http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śmierć Kim Dżong Ila zaskoczyła wywiad USA

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2011-12-21, ostatnia aktualizacja 2011-12-21 00:02

Ciało Kim Dżong Ila zostało wystawione w mauzoleum w Kumsusan
Ciało Kim Dżong Ila zostało wystawione w mauzoleum w Kumsusan
Fot. KYODO REUTERS

Zachodni eksperci i analitycy przyznają, że okoliczności śmierci Kima Dżong Ila upewniły ich w jednym, w tym mianowicie, że o Korei Północnej nie wiedzą prawie nic. Dotkliwą klęskę poniosły szczególnie służby specjalne Korei Południowej i USA

Kim Dżong Il i Bill Clinton, 2009 r.
Fot. KCNA REUTERS
Kim Dżong Il i Bill Clinton, 2009 r.
Choć śmierć dopadła Kima w sobotę rano czasu lokalnego, czyli w piątek wieczorem czasu waszyngtońskiego, nikt poza grupą wtajemniczonych w Korei Północnej nie miał o tym pojęcia przez następnych 51 godzin.

Ani stała obserwacja amerykańskich satelitów szpiegowskich, ani nasłuch elektroniczny za pomocą superczułych południowokoreańskich anten rozmieszczonych na granicy, ani szpiedzy nie zanotowali panicznych telefonów między najwyższymi urzędnikami komunistycznej Korei. Ani wielkiej liczby żołnierzy gromadzących się wokół pociągu, w którym umarł dyktator - zauważa "New York Times".

Jest to szczególnie wstydliwe dla południowokoreańskich władz i służb, które dokładają wszelkich starań, żeby obserwować nieobliczalnego i nuklearnego sąsiada. To sprawa życia i śmierci, bo Seul jest zaledwie 50 km od granicy. Armia z Południa żyje w zasadzie w stanie permanentnego alarmu.

Tymczasem służby przegapiły nawet zapowiedź północnokoreańskiej telewizji o 10 rano w poniedziałek, że w samo południe nadane zostanie "nadzwyczajne oświadczenie". Jest to tym dziwniejsze, że podobny komunikat nadano na kilka godzin przed ogłoszeniem śmierci Kim Ir Sena w 1994 roku (zresztą w tamtym przypadku Pjongjang zwlekał tylko 22 godziny z podaniem informacji, a nie 51 godzin jak teraz).

Dopiero kiedy w samo południe pokazała się prezenterka w żałobnym stroju i ponurą miną, urzędnik obserwujący północnokoreańską telewizję doznał olśnienia i krzyknął: "O, Boże!".

- To klęska naszego wywiadu - komentował Kwon Seon-taek, opozycyjny deputowany parlamentu w Seulu. Szef parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych Kwon Young-se zapowiedział, że winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

Niewiele lepiej wypadły amerykańskie służby, dla których była to już zresztą druga poważna wpadka w ostatnim czasie. Rok temu okazało się, że Korea Północna zbudowała pod nosem całego świata fabrykę wzbogaconego uranu (wcześniej cały jej program atomowy opierał się na plutonie, którego naukowcy Kima mają prawdopodobnie dosyć na osiem głowic atomowych). Jednakże nie dowiedzieliśmy się o tym ze zdjęć amerykańskich satelitów, tylko od Koreańczyków z Północy, którzy zaprosili do fabryki amerykańskiego profesora ze Stanford University Siegfrieda Heckera. Słowo "kompromitacja" nie jest tutaj na wyrost, ponieważ CIA od dawna podejrzewała, że Koreańczycy pracują nad wzbogacaniem uranu i wytrwale obserwowała całą Koreę Północną za pomocą satelitów szpiegowskich. Okazało się, że fabryka powstała niepostrzeżenie w... głównym północnokoreańskim kompleksie atomowym w Jongbion!

- Śmierć Kima powinna nam uprzytomnić, jak mało wiemy - mówi nam Ellen Kim z waszyngtońskiego Center for Strategic and International Studies, która przyznaje, że bycie ekspertem ds. komunistycznej Korei jest wyjątkowo trudnym zadaniem.

O Korei Północnej pisze się grube raporty i wielostronicowe analizy oparte zwykle na bardzo wątłych, jeśli nie wyssanych z palca informacjach. Prawie nic nie wiadomo o następcy Kima, jego najmłodszym synu Kim Dżong Unie.

- Mówiło się, że niewielki przemyt ludzi i towarów - czy to przez granicę chińską, czy za sprawą uciekinierów z Północy na Południe - powoli rozszczelnia wielki mur informacyjny wzniesiony przez dziesięciolecia. Mur jest ciągle bardzo solidny - zauważa Ellen Kim.

Przyczyną śmierci dyktatora był, jak wynika z oficjalnych komunikatów, zawał serca z przepracowania. Ostatni tydzień życia przywódca spędził w rozjazdach. 10 grudnia był w fabryce butów i w zakładach chemicznych w południowej prowincji Hamgyong, a potem przeprowadził inspekcję w komisariacie w Pjongjangu. 15 grudnia sfotografowano go na schodach ruchomych w centrum handlowym w Kwangbok, dopiero co oddanym do użytku. Przed śmiercią był jeszcze - to znowu wiemy z oficjalnych komunikatów - w fabryce płyt DVD.

- Przepływ informacji wciąż blokuje duszna atmosfera życia społecznego w Korei Północnej - wyjaśnia Ellen Kim. - Blokada działa w dwie strony. To prawda, że przez chińską granicę przemyca się np. seriale z Korei Południowej, z których poddani reżimu dowiadują się, jak wygląda życie w normalnym świecie. Ale też boją się o tym opowiedzieć nawet najbliższym znajomym, bo wszyscy się szpiegują, donoszą na siebie władzom. Za oglądanie południowokoreańskich seriali można trafić na kilka lat do obozu pracy. Dlatego uciekinierzy, którzy przedzierają się na Południe, mogą nam tylko opowiedzieć o codzienności życia za wielkim murem, a prawie nic o mechanizmach władzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 1
  • 3
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':