http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawybory w USA. Nieoczekiwane zwycięstwo Newta Gingricha

Mariusz Zawadzki, Charleston, Karolina Południowa
2012-01-23, ostatnia aktualizacja 2012-01-22 21:22

Newt Gingrich przed głosowaniem w Południowej Karolinie
Newt Gingrich przed głosowaniem w Południowej Karolinie
Fot. Matt Rourke AP

Newt Gingrich, kandydat powszechnie skazywany na klęskę i śmieszność, powstał z martwych dzięki głosom Republikanów z Karoliny Południowej. Tegoroczne wybory prezydenckie w USA są bardziej nieprzewidywalne niż kiedykolwiek

SONDAŻ
Kto Twoim zdaniem wygra kolejne prawybory w USA, tym razem na Florydzie?

Mitt Romney
Rick Santorum
Newt Gingrich
Ktoś inny

Zwycięstwo Gingricha w Karolinie Południowej jest tyleż sensacyjne, co miażdżące. Były przewodniczący Izby Reprezentantów, który dwa tygodnie temu w sondażu CNN w tym stanie był 19 proc. w tyle za Mittem Romneyem, zdobył 40 proc. głosów południowokarolińskich Republikanów i wyprzedził faworyta o 12 punktów procentowych. Sobotnie głosowanie było trzecim w długiej serii 50 stanowych prawyborów, które wyłonią przeciwnika dla prezydenta Baracka Obamy. W pierwszych (w Iowa 3 stycznia) i drugich (w New Hampshire 10 stycznia) Gingrich zupełnie się nie liczył - dostał odpowiednio 13 i 9 proc.

Jest to już drugie zmartwychwstanie Gingricha. Zeszłego lata porzuciła go większość członków sztabu wyborczego, uznając, że nie ma żadnych szans, bo brak mu dyscypliny i wytrwałości. Kiedy inni kandydaci gorączkowo planowali kampanie, Gingrich popłynął w rejs po Morzu Śródziemnym. Mówiono, że jest pod pantoflem młodszej o 23 lata żony Callisty, której obiecał wakacje. Wyśmiewano linię kredytową na pół miliona dolarów, którą otworzył u słynnego nowojorskiego jubilera Tiffany'ego, ponieważ Callista ma słabość do biżuterii.

Eksperci zgodnie prorokowali, że jest już politycznym trupem. Ale nie poddał się, choć nie miał wcale pieniędzy na kampanię. Czekał na debaty telewizyjne kandydatów, które zaczęły się jesienią. Mocno odróżniają one obecne prawybory od wszystkich poprzednich. Tradycyjne spotkania z wyborcami w małych miasteczkach i telewizyjne reklamy zeszły na drugi plan. Debaty stały się najważniejszym polem bitwy kandydatów - pogrzebały gubernatora Teksasu Ricka Perry'ego i tchnęły nowe życie w Gingricha.

Republikańskim wyborcom spodobał się agresywny, barwny język, jakim krytykował on "liberalne media" i "elity", które rzekomo sprzyjają Obamie i są niechętne konserwatystom. Uwierzyli w jego przechwałki, np., że "jest politykiem niekonwencjonalnym, w rodzaju Margaret Thatcher lub Ronalda Reagana", że razem z prezydentem Reaganem zmienił Amerykę i obalił Związek Radziecki (w rzeczywistości Gingrich był za Reagana szeregowym kongresmenem i uwielbiany przez Amerykanów prezydent wymienia go w pamiętnikach tylko raz, w dodatku niepochlebnie). Równie bezczelnie przypisywał też sobie sukcesy gospodarcze demokraty Billa Clintona, któremu głównie przeszkadzał (m.in. doprowadził do zawieszenia pracy rządu, bo Kongres nie uchwalił budżetu).

Po udanych debatach Gingrich wyprzedził w sondażach Romneya, multimilionera i byłego gubernatora Massachusetts, który od samego początku uchodził za faworyta. Wtedy Romney wyłożył miliony dolarów na reklamy, w których obsmarował Gingricha. Najbardziej wybuchowa okazała się historia o 1,6 mln dol., które były przewodniczący dostał od Freddie Mac, giganta na rynku nieruchomości - rzekomo za "konsultacje", w rzeczywistości za to, że zapewniał firmie przychylność partyjnych kolegów w Waszyngtonie. Freddie Mac oskarżana jest o krach na rynku nieruchomości w 2007 r., ponieważ żyrowała ryzykowne kredyty hipoteczne.

Znów mówiło się, że Gingrich jest skończony. Zdawały się to potwierdzać fatalne wyniki w Iowa i New Hampshire. Ale znowu uratowały go telewizyjne debaty. Przedstawiał się w nich jako "prawdziwy konserwatysta" i odcinał od "umiarkowanego" Romneya. Pomógł mu nawet sam Romney, który nie chciał ujawnić zeznań podatkowych (bo dzięki ulgom dla najbogatszych płaci znacznie niższe stawki niż większość średniozamożnych Amerykanów). Nie zaszkodziła mu nawet była żona, która oświadczyła w telewizji ABC, że po 18 latach małżeństwa zaproponował jej "luźny związek" (z Callistą jako trzecią). Gingrich oburzał się, że jest ofiarą "brudnego ataku liberalnych mediów" i tym sposobem zamienił swoją słabość w atut.

Ostatni wiec przed głosowaniem zorganizował - z typową dla siebie fantazją - na lotniskowcu z II wojny światowej, który cumuje w porcie w Charleston. Krytykował "waszyngtońskie elity" i "umiarkowanego polityka z Massachusetts", wykorzystując sentymenty sięgające wojny secesyjnej (Massachusetts jest na Północy, było przeciw niewolnictwu na Południu).

- Mamy buntownicze dusze i nie chcemy, żeby umiarkowany Romney był kandydatem Republikanów. U nas zaczął się w 1861 r. bunt Południa przeciwko Waszyngtonowi - mówiła mi młoda fanka Gingricha o rzadkim imieniu Merriweather. Dodała jednak po cichu, że wiec jest bardzo niemrawy w porównaniu z wiecem Obamy, który widziała cztery lata temu jako studentka. Dlatego nie wierzy, ze Gingrich może pokonać prezydenta (i dlatego wstydziła się podać nazwisko).

- Wielkie idee i niekonwencjonalna kampania mogą pokonać wielkie pieniądze! - mówił Gingrich w sobotę po ogłoszeniu wyników. Czy powtórzy cud na Florydzie, gdzie 31 stycznia będą kolejne prawybory? Na razie Romney prowadzi tam wyraźnie. Ma też znacznie więcej pieniędzy i lepiej zorganizowaną kampanię. Już wydał 7 mln dol. na reklamy. Wczoraj obiecał też, ze we wtorek ujawni zeznanie podatkowe. Ciągle pozostaje faworytem wyścigu, choć utracił aurę niezwyciężoności.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':