"Widząc jego oddanie dla narodu, ludzie zalewali się łzami i błagali, by nie podróżował tyle po zaśnieżonych drogach, w wielki mróz i by nie przepracowywał się, ślęcząc po nocach" - pisze północnokoreańska agencja prasowa KCNA.
69-letni Kim Dżong Il zmarł w sobotę rano w pociągu z powodu niewydolności wieńcowej. Od pewnego czasu chorował na serce. "Dzięki patriotycznemu oddaniu Kim Dżong Ila, który zatrzymywał do ostatnich chwil swego życia wyjący wiatr historii, wiosna pomyślności w socjalizmie na pewno nastanie" - pisze KCNA.
Według oficjalnej biografii Kim Dżong Il urodził się w 1942 r. na świętej górze Pektu. Tamtego dnia zima miała zamienić się w wiosnę i pokazała się tęcza. W dniu jego śmierci
przyroda była w żałobie: temperatura spadła o kilka stopni (była najniższa w tym sezonie), a poprzedniego dnia "na morzach od Wschodu i Zachodu wiatr wiał z prędkością 10 do 15 m na sekundę, wywołując dwu- i trzymetrowe fale".
Tymczasem Koreańczycy łkają i padają na kolana na pokrytych śniegiem ulicach Pjongjangu, unoszą ramiona do nieba i biją pięściami o bruk. Żałoba po zmarłym, który budował broń atomową, głodząc naród, potrwa do 29 grudnia.
Nie wiadomo, na ile ta rozpacz jest szczera, bo w Korei Północnej każdy każdego szpieguje i panuje tam powszechne donosicielstwo. - Jesteśmy pogrążeni w głębokim smutku z powodu utraty dobrotliwego ojca naszego narodu - mówi agencji AP przewodnik po muzeum Koreańskiej Historii Rewolucyjnej Ri Ho II. - Bronił szczęścia ludu, prowadząc nas w swym marszu do przodu dzień i noc.
Handlarze z Korei Północnej znajdujący się w Dandongu, po chińskiej stronie granicznej rzeki Jalu, uciekają przed reporterami, są wystraszeni. W ich kraju każdy drży teraz o własne życie. W 1994 r., po śmierci Kim Ir Sena, jego następca Kim Dżong Il kazał stracić lub wysłać do obozów setki oficerów i działaczy.
Od dwóch dni wiadomo, że - tak jak jego ojciec - Kim Dżong Il zostanie zabalsamowany. Spreparowanie zwłok Kim Ir Sena, założyciela jedynej monarchii komunistycznej świata, kosztowało milion dolarów. Kolejne 800 tys. dol. pochłonęła konserwacja mumii w moskiewskim Instytucie Badań Naukowych nad Strukturami Biologicznymi.
Kim Dżong Il spocznie u boku ojca w mauzoleum w Kumsusan - wizyta tamże jest obowiązkowym punktem każdej wizyty w Pjongjangu.
Przywódcy północnokoreańscy są przedmiotem kultu jednostki. O Kim Dżong Unie KCNA napisała, że jest "urodzony w niebie". Ujawniła też, że Kim Dżong Un urodził się na świętej górze Pektu. Można założyć, że z czasem jego biografia zostanie wzbogacona o nowe elementy, które udowodnią, że był nadczłowiekiem. Zauważono już, że następca, który wie, że dla generałów jest zbyt młody, upodabnia się do swego dziadka Kim Ir Sena - chodzą nawet słuchy, że poddał się operacji plastycznej.
Kim Dżong Un był w pociągu z ojcem gdy ten zmarł. Po jego śmierci przejął kontrolę nad sytuacją - polecił armii wrócić do koszar i ich nie opuszczać. Agencja Yonhap z Seulu pisze, że uczynił to z obawy przed falą dezercji, a może i buntów.
Rok temu Kim Dżong Un został czterogwiazdkowym generałem. Ojciec obdarzał go coraz wyższymi stanowiskami. We wrześniu 2010 r. został mianowany zastępcą przewodniczącego Centralnej Komisji Obrony, najwyższego ciała w kraju i wszedł do Biura Politycznego.
Jednak Kim Dżong Il za późno zabrał się za przekazywanie władzy - sam szykował się do sukcesji po Kim Ir Senie przez 14 lat. Kim Dżong Unowi brakuje więc oparcia w armii. Musi objąć do ojcu stanowisko sekretarza generalnego Koreańskiej Partii Robotniczej i przewodniczącego centralnej komisji wojskowej. Nie jest to takie proste, bo - według zwyczajów koreańskich - czeka go najpierw kilkuletnia żałoba. Na razie więc podzieli się władzą z wujem Czang Song Tekiem i z armią - poinformowało w środę anonimowe źródło bliskie władzom w Pjongjangu i Pekinie cytowane przez agencję Reuters.
Wraz z odejściem Kim Dżong Ila odcięta od świata
Korea Północna przechodzi od silnej dyktatury do zbiorowych rządów - twierdzi to samo źródło. Jego 65-letni wuj, szwagier zmarłego, to ambitny i wytrawny polityk. Młokosowi bez doświadczenia niełatwo będzie go odsunąć.
Korea Północna, która ma broń nuklearną, przeprowadziła w poniedziałek na wschodnim wybrzeżu próbę z pociskiem rakietowym krótkiego zasięgu. Jej celem było ostrzeżenie Stanów Zjednoczonych, by powstrzymały się od działań przeciw Korei. Pjongjang nie planuje jednak obecnie dalszych prób, chyba że zostanie sprowokowany. - Chciał pokazać, że jest w stanie się obronić - twierdzą eksperci.
Reuters uważa te wiadomości za wiarygodne, gdyż pochodzą od źródła, które w przeszłości informowało agencję o planach przeprowadzenia przez Koreę pierwszej próby nuklearnej w 2006 r.
Śmierć Kima zaskoczyła wywiad amerykański, ale wiedział o niej od początku wywiad chiński. Ambasador tego kraju w Pjongjangu zameldował o niej w sobotę - pisze jedna z gazet w Seulu.