Przewidziana nowym prawem kara to maksymalnie rok więzienia i 45 tys. euro grzywny. Ustawa nie mówi wprost, że chodzi o Ormian wymordowanych w Turcji w czasie pierwszej wojny światowej, stwierdza jedynie, że zakazane jest negowanie ludobójstwa w ogóle. Ponieważ negowania Holocaustu zakazano już wcześniej, a innych zbrodni
Francja nie określa mianem "ludobójstwa", wiadomo, że chodzi o Ormian.
Już w grudniu, kiedy ustawę przyjęło Zgromadzenie Narodowe, czyli niższa izba parlamentu, turecki premier Recep Tayyip Erdogan nazwał ją "rasistowską i ksenofobiczną" i stwierdził, że "otwiera ona trudno gojącą się ranę w turecko-francuskich stosunkach". Turcy nie poprzestali na deklaracjach. Na jakiś czas odwołali z Paryża ambasadora, zawiesili spotkania polityczne i gospodarcze z Francuzami, a także wspólne manewry wojskowe. Już wtedy Ankara groziła Paryżowi sankcjami, w tym bojkotem francuskich towarów i linii lotniczych.
Tuż przed poniedziałkową decyzją Senatu szef tureckiego
MSZ Ahmet Davutoglu w wywiadzie dla telewizji France 24 mówił, że "Ankara nie zamierza milczeć". - Jeśli będziemy musieli, wprowadzimy nowe sankcje, tym razem na stałe - groził.
Według historyków w masakrach i deportacjach z lat 1915-17 zginęło ponad 1,5 mln Ormian.
Turcja upiera się, że zginęło tylko 300 tys. Ormian i wielu Turków i to nie w wyniku zaplanowanej akcji tureckich władz, tylko w wojennym chaosie. Ormianie przekonują, że Turcy chcieli wymordować cały naród, dlatego od dawna starają się o uznanie ich rzezi za ludobójstwo.
W 2007 r. do ich wniosku przychyliły się
Stany Zjednoczone i część krajów europejskich. W 2005 r. polski Sejm złożył hołd "ofiarom ludobójstwa popełnionego na ludności ormiańskiej w Turcji". Jednak przyjęcie francuskiej ustawy na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi oznacza, że najpewniej chodzi o rozgrywkę polityczną. We Francji żyje pół miliona Ormian, których głosy mają duże znaczenie. Kontrowersyjna ustawa ma przeciwników nawet w rządzie - szef MSZ Alain Juppé stwierdził, że głosowanie nad nią odbyło się "w niewłaściwym momencie". Nowe prawo krytykuje też wielu francuskich historyków, którzy twierdzą, że narusza ono wolność słowa i nie pozwala im na swobodne badania. Ustawa najpewniej pogorszy też stosunki Turcji z Unią Europejską, które i tak są napięte z powodu wlokących się od 2005 r. negocjacji akcesyjnych. Sarkozy jest jednym z najbardziej zagorzałych przeciwników członkostwa Turcji. W sobotę w Paryżu kilkanaście tysięcy osób pochodzenia tureckiego protestowało przeciwko ustawie. "Nie dla haniebnej ustawy Sarkozy'ego" - głosiły transparenty.
Chcąc złagodzić nieco jej efekty, Sarkozy wysłał w ubiegłym tygodniu list do Erdogana, w którym wyraził nadzieję, że we francusko-tureckich relacjach "zwycięży rozsądek i uda się utrzymać dialog, jak przystało sojuszniczym i zaprzyjaźnionym krajom".