła podejście do polityki zagranicznej - "zero problemów z sąsiadami" - które zapewniło nam dobre stosunki z Syrią i przyzwoite z Iranem. Teraz wiemy, że faktycznie oznaczało ono "zero problemów z dyktatorami". Turcja zrozumiała, że musi poprzeć rewolucjonistów, bo oficjalnie jest krajem demokratycznym, inaczej po prostu nie wypadało. Poza tym AKP to islamiści, więc ich sympatie w naturalny sposób były bardziej po stronie egipskiego Bractwa Muzułmańskiego czy tunezyjskiej Nahdy niż świeckich dyktatur.
Nasze władze po cichu marzą, że zmodernizują islamistów na Bliskim Wschodzie i sprzedadzą im swoje doświadczenie. Mogą powiedzieć: - Hej, patrzcie, jesteśmy pobożnymi muzułmanami, a mamy demokrację i liberalną gospodarkę; stanowimy żywy dowód, że można to wszystko połączyć.
Nie bez powodu islamiści wygrywający wybory w krajach arabskich mówią sceptykom: - Nie bójcie się, nie będziemy jak Arabia Saudyjska, tylko jak Turcja. Jednak myślę, że w praktyce turecki model okaże się zbyt świecki dla arabskich islamistów.
Turcja pod rządami AKP staje się bardziej islamska?- Raczej religia stała się bardziej widoczna, częściej można zobaczyć kobietę w muzułmańskiej chuście. Ale nie dlatego, że więcej kobiet je zakłada, tylko dlatego, że ludzie z prowincji przyjeżdżają do miast, stają się bogatsi, bardziej ich widać. We wschodniej Anatolii bywa, że rady miejskie odmawiają restauracjom licencji na alkohol, ale to nie jest ogólnopaństwowa polityka.
Nawet sekularyści przestali się już martwić, że Turcja pod rządami AKP stanie się islamskim emiratem. Owszem, nasza nowoczesność jest muzułmańska, ale nic w tym dziwnego. Europa jest nowoczesna, a ma posmak chrześcijaństwa - na przykład w sztuce czy architekturze. Turcja buduje supernowoczesne centra handlowe, ale są w nich meczety. Kobiety pracują, podróżują, piszą doktoraty, a jednocześnie wiele nosi chustę.
Problem z ludźmi AKP polega na tym, że są aroganccy i nie mają praktycznie żadnej opozycji, a nie z tym, że wprowadzą szariat. Wynika to z naszej kultury politycznej - każda partia ma mocnego lidera, jak premier Recep Tayyip Erdogan, szerzy się nepotyzm. Powiedziałbym, że AKP nie jest za bardzo islamska, tylko za bardzo turecka.
Turczynkom dobrze jest pod jej rządami? Nadal dochodzi do zabójstw honorowych- Zgadza się, ale nie dlatego, że rząd je pochwala. Poza tym to problem społeczny, kulturowy, a nie religijny. Ciągle zdarzają się w kurdyjskich miejscowościach wschodniej Anatolii, nawet jest ich coraz więcej. Paradoksalnie odpowiada za to nowoczesność - są komórki, internet, córka może łatwo skomunikować się z chłopakiem z innej wioski, a konserwatywni
rodzice tego nie rozumieją i dochodzi o tragedii. Kobiety mają też lepszy dostęp do informacji, więcej wiedzą o swoich prawach, dlatego częściej się rozwodzą, a niektórzy mężczyźni traktują to jak plamę na honorze. Mieszkańcy tych regionów są w momencie przejściowym - od tradycyjnego do nowoczesnego społeczeństwa - i to powoduje kryzys. Ale dziś w Turcji możesz wybrać, czy chcesz nosić minispódniczkę, czy zasłaniać włosy.
Turcy za granicą są bardziej konserwatywni niż w ojczyźnie?- Zależy gdzie. Ci żyjący w Niemczech to często niewykształceni ludzi, pochodzący z biednych wiosek, gdzie nie mogli dostać pracy. Nie emigrowali pracownicy uniwersytetów, intelektualiści.
Jeśli lecisz samolotem ze Stambułu do Nowego Jorku, na pokładzie będzie pełno biznesmenów, lekarzy, wykładowców. Jeśli polecisz do Berlina, towarzystwo będzie zupełnie inne. Europejczycy robią błąd, patrząc na Turków w Berlinie i zakładając, że cały naród jest właśnie taki.
Dziś nikt w Europie nie musi się bać, że jeśli wejdziemy do Unii, wszyscy Turcy natychmiast tam pojadą. Nasza gospodarka ma się dobrze, ostatnio coraz więcej Greków przyjeżdża tu do pracy. A jak spytasz tureckiego intelektualistę, dlaczego coraz częściej patrzy na Wschód, a nie na Zachód, odpowie: - Bo kiedy jadę tam z kolejnym wykładem, nikt nie pyta mnie o wizę.
*Mustafa Akyol jest autorem licznych artykułów m.in. w "Washington Post", "Wall Street Journal", "Foreign Affairs", regularnie publikuje w najstarszym tureckim dzienniku "Hurriyet". Jest autorem książki "Islam without extremes: a muslim case for liberty", którą dziennik "Wall Street Journal" nazwał "bezpośrednią i elegancką muzułmańską obroną wolności"Jak rządzi AKP
Islamska Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) rządzi krajem od 2002 r. - trzy razy z rzędu wygrała wybory parlamentarne i ograniczyła rolę armii w tureckiej polityce (wcześniej wojskowi obalali nawet rządy, które im się nie podobały). Choć cieszy się rosnącym poparciem (w wyborach w 2011 r. zdobyła 327 miejsc w 550-osobowym parlamencie, a od 2007 r. prezydentem jest z jej ramienia Abdullah Gül), ma na koncie sukcesy gospodarcze i lubi się prezentować jako modelowy przykład pogodzenia islamu z demokracją, Turcja ciągle narusza prawa człowieka. Za kratkami lądują nieprawomyślni dziennikarze, prześladuje się Kurdów i mniejszości religijne.
Według krytyków islamiści z AKP od kilku lat polują też na przeciwników politycznych poprzez tzw. proces Ergenekon - wysyłają do więzień ludzi oskarżanych o udział w rzekomym wielkim antyrządowym spisku. W ten sposób aresztowano już setki wojskowych, dziennikarzy, naukowców i biznesmenów krytycznych wobec AKP.