http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po Kimie ma być Kim

Maria Kruczkowska, mz
2011-12-20, ostatnia aktualizacja 2011-12-20 00:12

Mieszkańcy Pjongjangu pod pomnikiem Kim Ir Sena, założyciela państwa i ojca zmarłego dyktatora
Mieszkańcy Pjongjangu pod pomnikiem Kim Ir Sena, założyciela państwa i ojca zmarłego dyktatora
Fot. AP

Ukochany Przywódca zmarł - poinformował wczoraj po dwóch dniach zwłoki Pjongjang. Następcą ma być ledwie 27-letni syn dyktatora Kim Dżong Un. Nikt nie wie, co teraz się zdarzy na Półwyspie Koreańskim

Nie wiadomo, dlaczego z informacją o śmierci zwlekano tak długo. Według oficjalnej wersji 69-letni Kim zmarł w sobotę o 8.30 czasu lokalnego w pociągu, którym podróżował. Doznał rozległego zawału serca "w warunkach - jak pisze północnokoreańska agencja KCNA - wielkiego napięcia umysłowego i fizycznego".

Ubrana na czarno spikerka telewizji ogłaszała tę wiadomość załamującym się głosem. Na zdjęciach z Pjongjangu widać ludzi histerycznie rozpaczających po przywódcy, który wydał miliardy na wyprodukowanie bomby atomowej, nie przejmując się zupełnie, że z głodu zmarły setki tysięcy, a może nawet milion, rodaków.

Żałoba potrwa do 29 grudnia. - Naród musi przemienić żal w siłę, aby pokonać trudności - wzywa KCNA. Trumna zostanie wystawiona dziś w mauzoleum Kumsusan, gdzie spoczywa Kim Ir Sen, założyciel państwa i ojciec zmarłego. Pogrzeb odbędzie się 28 grudnia w Pjongjangu bez udziału zagranicznych delegacji.

Następcą został najmłodszy syn dyktatora, 27- lub 28-letni Kim Dżong Un, tytułowany Wielkim Następcą. Ma być trzecim w dynastii, która rządzi Koreą Północną od powstania państwa w 1945 r.

"Wszyscy członkowie partii, armii oraz społeczeństwa mają się wiernie podporządkować autorytetowi towarzysza Kim Dżong Una oraz chronić i umacniać zjednoczony front partii, armii i ludu" - pisze KCNA. Jednak otoczenie Kima obawia się dokładnie czegoś przeciwnego. Młody Kim jest praktycznie nieznany w kraju.

Uczeń szwajcarskiego liceum, cywil, któremu rok temu ojciec dał stopień generała, nie jest autorytetem dla wyższych oficerów. Jedynym znanym tytułem do rządzenia jest jego metryka urodzenia i wybór ojca, który uznał, że z trzech jego synów ten najbardziej go przypomina.

Aby się uwiarygodnić, Wielki Następca stara się fizycznie upodobnić do dziadka Kim Ir Sena.

Wśród ekspertów panuje przekonanie, że młody Kim Dżong Un przynajmniej przez pewien czas będzie musiał się podzielić władzą z generałami. Zapewne przez pierwsze lata faktyczna władza przypadnie szwagrowi zmarłego - Chang Sung tekowi, który będzie regentem.

- Kim Ir Sen zaczął przygotowywać Kim Dżong Ila do sukcesji już około 1980 r., czyli na 14 lat przed śmiercią. Kim Dżong Un miał mniej niż dwa lata, nie mówiąc już o tym, że sam jest bardzo młody - przypomina Kongdan Oh, ekspertka amerykańskiego Brookings Institution.

Przewiduje ona poważne kłopoty z sukcesją. Jej zdaniem nastąpi teraz okres pozornego spokoju w polityce wewnętrznej. W najbardziej optymistycznym scenariuszu walka o udział we władzy zaprzątać będzie polityków z Północy tak mocno, że nie będą mieć czasu na sprawianie światu problemów.

Co teraz czeka Półwysep Koreański? Są eksperci, którzy sądzą, że Kim Dżong Un będzie kontynuował twardą politykę ojca - rozwijał programy zbrojeniowe i prowokował Koreańczyków z Południa oraz Japończyków, by się uwiarygodnić w oczach generałów. Wtedy o żadnym otwarciu kraju na świat nie może być mowy.

Wiadomość o śmierci Kima wzbudziła niepokój w regionie. Korea PołudniowaJaponia postawiły swe siły w stan pogotowia. W poniedziałek Koreańczycy z Północy odpalili rakietę krótkiego zasięgu, ale zapewne był to rutynowy test.

Tokio i Seul konsultują się z USA, a obawy budzi przede wszystkim możliwość rozpadu kraju, który ma broń masowego rażenia - nie tylko atomową, ale również chemiczną i bakteriologiczną. Niepokój jest zrozumiały bo - jak mówi Victor Cha, koreanista z USA - nagła śmierć Kima może oznaczać początek rozpadu reżimu. A teraz ten właśnie scenariusz się realizuje.

Chiny, jedyny sojusznik i sponsor północnokoreańskiego reżimu, uczciły zmarłego i zaoferowały kontynuację pomocy gospodarczej. Pekin od lat konsekwentnie wspiera Pjongjang, ponieważ nie chce zjednoczenia Korei ani chaosu u swych granic po ewentualnym rozpadzie Północy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':