17 lat temu życie w Korei Północnej również zamarło. Gdy orszak pogrzebowy Ojca Narodu Kim Ir Sena kroczył przez stolicę, kraj ogarnęła rozpacz, jakiej świat nie widział nawet po śmierci Józefa Stalina czy przewodniczącego Mao.
Na widok konduktu młodzi i starzy zgromadzeni w świetlicach przed telewizorami, od żłobków po szkoły, fabryki i koszary, wpadali w zbiorową histerię. Wojskowi padali na kolana i wyli. Załogi statków biły głowami o maszty. Kobiety łkały, wznosząc ręce do nieba.
Histerię nakręcała północnokoreańska telewizja nadając non stop sceny rozpaczy. Swoje zrobiła też dalekowschodnia tradycja pogrzebowa, w której ważną rolę odgrywają płaczki. Ile było w tym autentycznego wzruszenia, a ile strachu, nie sposób powiedzieć.
Obserwatorzy przewidują, że pogrzeb Kim Dżong Ila, zmarłego niedawno dyktatora państwa posiadającego broń atomową, będzie wyglądał podobnie.
Na pogrzeb Kim Dżong Ila do Pjongjangu przyjadą setki tysięcy żałobników. Uroczystości poprowadzi syn zmarłego i nowy przywódca jedynej komunistycznej monarchii świata. Kim Dżong Un był przy swoim ojcu, gdy 69-letni dyktator zmarł 17 grudnia na zawał w pociągu w czasie inspekcji w północnokoreańskich bazach wojskowych i fabrykach. Wiadomość o zgonie została ogłoszona z dwudniowym opóźnieniem. Przez następne dziesięć dni zwłoki Kima były wystawione w mauzoleum Kumsusan, gdzie spoczywa zabalsamowana mumia ojca i założyciela dynastii rządzącej Północną Koreą.
Ciało Najwyższego Przywódcy leżało w szklanej trumnie ubrane w mundur koloru khaki i do połowy przykryte czerwoną flagą w istnej powodzi białych i czerwonych kimdżongilii, kwiatów wyhodowanych specjalnie dla dyktatora. Przed katafalkiem sunął sznur ludzi, którzy przechodząc, wyjmowali chusteczki, zdejmowali okulary i wycierali oczy. Podobnie było, gdy zmarł ojciec Kim Dżong Ila Kim Ir Sen.
Środowa uroczystość będzie kulminacją uroczystości żałobnych, w czasie których reżimowe media stopniowały napięcie, sącząc żałobną muzykę i deklamacje. Rozpaczali nie tylko ludzie, ale i cała północnokoreańska przyroda - telewizja pokazywała na przykład osowiałe sroki siedzące na drzewach przy mauzoleum.
Korea Północna nie zaprosiła na pogrzeb delegacji z zagranicy. Wyjątek chciała zrobić jedynie dla Korei Południowej. Jednak Seul zgodził się tylko na przyjazd nieoficjalnej delegacji. W jej skład weszli przedstawiciele koncernu Hyundai i wdowa po byłym prezydencie Kim De Dzungu, który rozpoczął tzw. politykę słoneczną polegającą na zbliżeniu z sąsiadem z północy i spotkał się z Kim Dżong Ilem w Pjongjangu z 2000 r. Jak się potem okazało, za zgodę na ten szczyt Kim Dżong Il kazał sobie zapłacić pół miliarda dolarów.
Prezydent Korei Południowej dostał za swą słoneczną politykę pokojową Nagrodę Nobla. I choć zbliżenie nie wypaliło, to południowokoreańska lewica żywi nadal sentyment do tamtej epoki.
Całą niemal energię Kim Dżong Una pochłania umacnianie wpływów. Błyskawicznie przejmuje po ojcu kolejne funkcje i tytuły. W poniedziałek został mianowany szefem Komitetu Centralnego Partii Pracy, czyli przywódcą partii i zwierzchnikiem armii. Następca potrzebuje poparcia partii i wojska, bo nie może być pewnym lojalności swego wuja, 65-letniego Czang Sung Teka, męża młodszej siostry Kim Dżong Ila. W zasadzie ma on mu służyć radą i szkolić w sztuce rządzenia. Nie jest jednak wykluczone, że regent ma swoje ambicje.
Nie wiadomo też, czy swe ambicje schowali do kieszeni dwaj starsi bracia nowego przywódcy odsunięci przez zmarłego na rzecz najmłodszego syna. Kim Dżong Nam ani Kim Dżong Czul nie przyjadą na pogrzeb.
Uroczystości pogrzebowe w Korei Północnej potrwają dwa dni. Żałoba narodowa skończy się w czwartek. Rano w Pjongjangu i pozostałych stolicach prowincji rozlegną się strzały salw armatnich, a w południe nastąpi trzyminutowa cisza.