W weekend państwowa
telewizja Białoruś 1 pokazała czteroodcinkowy serial "Tałasz" o walce partyzanckiej Białorusinów w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Premierę poprzedziła kampania reklamowa w mediach, gdzie serial przedstawiano jako ważne wydarzenie kulturalne.
- To film dla tych, którzy lubią historię Białorusi, dla tych, których niepokoi współczesna sytuacja i życie Białorusi oraz przyszłość naszego kraju. Historia, teraźniejszość i przyszłość są tu związane jednym łańcuchem - mówił w wywiadzie odtwórca głównej rolę Gienadź Garbuk.
Film opowiada historię 70-letniego Wasyla Tałasza, który powołał chłopski oddział partyzancki i we współpracy z Armią Czerwoną walczył na Polesiu z jednostkami polskimi. Tałasz postanowił bić Polaków, bo podczas rekwizycji siana uwięzili go, a później zabili mu 12-letniego syna.
W filmie polscy żołnierze planują masowe mordy Białorusinów, palą białoruskie wsie, zabijają cywilów i znęcają się nad miejscową ludnością. Poza nielicznym wyjątkami przedstawiani są karykaturalnie - idą na przykład do ataku z krzykiem: "O wielką Polskę! Od morza do morza!", a przed rozstrzelaniem bolszewickiego komisarza śpiewają "Jeszcze
Polska nie zginęła".
W finale filmu Tałasz po brawurowym ataku mówi do pokonanego polskiego oficera, a zarazem głównego czarnego charakteru (którego zresztą puszcza wolno): - Będziemy was bić, będziemy palić wasze siedziby, tak długo dopóki nie zrozumiecie, że będziemy was traktować tak i jak wy nas traktujecie.
Zdaniem białoruskiego historyka Igora Kuźniecoua wydarzenia pokazane w filmie są wyrwane z kontekstu, a twórcom chodzi głównie o antypolski wydźwięk.
- Twórcy filmu kładą akcent na mordy i tortury, których dokonują Polacy. Na wojnie dzieją się różne rzeczy, ale tu nie ma nic o działalności czerezwyczajki czy mordach bolszewików. Polacy byli zawsze dobrymi żołnierzami i w końcu to oni wygrali z bolszewikami, a na filmie widzimy samych tchórzy i jakieś postacie operetkowe - mówi Kuźniacou.
- Jest to w pewnym sensie odpowiedź na film
Jerzego Hoffmana "1920. Bitwa Warszawska" - dodaje białoruski publicysta Jury Humianiuk. - Trzeba też pamiętać, że Polska i walka z jej rzekomo imperialnymi ambicjami to ulubiony temat białoruskiej propagandy - mówi nam Humianiuk. Jego zdaniem "Tałasz" jest zrobiony w tradycji kina sowieckiego, a Polacy zajęli miejsce złych faszystowskich najeźdźców.
Postać Wasyla Tałasza jest autentyczna. Historia starca partyzanta została opisana w 1934 roku przez klasyka białoruskiej literatury radzieckiej Jakuba Kołasa w powieści "Błoto". Jednak nawet w czasach radzieckich budziła ona kontrowersje, ponieważ miała tylko jedno źródło - wspomnienia Tałasza.
W 1927 roku władze sowieckie odmówiły Tałaszowi emerytury, którą dostawali uczestnicy rewolucji i wojny domowej, ponieważ nie było dokumentów dowodzących jego zasług dla Związku Radzieckiego. Stał się sławny dzięki wykorzystaniu jego historii w czasie II wojny światowej - propaganda radziecka stworzyła zeń symbol walki ludu białoruskiego z niemieckimi okupantami.
We wsi Nowosiołki, skąd pochodził, Tałasz ma swoje muzeum. W centrum Mińska na placu Jakuba Kołasa, gdzie często rozpoczynają się opozycyjne wiece, stoi pomnik Tałasza. Ale w sondażu zrobionemu kilka lat temu przez jedno z niezależnych ośrodków badania opinii nikt z pytanych mieszkańców Mińska nie potrafił prawidłowo odpowiedzieć, z kim walczył Tałasz. Większość sądziła, że z Niemcami.
Media państwowe zapewniają, że serial przywróci Białorusinom pamięć o ich bohaterze.