http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nowy traktat wzmocnionej unii gospodarczej UE już napisany

Tomasz Bielecki, Bruksela
2011-12-16, ostatnia aktualizacja 2011-12-16 18:49

Jeśli Polska podpisze umowę o dyscyplinie budżetowej, to nowe rygory zaczną nas obowiązywać dopiero po zamianie złotego na euro - potwierdza projekt traktatu, który Herman Van Rompuy przesłał do stolic UE.

Herman Van Rompuy
Fot. REUTERS/YVES HERMAN
Herman Van Rompuy
Ponieważ brytyjski premier David Cameron zablokował na ostatnim szczycie UE przyjęcie nowych zasad dyscypliny budżetowej poprzez poprawki do traktatów UE, więc rygory będą wprowadzone odrębną umową o "wzmocnionej unii gospodarczej". Chęć jej podpisania zgłosili przywódcy wszystkich państw eurolandu oraz Polska wraz z resztą krajów spoza eurolandu (bez Brytyjczyków).

Ośmiostronicowy projekt kończy się artykułem, który mówi wprost, że nowe obostrzenia są obowiązkowe tylko dla krajów euro (o ile podpiszą umowę), a w reszcie państw nabiorą mocy prawnej, kiedy przejdą na wspólną walutę.

Mogą jednak już wcześniej respektować część postanowień umowy. Polska dyplomacja od początku tak rozumiała decyzje szczytu UE, natomiast np. węgierski premier Viktor Orbán żądał zapisów, że Budapeszt będzie musiał poddać się nowym regułom dopiero po porzuceniu forinta.

Umowa zacznie obowiązywać, kiedy ratyfikuje ją co najmniej dziewięć krajów euro (będzie wtedy obowiązywać tylko na ich terenie), co jest rzadkim w Brukseli przypadkiem odejścia o zasady jednomyślności przy układach tak wysokiej rangi.

My przed przyjęciem euro będziemy mieć w tej umowie status de facto obserwatora. Nasza ratyfikacja nie będzie miała wpływu na wejście umowy w życie, a Polska nie będzie uczestniczyć w głosowaniach.

Jaka będzie praktyczna różnica między Warszawą (przed przyjęciem euro) i Londynem, który pozostanie poza nowym układem? - Będziecie zasiadać przy jednym stole z siedemnastką państw euro. Uczestniczyć w dyskusjach, wpływać na kolejne reformy - mówi zachodni dyplomata.

Co się stanie, jeśli jakiś kraj euro, np. Słowacja, nie ratyfikuje umowy? - Pod względem prawnym taki kraj nie będzie związany jej wymogami, ale pod względem politycznym taka niespójność w eurolandzie będzie trudna do utrzymania - mówi rozmówca z Rady UE.

Projekt powtarza postanowienia szczytu. Kraje euro powinny wprowadzić do konstytucji zasadę zrównoważonego budżetu z maksymalnym deficytem strukturalnym (z uwzględnieniem koniunktury gospodarczej) na poziomie 0,5 proc. PKB. Rzetelność tych zapisów konstytucyjnych ma sprawdzać unijny trybunał w Luksemburgu.

Zwiększy się automatyzm sankcji, gdy deficyt budżetowy przekroczy 3-proc. PKB. W umowie są też zapisy o szybkim zbijaniu długu publicznego, jeśli przekracza 60 proc. PKB, które obowiązują już w UE dzięki ustawom unijnego "sześciopaku", który wynegocjowała polska prezydencja.

- Jesteśmy zadowoleni, że projekt zachowuje otwarcie na wszystkie chętne kraje. Teraz trzeba wysłuchać, co wszystkie kraje UE mają do powiedzenia w sprawie tego dokumentu - mówi Konrad Niklewicz, rzecznik polskiej prezydencji.

Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy chce, by zatwierdzony tekst umowy był gotowy do końca stycznia, by zatwierdzić go na marcowym szczycie. Na poświęcone projektowi spotkanie ekspertów z krajów UE w przyszły wtorek zaproszono też Brytyjczyków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':