http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kodak balansuje na krawędzi bankructwa

Tomasz Grynkiewicz
2012-01-05, ostatnia aktualizacja 2012-01-05 11:16

Nowy Jork, reklama Kodak nocą
Nowy Jork, reklama Kodak nocą
Fot. Franciszek Mazur / AG

Dla wielu pokoleń była synonimem fotografii. Dziś - założona w XIX w. firma Kodak, słynny sprzedawca wspomnień - walczy o życie. Bo nie do końca wiedziała, co zrobić z wynalezionym przez siebie aparatem cyfrowym

SONDAŻ
Która firma produkuje Twoim zdaniem najlepsze aparaty cyfrowe?

Nikon
Canon
Sony
Panasonic
inna

- To ważne, byśmy wykonali kolejny krok - tak szef Apple'a Steve Jobs tłumaczył, dlaczego jego firma po serii sukcesów z iPodem, iPhone'em czy iPadem nie osiadła na laurach. - Nie możemy być jak ci innowatorzy, którzy jako ostatni orientują się, że ich wynalazek właśnie odchodzi do lamusa.

Trudno o lepszy i bardziej ironiczny przykład niż Kodak. "Naciśnij przycisk - my zajmiemy się resztą" - głosił słynny slogan firmy założonej jeszcze w 1880 r. przez urzędnika bankowego z USA George'a Eastmana.

Historia jednej z najbardziej znanych marek świata zaczęła się od innowacji - gdy Eastman zorientował się, że zamiast niewygodnych tzw. mokrych płyt fotograficznych można wykorzystać płyty z żelatyny, i zaczął je wytwarzać na nowojorskim poddaszu.

Kodak był wszędzie - produkował filmy do fotografii i kinematografii (np. jako pierwszy zastąpił łatwopalne błony innym rodzajem celulozy), maszyny i odczynniki chemiczne do ich wywoływania. Od niego zaczęła się amatorska fotografia, bo sprzedawał aparaty po przystępnych cenach, zarabiając na filmach. W latach 60. niepodzielnie rządziły aparaty Instamatic - w ciągu siedmiu lat Kodak sprzedał ich ponad 50 mln. W szczytowym okresie dla koncernu pracowało ponad 140 tys. osób, żółto-czerwone logo stało się symbolem fotografii, także dla mas.

W 100 lat firma bankowego urzędnika stała się kolosem. A potem... Potem coś się zacięło.

W mediach często kwituje się historię Kodaka zdaniem, że koncern spóźnił się z przesiadką z pociągu analogowego do cyfrowego.

To zdanie jest tym bardziej bolesne, że to w laboratoriach Kodaka już w 1975 r. opracowano pierwszy na świecie aparat cyfrowy. Prototyp był wielki niczym toster i robił czarno-białe zdjęcia o rozdzielczości 10 tys. pikseli (kilkaset razy mniejszej niż dzisiejsze podstawowe modele). Jednak moment był wyjątkowo niełaskawy. Kodak miał wówczas 90 proc. rynku filmów i 85 proc. rynku aparatów, które - jak już wiemy - służyły głównie do zarabiania na filmach.

To nie tak, że Kodak miał uraz do cyfry. Przeciwnie, na początku XXI w. jego aparaty cyfrowe sprzedawały się w USA najlepiej. Problem polegał na tym, że ważniejsze były filmy do zdjęć. To był klejnot firmy, jeszcze w 2004 r. przynoszący Kodakowi ponad połowę przychodów. A wtedy od kilku lat trwał już najazd firm japońskich - najpierw Fujifilm, potem Canon, Nikon i Sony konsekwentnie podbierały Kodakowi rynek.

Dopiero w 2004 r. spółka zabrała się do bolesnej restrukturyzacji - zamykała fabryki, zwalniała pracowników. Proces odchudzania i trzy lata strat opłaciły się na tyle, że w 2007 r. miała w końcu zysk netto w wysokości 676 mln dol. Potem przyszedł kryzys gospodarczy, a Kodak znów wpadł w dołek.

- Nie zgadzam się z tym, że zaspaliśmy, zajęliśmy się po prostu czymś innym - mówił rok temu "Gazecie" John O'Grady , wiceprezes Eastman Kodak. I dodawał, że firma stawia na drukarki cyfrowe. - Chcemy wprowadzić na rynek sprzęt, który pozwoli w domu drukować książki, magazyny i inne dokumenty w wysokiej jakości, niczym nieodbiegające od komercyjnych odpowiedników. Wierzymy, że będzie to rewolucja na rynku drukarek - dodawał.

Sęk w tym, że dziś, balansując na krawędzi bankructwa, Kodak walczy z czasem. Straty w 2011 r. mogą wynieść 400 mln dol. Na nowojorskiej giełdzie kurs Kodaka szoruje po dnie - w latach 90. papiery spółki kosztowały blisko 100 dol., dziś - kilkadziesiąt centów. Właśnie przez zniżkujący kurs Eastman Kodak dostał we wtorek żółtą kartkę od władz nowojorskiej giełdy. Przez 30 dni z rzędu kończył notowania poniżej 1 dolara za akcję, co oznacza, że ma sześć miesięcy, by przekonać do siebie inwestorów. Inaczej grozi mu wyrzucenie z giełdy.

Firma zapewnia, że w przyszłym roku wyjdzie na prostą. Przed bankructwem ratują ją... innowacje z minionych lat zamienione na patenty. Kodak ma 11 tys. patentów, część wystawił na sprzedaż (eksperci ich wartość wyceniali na 3 mld dol.). Zarabia na licencjach - do 2008 r. przyniosły one firmie 2 mld dol. Zażądał też od producentów aparatów i telefonów, by płacili mu za wykorzystywanie rozwiązania, które pozwala użytkownikom na podgląd kadru przed zrobieniem zdjęcia. Od Samsunga i LG wygrał 950 mln dol.

Wczoraj wieczorem dziennik "The Wall Street Journal", powołując się na nieoficjalne źródła, podał, że jeśli Kodakowi nie uda się sprzedać patentów, to złoży wniosek o ogłoszenie upadłości. Ten ruch ma ułatwić firmie restrukturyzację i być może pozwoli jej przetrwać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':