http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Francja. Sarkozy chce wygrać wybory przy wsparciu Merkel

Dominika Pszczółkowska
2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 22:28

Nicolas Sarkozy - wydatki mu nie straszne
Nicolas Sarkozy - wydatki mu nie straszne
Fot. Lionel Bonaventure AP

Reformy rynku pracy, podatek od transakcji finansowych i osobiste wsparcie kanclerz Angeli Merkel podczas spotkań z wyborcami - tak prezydent Nicolas Sarkozy chce wygrać wiosną wybory głowy państwa.

SERWISY
W niedzielę wieczorem aż osiem stacji telewizyjnych pokazało na żywo wywiad z prezydentem, co powszechnie odebrano jako początek kampanii o reelekcję.

Sarkozy nadal nie zadeklarował oficjalnie, że wystartuje w wyborach w kwietniu i maju, choć był od tego o krok. "Jestem umówiony z Francuzami i nie wyrzeknę się tej okazji" - stwierdził i przypomniał, że termin zgłaszania kandydatów mija 16 marca. W Paryżu przewiduje się, że prezydent zrobi to mniej więcej dwa tygodnie wcześniej.

Motywem przewodnim kampanii wydaje się upodabnianie Francji do Niemiec, które lepiej radzą sobie gospodarczo. W niedzielnym wywiadzie Sarkozy wymieniał sąsiada co najmniej 10 razy. - Niemcy są jedynym europejskim krajem, który nie tylko zachował swe miejsca pracy w przemyśle, ale też tworzy nowe - podkreślał.

Dlatego zamierza obniżyć koszty zatrudnienia pracowników nad Sekwaną poprzez zmniejszenie obciążeń, które płacą pracodawcy. Mówił, że w Niemczech od pensji 4 tys. euro płaci się 840 euro składek, a we Francji dwa razy więcej. - Jeśli koszt pracy jest wyższy u nas niż u sąsiadów, to jak zatrzymamy miejsca pracy? - pytał prezydent.

Chce też podnieść stawkę podatku VAT z 19,6 do 21,2 proc. Nie będzie dotyczyć to żywności i leków, co najbardziej uderzyłoby w biednych, lecz przede wszystkim towarów importowanych, np. telewizorów. Dodatkowe pieniądze ma zapewnić budżetowi nowy podatek od transakcji finansowych w wysokości 0,1 proc.

Sarkozy zamierza też ustawą wymóc na pracodawcach, by zatrudniali więcej młodych ludzi łączących pracę z nauką zawodu. - W Niemczech terminuje trzy razy więcej młodych ludzi niż we Francji - podkreślał.

Francuscy komentatorzy natychmiast rozłożyli jego wystąpienie na czynniki pierwsze. Pokazali, że prezydent sam sobie przeczy, bo np. podwyższa VAT, jednocześnie mówiąc, że "nie ma mowy o podwyższaniu podatków", i wprowadza podatek od transakcji finansowych, choć jeszcze kilka miesięcy temu uważał, że robienie tego na poziomie narodowym, a nie unijnym, jest bez sensu.

Uporczywe stawianie Niemiec za wzór wzbudziło zaś wesołość niektórych komentatorów. "Od czasu kryzysu finansowego, który tego lata o mało nie obalił strefy euro, Nicolas Sarkozy czyni z Niemiec swój jedyny argument w kampanii. Podwyższa VAT w celach społecznych, bo Niemcy tak zrobiły. Chce podpisania umów o zwiększeniu konkurencyjności [z pracodawcami i związkami], bo takowe obowiązują nad Renem. Niemcy stały się jego jedynym punktem odniesienia" - pisze dziennik "Le Monde".

W dodatku z samych Niemiec nadeszły doniesienia, że Sarkozy'ego zamierza wesprzeć w kampanii wyborczej kanclerz Angela Merkel. Według źródeł w partii CDU ma ona wystąpić na kilku wiecach wyborczych Sarkozy'ego. Berlin obawia się bowiem, że w razie zwycięstwa socjalisty Françoise Hollande'a Paryż nie będzie tak skłonny do współpracy na arenie UE i ratowania strefy euro jak obecnie.

Także pięć lat temu tematem przewodnim kampanii Sarkozy'ego było zdynamizowanie francuskiej gospodarki. Prezydent częściowo spełnił swe zapowiedzi: zwiększył wiek emerytalny, zlikwidował część praw do wcześniejszych emerytur i zniósł podatki od nadgodzin, by zachęcić obywateli do dłuższej pracy.

W dobie kryzysu Francuzi nie poczuli jednak zbawiennych efektów tych zmian. To jeden z głównych powodów, dla których słabo oceniają prezydenta. W najnowszym sondażu instytutu Ifop z 27 stycznia zamiar głosowania w pierwszej turze na Sarkozy'ego zadeklarowało 22 proc. pytanych, podczas gdy na faworyzowanego Hollande'a - 28 proc. W dodatku obecnemu prezydentowi znów depcze po piętach szefowa skrajnej prawicy Marine Le Pen (20,5 proc.). W drugiej turze według tego samego sondażu Sarkozy przegrałby z Hollande'em 44 do 56 proc., choć akurat tu sporo strat odrobił (patrz wykres), gdy razem z Merkel ratowali euroland przed upadkiem.

Ekipa Sarkozy'ego planowała, że w kampanii prezydent będzie przedstawiany jako jedyny mąż stanu, który jest w stanie uchronić Francuzów przed jeszcze poważniejszymi tarapatami gospodarczymi. Dowodem jego skuteczności miały być nie tylko działania na arenie UE, ale też najwyższe oceny wiarygodności kredytowej wystawiane krajom przez światowe agencje. W połowie stycznia te plany pokrzyżowała jednak Standard & Poors, jedna z trzech najważniejszych agencji, obniżając rating Francji z AAA do AA.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':