- Nie okazała pani wyrzutów sumienia ani z powodu śmierci kota, ani z powodu traumy, którą zafundowała pani swej byłej przyjaciółce - Ginie Robins usłyszała te słowa od sędziów sądu magistrackiego w Torbay.
Choć obrońca tłumaczył, że był to jej jednorazowy występek, a matka trojga dzieci nigdy wcześniej ani też później nie dopuszczała się okrucieństwa wobec zwierząt, do 168 dni więzienia sąd dołożył jeszcze dziesięć lat zakazu posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia domowego.
W lutym Robins w wymyślny sposób zemściła się na swej koleżance Sarze Knutton za to, że ta nasłała policję na jej partnera. Robbins przyszła do Knutton z najmłodszym dzieckiem na ręku, prosząc o możliwość podgrzania jedzenia dla malucha. Kiedy została sama w kuchni, wepchnęła do mikrofalówki dziesięciotygodniowego kociaka i nastawiła urządzenie na pieczenie. Następnie wyszła z mieszkania Knutton, dziękując jej jak gdyby nigdy nic za udostępnienie mikrofalówki.
Kiedy właścicielka wpadła po chwili do kuchni, zaalarmowana dziwnymi dźwiękami z mikrofalówki, było już za późno. SMS od Robins rozwiał wątpliwości: "Pamiętasz powiedzenie: Masz to, na co zasługujesz? Właśnie zaczyna ci to doskwierać! Kot? To twoja Karma".
Głośna na Wyspach sprawa kotobójczyni z Devonu to tylko jeden z ok. 2 tys. przypadków okrucieństwa wobec zwierząt, których sprawcy co roku stają przed angielskimi i walijskimi sądami. Przypadków złamania ustawy zapobiegającej okrucieństwu wobec zwierząt jest znacznie więcej, ale nie znajdują finału w sądzie.
Dzieje się tak mimo sporej świadomości społecznej (o prawach zwierząt w Anglii debatuje się już od XIX w.) i dobrej współpracy Królewskiego Towarzystwa Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt (RSPCA) z policją oraz sądami. RSPCA, utrzymywane z prywatnych dotacji i odpisów podatkowych, dysponuje zresztą swoistą "zwierzęcą policją", czyli prężną siecią kilkuset inspektorów i urzędników dbających o zwierzęta.
Od 2007 r. w Anglii i Walii obowiązuje nowe prawo regulujące sytuację zwierząt. Za okrucieństwo wobec nich można skazać maksymalnie na 51 tygodni więzienia, grzywnę do 20 tys. funtów oraz dożywotni zakaz posiadania zwierząt (w Polsce maksymalna kara to dwa lata więzienia). Ustawa zawiera też nakaz dbania o zwierzęta poprzez zapewnienie im odpowiedniego lokum, pokarmu i opieki (w tym weterynaryjnej). Ci, którzy tego swym pociechom nie dostarczają, też mogą liczyć się z karą więzienia.
Brytyjczycy słyną z miłości do zwierzaków domowych. Oprócz 8 mln psów (najwięcej labradorów) w zamieszkanej przez 62 mln ludzi Wielkiej Brytanii żyje ok. 8 mln kotów (górą są dachowce i mieszańce), milion króliczków, milion różnego rodzaju ptaszków (kanarki, papugi itd.), po pół miliona świnek morskich i chomików, 300 tys. kucyków, 200 tys. żółwi i aż 50 mln rybek w ogrodach i akwariach.
Według szacunków psich i kocich think tanków zwierzaki kosztują rocznie Brytyjczyków 3-4 mld funtów rocznie - więcej niż kosmetyki czy ciastka. Z sondaży wynika, że 63 proc. wyspiarzy wydaje na zwierzaki więcej niż na przyjaciół, a 14 proc. - więcej niż na członków rodziny! Szacuje się, że na same tylko prezenty gwiazdkowe dla brytyjskich zwierzaków co roku idzie na Wyspach ok. 150 mln funtów!
A jednak w tym wydawałoby się zwariowanym na punkcie zwierzaków kraju zdarzają się wciąż takie przypadki jak ten z Devonu. W 2010 roku na gorącą linię RSPCA dzwoniono aż 1,1 mln razy, zgłaszając przypadki dręczenia bądź trzymania zwierząt w karygodnych warunkach. W tym samym roku inspektorzy towarzystwa uratowali przed śmiercią ponad 130 tys. zwierzaków, zabrali ponad 211 tys. do klinik weterynaryjnych, prawie 80 tys. wysterylizowali, a 67 tysiącom zaszczepili mikroczipy z danymi pozwalającymi na identyfikację i ewentualne przyszłe leczenie.
W ostatnich latach walce z okrucieństwem zwierząt pomagają media i przede wszystkim portale społecznościowe, choć czasami takie kampanie rozkręcają się do absurdalnych rozmiarów. Tak było w sierpniu 2010 r., kiedy za pośrednictwem YouTube i innych serwisów społecznościowych grubo ponad milion ludzi zobaczyło, jak 45-letnia Brytyjka Mary Bale z Coventry wrzuca spotkanego na ulicy kota do pojemnika na śmieci.
Choć kotu nic się nie stało (po 15 godzinach właściciele znaleźli go w pojemniku), brytyjskie tabloidy nazwały Bale "kobietą, która wyrzuciła kota do kosza" i okrzyczały najbardziej znienawidzoną osobą w Wielkiej Brytanii. Kiedy w październiku 2010 r. Bale stanęła przed sądem za spowodowanie niepotrzebnego cierpienia kota, sędzia wziął pod uwagę medialny lincz, przez który przeszła, i skazał ją ledwie na 250 funtów grzywny.
Tym samym Brytyjczykom, którzy oburzali się na Bale, nie przeszkadzało, że w 2001 roku podczas wielkiej epidemii pryszczycy hodowcy wybili w Wielkiej Brytanii ponad 10 mln krów i owiec! Zdaniem obrońców zwierząt powodem tej masowej rzezi były głównie względy ekonomiczne.
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>