Chodzi o implanty firmy PIP, które przez lata wszczepiane były kobietom nad Sekwaną i w wielu innych krajach świata, od Europy po Amerykę Południową i Australię. W 2010 roku inspektorzy wykryli, że wypełniano je silikonem przemysłowym, a nie tym do celów medycznych. Pękają więc o wiele częściej niż inne, być może są też rakotwórcze. Kobiety muszą je teraz usuwać. W kilku krajach trwa gorący spór o to, kto ma teraz ponieść koszta i czy państwo powinno sfinansować im nowe implanty.
Założyciela firmy zatrzymano w czwartek. Nazajutrz został zwolniony za kaucją 100 tys. euro. Ma zakaz opuszczania Francji i kontaktowania się z byłymi współpracownikami, z których kilku być może także zostanie oskarżonych. Odpowie za zranienie kobiet, a w osobnym procesie także za oszustwa.
Adwokatów ofiar najbardziej interesuje, co stało się z majątkiem firmy PIP i jej założyciela, z którego można by być wypłacać ewentualne odszkodowania. Ustalenie tego nie będzie proste. Mas już w 2010 roku przepisał
luksusowy dom na swoją partnerkę. Właścicielem działającej na południu Francji firmy PIP były natomiast kolejno spółki z Luksemburga i amerykańskiego stanu Delaware. Prawnicy ofiar podejrzewają, że rejestrowano je na podstawione osoby, a właścicielem pozostawał Mas. Trzej mężczyźni, którzy formalnie byli ich szefami, już nie żyją. Jeden popełnił samobójstwo, drugi zmarł w tym samym mieszkaniu na skutek przedawkowania leków, a trzeci zabił się na motorze.