http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Król sztucznych piersi w areszcie

Dominika Pszczółkowska
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 00:34

W nocy ze środy na czwartek francuska policja zatrzymała biznesmena, który przez lata produkował trefne implanty piersi. To zwrot w śledztwie, lecz małe pocieszenie dla kobiet, którym wszczepiono przemysłowy sylikon.

6 stycznia 2012 r. sąd miejski w stolicy Wenezueli Caracas. Anyoly Suarez pokazuje implant piersi firmy PIP, który usunięto z jej ciała (w drugiej ręce trzyma certyfikat implantu). Anyoly wspólnie z 400 innymi kobietami złożyła pozew przeciw wenezuelskiemu dystrybutorowi implantów PIP
Fot. Ariana Cubillos AP
6 stycznia 2012 r. sąd miejski w stolicy Wenezueli Caracas. Anyoly Suarez...
Chodzi o implanty francuskiej firmy PIP (Poly Implant Prothese) i jej szefa Jean-Claude'a Mas. O PIP, kiedyś światowym potentacie w produkcji implantów, od miesięcy jest głośno od Francji i Wielkiej Brytanii po Amerykę Południową i Australię. Okazało się bowiem, że implanty tej firmy pękają o wiele częściej niż inne i mogą być rakotwórcze.

Ma je 400-500 tys. kobiet, w tym 30 tys. Francuzek. Nad Sekwaną trwa śledztwo oraz gorąca dyskusja, jak to możliwe, że szkodliwy produkt przez lata był wszczepiany; gdzie były władze, które powinny kontrolować ten rynek i czy państwo powinno zapłacić za wymianę implantów na inne, czy tylko za ich wyjęcie?

Wszystko zaczęło się zapewne w 2001 r., gdy Jean-Claude Mas, który od dekady produkował implanty piersi, postanowił wypełniać je sylikonem przemysłowym zamiast medycznego. - Wiedziałem, że nie ma homologacji [do celów medycznych] lecz był tańszy i o wiele lepszej jakości - powiedział później śledczym. W dokumentach kłamał.

Francuskie władze, a konkretnie AFSSAPS, czyli agencja bezpieczeństwa sanitarnego i produktów zdrowotnych, trafiły na trop oszustwa w marcu 2010 r. Za sprawą pewnego chirurga, którego zdziwiło, że implanty PIP tak często pękają, inspektorzy AFSSAPS odkryli w fabryce ogromne zapasy przemysłowego sylikonu. Szef firmy kręcił, że to sylikon do eksperymentów, lecz pracownicy zeznali, że właśnie ta substancja trafia do implantów. Firma została zamknięta, a jej produkty wycofane. Zaczęto też badać, jak bardzo szkodliwe są implanty PIP.

Dla kobiet mających implanty PIP zaczął się koszmar, bo okazało się, że są to bomby zegarowe mogące wybuchnąć w dowolnym momencie. - Boimy się biegać, ruszać, stale kontrolujemy stan piersi - opowiadają posiadaczki implantów PIP.

Potem władze ustaliły, że pęka ok. 5 proc. implantów PIP, czyli o wiele więcej niż przeciętnie. Pęknięcie oznacza wyciek sylikonu i groźne infekcje. Wiadomo też, że 20 Francuzek mających implanty PIP zachorowało na nowotwór, w tym 16 na raka piersi. Jedna zmarła. Nie jest pewne, czy przyczyną były właśnie implanty.

Francuskie ofiary założyły stowarzyszenia i zaczęły kierować sprawy do prokuratury. Wiele musiało pokonać barierę psychologiczną i przyznać publicznie, że mają sztuczne piersi. Są wściekłe nie tylko na firmę PIP, ale i na władze i domagają się, by państwo sfinansowało im wymianę implantów. W grudniu francuskie władze zaleciły usunięcie implantów PIP, lecz implanty innych marek finansują tylko wtedy, gdy pierwsza operacja podyktowana była względami medycznymi, np. po mastektomii, a nie estetycznymi. Kobiety odpowiadają, że granica między względami medycznymi i estetycznymi jest płynna, bo np. płaski biust mógł powodować kłopoty natury psychologicznej.

Podobne dyskusje toczą się w wielu krajach, gdzie jest dużo ofiar firmy PIP, np. w Wielkiej Brytanii, Brazylii, Wenezueli. Sprawę komplikuje fakt, że niektóre rządy (Francji, Niemiec, Czech) zarekomendowały usunięcie implantów, a inne, np. brytyjski, nie zrobiły tego, twierdząc, że nie ma wystarczających danych dowodzących szkodliwości.

Nie ma danych, ile Polek ma implanty PIP. Renomowane kliniki twierdzą, że ich nie wszczepiały.

Dla całej branży chirurgii plastycznej nad Sekwaną ta afera jest totalną klęską. Chirurdzy domagają się od władz skontrolowania wszystkich implantów dostępnych na rynku i ogłoszenia rankingu dotyczącego częstotliwości pękania. Na razie AFSSAPS poinformowała jedynie, że dziewięć innych dostępnych implantów spełnia wymogi.

Prokuratura ma 48 godzin na postawienie zarzutów Jean-Claude'owi Mas i jego ludziom. W sprawie toczą się dwa śledztwa: o oszustwo oraz o nieumyślne spowodowanie śmierci i ran. Pierwsza sprawa zakończy się zapewne procesem w 2012 r. Druga, w związku z którą dokonano zatrzymania, może się ciągnąć latami, bo trzeba będzie każdorazowo udowadniać, że np. rak był efektem implantów.

Bojąc się wypłaty odszkodowań, Mas już w 2010 r. pozbył się majątku, przepisując m.in. dom na swą konkubinę. Oficjalnie ten 72-latek utrzymuje się ze skromnej emerytury i ma na koncie 500 euro.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':