http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjski plan dla Syrii

Robert Stefanicki
2012-01-09, ostatnia aktualizacja 2012-01-08 20:43

Wysłani do Syrii obserwatorzy Ligi Państw Arabskich przedstawili wczoraj w Kairze swój raport. Na zdjęciu pierwszy z lewej: sekretarz generalny Ligi Nabil al-Arabi
Wysłani do Syrii obserwatorzy Ligi Państw Arabskich przedstawili wczoraj w Kairze swój raport. Na zdjęciu pierwszy z lewej: sekretarz generalny Ligi Nabil al-Arabi
Fot. ASMAA WAGUIH REUTERS

Moskwa chce zaproponować swojemu sojusznikowi prezydentowi Baszarowi al-Asadowi ustąpienie i podział władzy z opozycją. Plan cieszy się poparciem USA i UE

SERWISY
Tak twierdzi Sami Moubayed, niezależny od władz syryjski profesor stosunków międzynarodowych i redaktor naczelny anglojęzycznego magazynu "Forward" wydawanego w Damaszku. W artykule opublikowanym na stronach "Asia Times Online" Moubayed, powołując się na "źródła bliskie Moskwie", twierdzi, że rosyjska inicjatywa zostanie ogłoszona jeszcze w styczniu.

Przygotowała ją Rosja razem z USA, ale zostanie przedstawiona jako stuprocentowo rosyjska. Amerykanie uznali, że zważywszy na złą opinię, jaką mają w świecie arabskim, ich zaangażowanie bardziej zaszkodzi, niż pomoże; poza tym coraz bardziej pochłania ich kampania przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi.

"Waszyngton i najwyraźniej większość Unii Europejskiej dały Rosji carte blanche na rozwiązanie dla Syrii, w koordynacji z Ligą Arabską", pisze zwykle dobrze poinformowany Moubayed. Rosja obiecała zagwarantować interesy amerykańskie, czyli utrzymanie w ryzach libańskiego Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu sponsorowanych przez Asada.

- W tej chwili problemem jest to, jak zakończyć rozlew krwi w Syrii, a nie w czyją sferę wpływów ten kraj wpadnie - mówi "Gazecie" Anthony Dworkin z Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych. - Najlepszym sposobem wywarcia nacisku na Damaszek jest zbudowanie koalicji międzynarodowej tak szerokiej, jak się tylko da. Dlatego każda inicjatywa zmierzająca do zaprowadzenia pokoju jest mile widziana, zwłaszcza ze strony rządu popierającego Asada. Jednak nie sądzę, by Amerykanie dali w tej sprawie Rosji całkowicie wolną rękę - tłumaczy.

Plan ma być podobny do tego, jaki Rada Współpracy Zatoki Perskiej zaoferowała prezydentowi Jemenu. Ali Abdallah Salah podpisał go w listopadzie, jego obowiązki przejął wiceprezydent, a dotychczasowa partia władzy i opozycja podzieliły między sobą stanowiska ministerialne. Tymczasowy rząd jedności ma doprowadzić kraj do lutowych wyborów prezydenckich. Salahowi zagwarantowano immunitet.

Zdaniem Moubayeda podobna ugoda w Syrii jest prawdopodobna tylko pod warunkiem, że raport z misji obserwatorów wysłanych przez Ligę Arabską nie będzie dla reżimu miażdżący i odpowiedzialnością za przemoc obciąży także stronę opozycyjną. Tak się najpewniej stanie. Antyrządowe protesty w Syrii są coraz mniej pokojowe, coraz częściej w zasadzkach giną żołnierze. Jednak większość z ponad 5 tys. ofiar śmiertelnych podczas dziesięciu miesięcy demonstracji to cywile. Mimo obecności obserwatorów od piątku w Syrii zginęło około stu osób.

