http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Była pierwsza dama Korei Południowej oddaje hołd Kimowi

Mateusz Szaniewski
2011-12-26, ostatnia aktualizacja 2011-12-27 08:18

Lee Hee-ho, wdowa po byłym prezydencie Korei Południowej, pojechała w poniedziałek do Pjongjangu, żeby złożyć hołd Kim Dżong Ilowi. Oficjalnej delegacji z Południa na pogrzeb dyktatora jednak nie będzie

Lee Hee-ho wdowa po byłym prezydencie Korei Południowej
Fot. AP
Lee Hee-ho wdowa po byłym prezydencie Korei Południowej
Osiemnastoosobowa delegacja żałobna z Seulu składa się dwóch grup. Na czele pierwszej, trzynastoosobowej stoi właśnie Lee Hee ho, drugą prowadzi Hyun Jeong Eun, szefowa koncernu Hyundai. W poniedziałek grupy przekroczyły obstawioną żołnierzami granicę i pojechały do Pjongjangu. Tam spotkały się z Kim Dżong Unem, synem zmarłego i jego następcą. To jego pierwsze spotkanie z wysłannikami Korei Południowej. Później delegacja z Seulu pojechała do mauzoleum w Kumsusanie i złożyła hołd Kim Dżong Ilowi.

- Mam nadzieję, że moja wizyta polepszy stosunki obu państw - mówiła na przejściu granicznym Lee Hee-ho. I dodała, że jedzie do Pjongjangu, by po prostu złożyć kondolencje.

To, że Lee Hee-ho pojechała do Pjongjangu, ma wymiar symboliczny. Kim Dżong Ila znała osobiście od 2000 r., kiedy spotkali się na pierwszym szczycie Korei Północnej i Południowej od czasu końca wojny w 1953 r. Szczyt był dziełem jej męża Kima De Dzunga, którego kadencja prezydencka upłynęła pod hasłem pojednania z Północą. To on wymyślił tzw. politykę słoneczną. Miała ona pomóc reżimowi w demokratyzacji i za pomocą dyplomacji zakończyć trwający pół wieku stan napięcia zimnowojennego. Za doprowadzenie do koreańskiego szczytu Kim De Dzung dostał w 2000 r. pokojowego Nobla.

- Przewodniczący Kim Dżong Il wysłał do Seulu delegację, kiedy mój mąż zmarł w 2009 r. Uważam, że naszym obowiązkiem jest wyrazić teraz żal - tłumaczyła w poniedziałek Lee Hee-ho.

Rządząca po swoim zmarłym mężu potężnym koncernem Hyundai'a Hyun Jeong-eun też o ma od lat bliskie kontakty z Północą. Jej były mąż mocno popierał inwestycje w Korei Północnej i to dzięki niemu koncern zbudował fabryki w specjalnej strefie ekonomicznej Kaesong w Korei Północnej. Kiedy zmarł w 2003 r., Pjongjang także wysłał oficjalne kondolencje.

Poniedziałkowa delegacja będzie prawdopodobnie jedyną, jaką wyśle Południe na pogrzeb dyktatora. Ministerstwo ds. zjednoczenia, które zatwierdza wszystkie kontakty między państwami półwyspu, zapowiada, że nie będzie żadnych rządowych wysłanników na środowy pogrzeb Kim Dżong Ila. Na Północ nie mogą też jeździć, by składać kondolencje, prywatne grupy. Po śmierci dyktatora 17 grudnia Seul nie złożył oficjalnych kondolencji. Wyraził tylko "wyrazy współczucia" dla Koreańczyków z Północy.

Zdaniem Pjongjangu to za mało. Chociaż władze Południa powtarzają, że nie chcą pogorszenia stosunków, to media północnokoreańskie piszą o tym, że Seul "oblał kolejny test" i przyjął "wrogą postawę". Możliwe więc, że powtórzy się scenariusz z 1994 roku. Wówczas to relacje stały się jeszcze bardziej napięte, gdyż po śmierci Kim Ir Sena Południe nie wysłało na jego pogrzeb żadnej delegacji.

Następcą Kim Dżong Ila został jego najmłodszy syn Kim Dżong Un. Niespełna trzydziestoletni, niemający żadnego doświadczenia politycznego mężczyzna błyskawicznie przejmuje po ojcu kolejne funkcje i tytuły. W poniedziałek został mianowany szefem Komitetu Centralnego Partii Pracy, czyli przywódcą partii i zwierzchnikiem armii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':