http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kornwalia nie chce być w Anglii

Jacek Pawlicki
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 21:05

W cieniu politycznej awantury o referendum niepodległościowe w Szkocji w najdalej wysuniętym na południowy zachód krańcu Wielkiej Brytanii zaczął dymić wulkan kornwalijskiego nacjonalizmu


SERWISY
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem Wielkiej Brytanii rzeczywiście grozi w najbliższych latach rozpad?

Tak
Nie
Nie wiem

W połowie stycznia partia kornwalijskich nacjonalistów Mebyon Kernow (Synowie Kornwalii) po raz kolejny zaprotestowała przeciw obecnemu statusowi politycznemu Kornwalii (jest specjalnym hrabstwem w Anglii) i ponowiła żądania autonomii od Londynu.

Po raz pierwszy w historii kornwalijskich separatystów wsparła reprezentowana w Izbie Gmin partia walijskich nacjonalistów Plaid Cymru. Jej działacze obiecali, że zgłoszą pod obrady wniosek o utworzenie niezależnego Zgromadzenia Kornwalijskiego, które miałoby prawo do uchwalania części praw dotyczących Kornwalii. Brytyjskie gazety nazwały to pokazem braterstwa Celtów - gdyż zarówno Walijczycy, jak i Kornwalijczycy odwołują się do swych celtyckich korzeni.

Pomysł nie jest nowy. Dziesięć lat temu 50 tys. mieszkańców tej części Wielkiej Brytanii podpisało petycję w sprawie utworzenia kornwalijskiego parlamentu wybieranego w demokratycznych wyborach w Kornwalii. Choć pod dokumentem podpisało się wówczas 10 proc. mieszkańców regionu (Kornwalia liczy nieco ponad pół miliona ludzi), petycja przepadła w Londynie bez echa. Rząd brytyjski nie zgodził się też przyznać Kornwalijczykom statusu mniejszości narodowej, za co dostało mu się m.in. od Rady Europy.

Kornwalijczycy nie mają aż tak silnej tożsamości narodowej jak Walijczycy czy Szkoci ani tradycji bycia niezależnym królestwem jak Szkocja. Ominęła ich więc fala decentralizacji z końca lat 90. A obecny konserwatywno-liberalny rząd jest znacznie bardziej niechętny przyznawaniu autonomii regionom niż laburzyści.

Nie wszyscy w Kornwalii z tym się pogodzili. - Prowadzimy kampanię na rzecz autonomii w ramach Zjednoczonego Królestwa - zapewnia Dick Cole, przywódca Mebyon Kernow. - I będziemy to robić, aż osiągniemy cel - dodaje. Jego zdaniem to "wielka hańba", że przed laty rząd Tony'ego Blaira, który przyznał szeroką autonomię Szkotom i Walijczykom, nie chciał nawet rozważyć kornwalijskich aspiracji.

Kornwalijscy nacjonaliści twierdzą, że Kornwalia nie jest i nigdy nie była Anglią, choć pozostaje w jej granicach. W potocznym rozumieniu w Kornwalii Anglia zaczyna się dopiero na wschód od granicznego mostu na rzece Tamar. Zwolennicy autonomii przekonują, że Kornwalijczycy są odrębną grupą etniczną wywodzącą się z plemion celtyckich. Mają też swój własny język - kornwalijski - należący go grupy języków celtyckich i powszechnie używany do XVII w. Reanimację tego wymarłego w XVIII w. języka podjęto dwa wieki później na fali kornwalijskiego odrodzenia. W 2000 r. mówiło w nim biegle ledwie 300 osób, a ok. 3 tys. było w stanie w nim przywitać się, zapytać o zdrowie czy pogodę.

Rząd brytyjski odmawia uznania Kornwalijczyków za mniejszość narodową, ale od ponad 20 lat w spisie ludności można zaznaczyć opcjonalnie narodowość kornwalijską. Ostatnio zrobiło to ponad 30 tys. ludzi. Z sondaży wynika, że nieco ponad połowa mieszkańców jest za autonomią.

Kornwalia ma swoją flagę - biały krzyż na czarnym tle. Legenda głosi, że w VI w. patron Kornwalii, św. Piran, wymyślił tę flagę, patrząc, jak roztapia się ruda cyny (z wydobycia tego surowca Kornwalia słynęła do XIX w.).

W 1497 r., kiedy to liczące 15-tys. pospolite ruszenie wściekłych na podatkowy ucisk górników cyny dotarło znad rzeki Tamar pod bramy Londynu, Henryk VII przyznał im pewną autonomię. Właśnie na te wydarzenia powołuje się dziś Mebyon Kernow.

Według Petera Tatchella z "Guardiana" kornwalijska tęsknota za autonomią bierze się głównie z biedy. Słynąca z pięknego wybrzeża i ogromnych wrzosowisk Kornwalia to rzeczywiście jedna z najpiękniejszych części Wielkiej Brytanii, ale i też najbiedniejsza. PKB nie przekracza tam 65 proc. średniego produktu krajowego brutto Wielkiej Brytanii, a płace są na poziomie 60 proc. brytyjskich. W przeciwieństwie do Szkotów Kornwalijczycy nie dostają więcej z państwowej kasy, niż do niej płacą. W 2001 r. Kevin Cahill z "Business Age Magazine" wyliczył, że przychody z tytułu brytyjskich podatków w Kornwalii wyniosły 1,95 mld funtów, z czego tylko 1,65 wróciło w postaci dotacji i pieniędzy publicznych, co oznacza 300 mln funtów na minusie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Sparaliżowany dzięki chipowi poruszał sztuczną ręką za pomocą myśli

Po raz pierwszy w historii całkowicie sparaliżowane osoby były w stanie - tylko za pomocą myśli - poruszyć sztucznym ramieniem

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':