Moskwa od dawna ma dobre stosunki z Asadem, który jest ważnym klientem jej przemysłu zbrojeniowego. Na spółkę z Pekinem Rosjanie blokują w Radzie Bezpieczeństwa ONZ próby podjęcia ostrzejszych kroków wobec syryjskiego reżimu. Dopiero w połowie grudnia Rosja złożyła projekt rezolucji potępiającej przemoc w Syrii - tak ze strony rządowej, jak i opozycyjnej - jednak bez groźby sankcji (te nałożyły już USA i UE).

Pozornie nic nie wskazuje, by Moskwa zmieniła stanowisko. W nocy z soboty na niedzielę dwa rosyjskie okręty wojenne wpłynęły do syryjskiego portu Tartus. - Ich wizyta ma na celu zbliżenie dwóch krajów i umocnienie przyjaznych więzi pomiędzy Rosją a Syrią. Kapitanowie wyrazili solidarność z narodem syryjskim - cytowała jednego z oficerów lokalna agencja prasowa Sana. Jednak rosyjskie ministerstwo obrony zapewniło, że okręty chcą tylko uzupełnić zapasy i ich wizyta nie ma nic wspólnego z wydarzeniami w Syrii.

Coraz więcej obserwatorów przewiduje, że rządy Asada potrwają jeszcze najwyżej kilka miesięcy. Prokurując zmianę reżimu, Rosja zagwarantowałaby sobie utrzymanie wpływów w Damaszku i w świecie arabskim. Według źródeł Moubayeda Rosjanie już zażądali od Syrii wprowadzenia trzech pilnych reform: skreślenia z konstytucji monopolu partii Baas rządzącej krajem od 48 lat, zwołania zjazdu tej partii, który położy podwaliny pod nowy porządek, oraz powołania nowego rządu z udziałem opozycji. Poprawiona konstytucja ma być gotowa w lutym, wtedy też ma się odbyć zjazd Baas.

- Rosjanie zdali sobie sprawę, że bezwarunkowe popieranie Asada jest dla nich niezręczne, i próbują je zniuansować, nakłonić go do reform. Wątpię jednak, czy są gotowi poprzeć zmianę reżimu - mówi Dworkin.

Są i inne wątpliwości. Najważniejsza - czy prominentni baasiści pogodzą się z koniecznością oddania władzy. Dotychczas reżimowe "jastrzębie" szachowały "gołębie", w rezultacie czego wygłaszane co jakiś czas przez prezydenta obietnice ustępstw politycznych były niweczone nieustannym rozlewem krwi.

Drugi słaby punkt planu to podzielona opozycja. Pomimo prób zjednoczenia istnieją dwie konkurujące ze sobą platformy: Syryjska Rada Narodowa i Narodowy Komitet Koordynacyjny. Można sobie wyobrazić, że jeśli ta druga, bardziej skłonna do zgody, wejdzie do rządu, pierwsza (gdzie duże wpływy ma Bractwo Muzułmańskie) oskarży ją o zdradę i wezwie do dalszych protestów.

Dla Gazety

Fiodor Łukjanow, redaktor naczelny kwartalnika "Rosja w Globalnej Polityce"

Mam wrażenie, że Rosja rzeczywiście jest dla Stanów Zjednoczonych jakimś kanałem łączności z władzami Syrii. Ten kraj jest praktycznie izolowany. I poza Teheranem z Damaszkiem rozmawia dziś tylko Moskwa i tylko Moskwy tam słuchają.

Kiedy Syryjczycy zgodzili się przyjąć u siebie grupę obserwatorów Ligi Arabskiej, ich przedstawiciel przyznał publicznie, że zrobili to za radą Rosjan. Zwraca uwagę także fakt, iż Waszyngton od co najmniej sześciu tygodni nie krytykuje już Rosji za jej postawę wobec Syrii. Może więc rzeczywiście mamy do czynienia z sekretnym porozumieniem i współdziałaniem. Ale to, że nasi dyplomaci próbują zrealizować w Damaszku "wariant jemeński", uważam za mało prawdopodobne. Prezydent Syrii Baszar al-Asad to nie przywódca Jemenu. On nie poda się do dymisji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':