Podczas poniedziałkowego wywiadu z internautami Barack Obama przyznał, że amerykańskie samoloty bezzałogowe regularnie atakują członków al-Kaidy na terenie Pakistanu.
Fot. Kirsty Wigglesworth ASSOCIATED PRESS
Bezzałogowy Predator nad lotniskiem w afgańskim Kandaharze
- Wiele nalotów ma miejsce na plemiennych obszarach Pakistanu przy granicy z Afganistanem. W większości są to bardzo precyzyjne, ostrożnie planowane ataki przeciwko al-Kaidzie i jej sojusznikom. Ci ludzie ukrywają się w tak trudnym, górzystym terenie, że w inny sposób nie moglibyśmy ich dosięgnąć - mówił w poniedziałek w nocy Obama. I dodał, że wszystkie inne sposoby ścigania terrorystów byłyby o wiele niebezpieczniejsze i wymagałyby większych operacji wojskowych.
Amerykańska administracja nie mówiła dotąd zbyt wiele o wykorzystaniu dronów do przeprowadzania nalotów w wielu krajach. W październiku Sekretarz Obrony Leon Panetta przyznał, że samoloty bezzałogowe są wykorzystywane, ale nie podał żadnych szczegółów. Dopiero teraz Barack Obama po raz pierwszy publicznie mówił o dronach. Na pytania dziennikarzy, czy oznacza to zmianę polityki Białego Domu w tej sprawie, rzecznik prezydenta odmówił jednak komentarza.
Poniedziałkowy wywiad Obamy był transmitowany na oficjalnym kanale Białego Domu na serwisach Youtube i Google+. Po tym, jak w zeszły wtorek prezydent wygłosił orędzie o stanie państwa, przez cały tydzień jego sztab odpowiadał na pytania internautów. Pierwszego internetowego wywiadu udzielił też wiceprezydent Joe Biden. Zainteresowanie, według oficjalnych statystyk było wielkie - prawie 228 tys. osób nadesłało ponad 133 tys. pytań. Na każde z nich można było oddać swój głos. Potem sztab doradców wybrał dla prezydenta kilka pytań.
Niecodzienna konferencja była świetnie przygotowana - uśmiechnięty Obama swobodnie rozmawiał i odpowiadał na pytania sześciu internautów. A ci stanowili idealny przekrój społeczeństwa: równa ilość kobiet i mężczyzn, gospodynie domowe i uczniowie liceum, biali, czarni i azjaci, przedsiębiorcy i bezrobotni. Przez niecałą godzinę pytali prezydenta o ustawę antypiracką, pomysły na znalezienie pracy po studiach, reformę edukacji czy zaangażowanie wojskowe w innych krajach.
Atak amerykańskich dronów w Jemenie
Piętnastu terrorystów, w tym kilku z Al-Kaidy, zginęło w nocy z poniedziałku na wtorek w południowym Jemenie w ataku amerykańskiego dronu.
Tak twierdzą przywódcy plemienni i mieszkańcy regionu, na których powołuje się agencja Reutera. Według nich niezidentyfikowany samolot bezzałogowy zaatakował bojowników, gdy jechali dwoma samochodami na wschód od miasta Loder w prowincji (muhafazie) Abjan. Co najmniej czterech zabitych to lokalni dowódcy Al-Kaidy. Według mieszkańców, w ataku nie zginął żaden cywil. Przywódcy jednego z plemion, na których powołuje się AFP, twierdzą, że doszło do czterech nalotów w okolicach miast Loder i Al-Wadih. - Uważamy, że ataków dokonały amerykańskie samoloty - bezzałogowe - powiedział jeden z przedstawicieli plemiennych, zastrzegając swoją anonimowość.
Muhafaza Abjan, stanowiąca bastion Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim, wymknęła się w ubiegłym roku spod kontroli władz w Sanie. Niemniej jednak armia jemeńska prowadzi tam operacje przeciwko islamistom. Pozycje Al-Kaidy na południu Jemenu atakują też bezzałogowe samoloty USA. Al-Kaida wykorzystuje słabość władz centralnych Jemenu oraz chaos w kraju, gdzie gospodarka jest w stanie zapaści, a armia podzielona wewnętrznie na skutek kilkumiesięcznych protestów przeciw rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha.