- To ważne, byśmy wykonali kolejny krok - tak szef
Apple'a Steve Jobs tłumaczył, dlaczego jego firma po serii sukcesów z iPodem, iPhone'em czy iPadem nie osiadła na laurach. - Nie możemy być jak ci innowatorzy, którzy jako ostatni orientują się, że ich wynalazek właśnie odchodzi do lamusa.
Trudno o lepszy i bardziej ironiczny przykład niż Kodak. "Naciśnij przycisk - my zajmiemy się resztą" - głosił słynny slogan firmy założonej jeszcze w 1880 r. przez urzędnika bankowego z USA George'a Eastmana.
Historia jednej z najbardziej znanych marek świata zaczęła się od innowacji - gdy Eastman zorientował się, że zamiast niewygodnych tzw. mokrych płyt fotograficznych można wykorzystać płyty z żelatyny, i zaczął je wytwarzać na nowojorskim poddaszu.
Kodak był wszędzie - produkował filmy do fotografii i kinematografii (np. jako pierwszy zastąpił łatwopalne błony innym rodzajem celulozy), maszyny i odczynniki chemiczne do ich wywoływania. Od niego zaczęła się amatorska fotografia, bo sprzedawał aparaty po przystępnych cenach, zarabiając na filmach. W latach 60. niepodzielnie rządziły aparaty Instamatic - w ciągu siedmiu lat Kodak sprzedał ich ponad 50 mln. W szczytowym okresie dla koncernu pracowało ponad 140 tys. osób, żółto-czerwone logo stało się symbolem fotografii, także dla mas.
W 100 lat firma bankowego urzędnika stała się kolosem. A potem... Potem coś się zacięło.
W mediach często kwituje się historię Kodaka zdaniem, że koncern spóźnił się z przesiadką z pociągu analogowego do cyfrowego.
To zdanie jest tym bardziej bolesne, że to w laboratoriach Kodaka już w 1975 r. opracowano pierwszy na świecie aparat cyfrowy. Prototyp był wielki niczym toster i robił czarno-białe zdjęcia o rozdzielczości 10 tys. pikseli (kilkaset razy mniejszej niż dzisiejsze podstawowe modele). Jednak moment był wyjątkowo niełaskawy. Kodak miał wówczas 90 proc. rynku filmów i 85 proc. rynku aparatów, które - jak już wiemy - służyły głównie do zarabiania na filmach.
To nie tak, że Kodak miał uraz do cyfry. Przeciwnie, na początku XXI w. jego aparaty cyfrowe sprzedawały się w USA najlepiej. Problem polegał na tym, że ważniejsze były filmy do zdjęć. To był klejnot firmy, jeszcze w 2004 r. przynoszący Kodakowi ponad połowę przychodów. A wtedy od kilku lat trwał już najazd firm japońskich - najpierw Fujifilm, potem
Canon,
Nikon i
Sony konsekwentnie podbierały Kodakowi rynek.
Dopiero w 2004 r. spółka zabrała się do bolesnej restrukturyzacji - zamykała fabryki, zwalniała pracowników. Proces odchudzania i trzy lata strat opłaciły się na tyle, że w 2007 r. miała w końcu zysk netto w wysokości 676 mln dol. Potem przyszedł kryzys gospodarczy, a Kodak znów wpadł w dołek.
- Nie zgadzam się z tym, że zaspaliśmy, zajęliśmy się po prostu czymś innym -
mówił rok temu "Gazecie" John O'Grady , wiceprezes Eastman Kodak. I dodawał, że firma stawia na drukarki cyfrowe. - Chcemy wprowadzić na rynek sprzęt, który pozwoli w domu drukować książki, magazyny i inne dokumenty w wysokiej jakości, niczym nieodbiegające od komercyjnych odpowiedników. Wierzymy, że będzie to rewolucja na rynku drukarek - dodawał.
Sęk w tym, że dziś, balansując na krawędzi bankructwa, Kodak walczy z czasem. Straty w 2011 r. mogą wynieść 400 mln dol. Na nowojorskiej giełdzie kurs Kodaka szoruje po dnie - w latach 90. papiery spółki kosztowały blisko 100 dol., dziś - kilkadziesiąt centów. Właśnie przez zniżkujący kurs Eastman Kodak dostał we wtorek żółtą kartkę od władz nowojorskiej giełdy. Przez 30 dni z rzędu kończył notowania poniżej 1 dolara za akcję, co oznacza, że ma sześć miesięcy, by przekonać do siebie inwestorów. Inaczej grozi mu wyrzucenie z giełdy.
Firma zapewnia, że w przyszłym roku wyjdzie na prostą. Przed bankructwem ratują ją... innowacje z minionych lat zamienione na patenty. Kodak ma 11 tys. patentów, część wystawił na sprzedaż (eksperci ich wartość wyceniali na 3 mld dol.). Zarabia na licencjach - do 2008 r. przyniosły one firmie 2 mld dol. Zażądał też od producentów aparatów i telefonów, by płacili mu za wykorzystywanie rozwiązania, które pozwala użytkownikom na podgląd kadru przed zrobieniem zdjęcia. Od Samsunga i
LG wygrał 950 mln dol.
Wczoraj wieczorem dziennik "The Wall Street Journal", powołując się na nieoficjalne źródła, podał, że jeśli Kodakowi nie uda się sprzedać patentów, to złoży wniosek o ogłoszenie upadłości. Ten ruch ma ułatwić firmie restrukturyzację i być może pozwoli jej przetrwać.