http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kiedy Żydowi wolno opluć kobietę

Robert Stefanicki
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-28 09:41

Na'ama Margolese ze swoją matką Hadasą w rodzinnym domu w Beit Szemesz
Na'ama Margolese ze swoją matką Hadasą w rodzinnym domu w Beit Szemesz
Fot. Oded Balilty AP

Mała Na'ama Margolese stała się ikoną walki o prawa kobiet w w Izraelu, a dzień po wyemitowaniu reportażu z jej udziałem prawicowy premier Benjamin Netanjahu potępił "religijną przemoc wobec kobiet w sferze publicznej"

SERWISY
Ośmioletnia Na'ama boi się przejść przez ulicę. - Chodź, pospacerujemy tylko trochę - namawia ją mama. - Nie, nie! - krzyczy dziewczynka i stoi jak wrośnięta w ziemię. - Boję się, że mogą mnie zranić - tłumaczy.

Na'ama i jej koleżanki w drodze do szkoły w 80-tys. mieście Beit Szemesz pod Jerozolimą są regularnie przeganiane, opluwane i wyzywane jako "kurwy" lub "bękarty". Zdaniem ortodoksyjnej społeczności haredi ("bogobojni"), która preferuje całkowite zakrywanie ciała łącznie z włosami, pochodzące z nieco mniej ortodoksyjnych rodzin dzieci ubierają się nieodpowiednio - mimo że zarówno one, jak i ich rodzice noszą długie spódnice i bluzy z długimi rękawami.

- Oplucie dziewczynki, nawet siedmiolatki, która nie zachowuje się w zgodzie z Torą, jest w porządku - zapewnia Mosze, haredi cytowany w reportażu izraelskiej telewizji Program 2. - Rabini nam mówią, jak chodzić po ulicy i jak kobiety powinny się zachowywać - dodaje Mosze. Na ulicach Beit Szemesz stoją znaki nakazujące, aby kobiety i mężczyźni poruszali się po przeciwnych stronach jezdni.

Po wyemitowaniu reportażu w ostatni piątek mała Na'ama Margolese stała się ikoną walki o prawa kobiet. W ich obronie w Jerozolimie przemaszerowało tego dnia kilkaset osób, a duża demonstracja w Beit Szemesz zapowiadana jest na dziś.

W sobotę wieczorem premier Benjamin Netanjahu potępił "religijną przemoc wobec kobiet w sferze publicznej". Minister finansów Juwal Steinitz wezwał do aresztowania ekstremistów, którzy atakują kobiety (w sobotę policja zatrzymała jednego z "opluwaczy" z Beit Szemesz) i zagroził dymisją burmistrzowi, jeśli dyskryminujące znaki nie zostaną usunięte z ulic.

Członkowie rządu nie są jednomyślni. Minister sportu Limor Livnat stwierdziła, że to, co się dzieje w społeczności haredi, to jej własna sprawa. Netanjahu musi pamiętać, że języczkiem u wagi w rządzącej koalicji są partie religijne, jak kierowana przez rabinów Szas.

Dyskryminacja i obelgi są na porządku dziennym w wielu dzielnicach zamieszkanych przez radykałów. W kursujących przez nie autobusach miejskich utrwaliła się zasada, że mężczyźni siadają z przodu, a kobiety z tyłu. Sąd Najwyższy uznał, że taka segregacja jest legalna pod warunkiem, że zgadzają się na nią wszyscy pasażerowie i pasażerki.

Tak jednak nie jest. W zeszłym tygodniu studentka Tanja Rosenblit usiadła tuż za kierowcą autobusu, by ten mógł jej powiedzieć, kiedy ma wysiąść. Mężczyźni jadący autobusem próbowali zmusić ją, by się przesiadła. Gdy odmówiła, autobus został zatrzymany przez jednego z pasażerów. Po półgodzinie przyjechała policja, która wraz z kierowcą próbowała przekonać dziewczynę, by usiadła z tyłu.

Media ogłosiły Rosenblit "izraelską Rosą Parks". To Afroamerykanka, która w 1955 r. odmówiła ustąpienia miejsca białemu mężczyźnie w autobusie i stała się symbolem walki o równouprawnienie czarnych.

Szefowa opozycji Cipi Liwni pogratulowała Rosenblit protestu. - W zachodniej liberalnej demokracji, jaką jest Izrael, przestrzeń publiczna jest otwarta i bezpieczna zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet - stwierdził z kolei Netanjahu.

Problem w tym, że ultraortodoksi wcale nie uważają, by żyli w liberalnej demokracji. Żyd haredi pielęgnuje nie tylko wierność nakazom i zakazom Tory, lecz także dawny obyczaj i strój, odrzuca nowoczesność. Świecką edukację uważa za stratę czasu. Szkoły haredi, choć są finansowane przez państwo, nie realizują państwowych programów nauczania i nie uczą postaw obywatelskich. Sondaż przeprowadzony wśród ortodoksyjnych nauczycieli wykazał, że nie znają oni hymnu państwowego, brakuje im elementarnej wiedzy z matematyki, hebrajskiego, historii, biologii, i angielskiego.

Wielu Izraelczyków oburza przede wszystkim to, że religijni zeloci próbują narzucić swój styl życia innym. W połowie grudnia grupa ultraortodoksyjnych mężczyzn próbowała powstrzymać kobiety przed oddaniem głosu w lokalnych wyborach w Jerozolimie. Bojówki radykałów atakują autobusy i samochody ośmielające się jeździć w szabas. Celem napaści bywają także reklamy ze zdjęciami kobiet albo szkoła tańca w Jerozolimie, gdzie przez okna widać ćwiczące kobiety.

Ultraortodoksi stanowią 10 proc. ludności 8-mln Izraela, ale cieszą się tu nieproporcjonalnie dużymi wpływami w stosunku do liczebności. Zresztą jeśli obecny trend demograficzny się utrzyma, to za 30 lat haredi i Arabowie będą stanowili ok. 80 procent ludności "państwa żydowskiego" - bo w tych grupach przyrost naturalny jest największy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 73
  • 6
  • 5
  • 23
  • 22
  • 162 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    106 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':