Główną bohaterką reportażu Katarzyny Brejwo
"Polak w Irlandii. Kocham cię, bezrobocie" jest 36-letnia Magda. Polka od kilku lat mieszka na wyspie, wcześniej pracowała m.in. jako kelnerka. Od prawie dwóch lat jest na zasiłku dla bezrobotnych. Dziennikarce opowiada o swoim spokojnym życiu, spacerach nad oceanem, o tym jak chodzi na kursy i szkolenia, żeby przygotować się do założenia własnego przedsiębiorstwa.
Reportażem o Magdzie zainteresował się największy irlandzki
dziennik "Irish Independent". Dwójka autorów, Greg Harkin i Norma Costello, w tekście
"Polska kelnerka odchodzi z pracy dla "dobrego życia" na irlandzkim zasiłku" wielokrotnie cytuje Magdę. Problem w tym, że zdania, nie dość, że wyrwane z kontekstu, są w dodatku błędnie przetłumaczone.
Poniżej kilka przykładów "tłumaczenia":
GW: Magda robi masaż podstawowy, hawajski i hot stone, którego nauczyła się na darmowym kursie z urzędu pracy: gorące kamienie przesuwa się po plecach, aż zejdą wszystkie napięcia.
II: Magda (36) opisuje swoje życie na zasiłku w Donegal jako "hawajski masaż".
GW: Donegal, hrabstwo na północnym krańcu Irlandii, to dla jednych najpiękniejsze miejsce na świecie, dla innych - największe zadupie. Gdziekolwiek się rozejrzysz, zielone wzgórza i plaże po horyzont, jak na pocztówce.
II: Magda nie wyjawia w jakim mieście w hrabstwie Donegal mieszka, ale nazywa je zadupiem.
GW: Dzień zaczynam zawsze tak samo: idę na plażę zobaczyć wschód słońca. To mnie ładuje na resztę dnia. Kiedyś spałam do południa, teraz szkoda mi życia.
II: Czasem śpię do południa. Najbliższą plażę mam pięć minut stąd.
Podobnych "cytatów" w tekście irlandzkiego dziennika jest mnóstwo. Pomieszane są fakty, bohaterowie, nawet liczby. Wymowa jest jednoznaczna - leniwi Polacy przyjechali na Zieloną Wyspę, żeby dostatnio żyć na
bezrobociu, utrzymywani przez walczących z kryzysem Irlandczyków. Potwierdza to cytowany przez gazetę laburzystowski senator Jimmy Harte, który mówi, że "Polka wykorzystała irlandzką gościnność". I proponuje, że kupi jej bilet z powrotem do Polski.
Artykuł natychmiast wywołał w internecie lawinę komentarzy, a na dziennikarzy "Independenta" spadły gromy. - Rano w
radio wyjaśnili, że oryginalny tekst został źle przetłumaczony. Wychodzi na to, że to, co czytamy jest nieprawdziwe i rozdmuchane - komentuje pod tekstem Santhosam123. A theculchie pisze: - Wygląda na to, że Indo (popularne określenie dziennika) chciało przywalić obcokrajowcom przy okazji zwyczajowych artykułów przywalających naszemu systemowi opieki. Ale im się nie udało. Mamy problem z systemem opieki, ale to była obrzydliwa próba zwalenia winy na obcokrajowców.
W środę zainterweniował też polski ambasador w Irlandii Marcin Nawrot, który napisał list do redakcji "Independenta". "Chciałbym podkreślić, że autorzy artykułu używają faktów przedstawionych w polskim tekście w sposób wyjątkowo wyrywkowy i subiektywny. [...] Pomyłek dałoby się uniknąć, gdyby autorzy poprawnie przetłumaczyli tekst. [...] Znane jest zagrożenie antyimigranckimi nastrojami podczas trudnych czasów dla gospodarek. Mam nadzieje, że duża gazeta, taka jak "Irish Independent" jest tego świadoma i będzie uważnie sprawdzała fakty przed takimi potencjalnie zniesławiającymi artykułami" - napisał ambasador.
Sprawa wywołuje duże zainteresowanie irlandzkich i polskich dziennikarzy, którzy chcą porozmawiać z bohaterką reportażu. Magda ma jednak telefon wyłączony.