Organizatorzy manifestacji - dziennikarz Siergiej Parfionow, demokratyczny polityk Władimir Ryżkow i poseł do Dumy z frakcji Sprawiedliwa
Rosja Giennadij Gudkow - zostali nocą niespodziewanie wezwani do merostwa i tam ustalili, że 4 lutego, równo miesiąc przed wyborami prezydenckimi, będzie im wolno wyprowadzić 50 tys. ludzi na ulicę Jakimanka w centrum stolicy. Demonstranci przemaszerują na plac Bołotny - ten sam, gdzie 10 grudnia odbył się zaskakująco liczny wiec, w czasie którego przeciwko sfałszowaniu wyników grudniowych wyborów parlamentarnych protestowało 40 tys. osób.
Rozmowy z merostwem trwały kilka dni. Wcześniej władze kategorycznie nie godziły się na przeprowadzenie manifestacji 4 lutego w centrum miasta. Według Ryżkowa niespodziewanie zmieniły jednak zdanie pod naciskiem ludzi, którzy w sieci pisali, że 4 lutego wyjdą, jak to się tu mówi, "pod pałki policyjne" na nielegalną demonstrację. Skutki tego mogłyby być nieobliczalne zarówno dla tłumu, jak i dla władzy.
Uczestnicy planowanego marszu będą się domagać powtórzenia grudniowych wyborów parlamentarnych według oficjalnej wersji wygranych przez putinowską Jedną Rosję, uczciwego przeprowadzenia marcowych wyborów prezydenckich i dopuszczenia do nich Grigorija Jawlińskiego, przywódcy demokratycznej partii Jabłoko, którego kandydatury nie chce zarejestrować lojalna wobec Kremla Centralna Komisja
Wyborcza.
Swój udział w marszu i wiecu zadeklarowało w internecie już ponad 30 tys. osób.
Władze postanowiły przeciwdziałać wystąpieniom zwolenników opozycji, organizując demonstracje zwolenników Władimira Putina, liczniejsze od wieców na placu Bołotnym i na prospekcie Sacharowa w stolicy, gdzie 24 grudnia zebrało się około 100 tys. manifestantów. Do pierwszej próby sił ma dojść 4 lutego, bo w tym dniu władza zbierze swoich ludzi na placu Czerwonym pod murami Kremla. Moskiewskie media informujące o tym nie są w stanie ustalić, kto organizuje tę demonstrację.
W syberyjskim Barnaule natomiast
policja próbuje ustalić, kogo ma ukarać za "manifestację zabawek", do której doszło w jednym z parków w tym mieście. Zwolennicy opozycji, którym władze nie dały zgody na przeprowadzenie wiecu z udziałem ludzi, ustawili na śniegu lalki z klocków Lego oraz zabawki wyjęte z jajek z niespodzianką. Włożyli im w "rączki" transparenty z napisami takimi jak "Misie na północ" (niedźwiedziami nazywa się członków partii Jedna Rosja).
Policja, jak informują syberyjskie witryny internetowe, uznała wiec zabawek za "niezgodne z prawem działanie publiczne", którego uczestnicy powinni zostać ukarani mandatami.
Trudne zadanie stoi też przed CKW. Musi ona określić, kto może uczestniczyć w publicznych debatach przed wyborami prezydenckimi. Putin, faworyt wyścigu o Kreml, odmawia udziału w dyskusji z konkurentami i chce, by za niego ten wyborczy obowiązek wypełnili oddelegowani przez jego sztab eksperci.
Trzej konkurenci premiera - komunista Giennadij Ziuganow, nacjonalista Władimir Żyrinowski i przywódca Sprawiedliwej Rosji Siergiej Mironow - zwrócili się do CKW, by zakazała udziału w debatach dublerom. Jej przewodniczący Władimir Czurow, który wsławił się frazą "Putin nie może nie mieć racji", z pewnością i tym razem stanie jednak po stronie premiera.