Unia chce w ten sposób mieć narzędzie do nacisku na prezydenta Wiktora Janukowycza, by zaprzestał prześladowania opozycji. Chodzi głównie o niedawne skazanie na siedem lat więzienia byłej premier Julii Tymoszenko za podpisanie rzekomo niekorzystnych umów gazowych z Rosją w 2009 r. Z powodu prześladowania przywódczyni opozycji
Bruksela odwołała już jeden szczyt z Ukrainą, na którym miano parafować umowę stowarzyszeniową.
Dlatego scenariusz wydarzeń 19 grudnia będzie prawdopodobnie taki, że obie strony ogłoszą w Kijowie "finalizację negocjacji" umowy powiązanej z umową o wolnym handlu, ale jej nie parafują.
Temu scenariuszowi zagraża jednak trwający wciąż spór o jedno zdanie w preambule, w którym - czego chce Kijów - UE miałaby uznać "europejską tożsamość" Ukrainy. W języku dyplomatycznym oznacza to, że Unia nie wyklucza przyszłego członkostwa Ukrainy w UE.
Jeden zapis o takiej wymowie już jest w tekście porozumienia. Nowy postulat co do "tożsamości", któremu do wczoraj byli przeciwni
Niemcy, może być - jak twierdzą przeciwnicy Janukowycza - pretekstem dla Kijowa, by zrzucić winę za brak parafowania umowy na nieustępliwość UE.
Nic nie przyniosła misja ostatniej szansy, jakiej podjął się Štefan Füle, komisarz UE ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa. Wrócił z Kijowa z niczym - choć we wtorek rozmawiał przez trzy i pół godziny z Janukowyczem, nie uzyskał od niego żadnych ustępstw w sprawie Tymoszenko i innych ściganych sądownie opozycjonistów.
Po spotkaniu z prezydentem Füle jako pierwszy przedstawiciel UE uzyskał zgodę na widzenie z uwięzioną Tymoszenko. Podczas 40-minutowej rozmowy ponowiła ona apel, by UE i
Ukraina jak najszybciej zakończyły rozmowy o umowie stowarzyszeniowej, gdyż jest to ważne nie dla polityków w Kijowie, ale dla zwykłych Ukraińców.
Unia chce, by Tymoszenko jak najszybciej nie tylko odzyskała wolność, lecz mogła także powrócić do życia politycznego i wziąć udział w przyszłorocznych
wyborach parlamentarnych.
We wtorek sąd apelacyjny w Kijowie zaczął rozpatrywać jej odwołanie od październikowego wyroku. Sama Tymoszenko, jak dowodzą obrońcy przywódczyni opozycji, nie jest w stanie stawić się w sądzie z powodu ciężkiej choroby. Adwokaci domagali się więc odłożenia rozprawy, a blisko 2 tys. jej zwolenników próbowało wczoraj szturmować gmach sądu, by nie dopuścić do procesu. Odparły ich specjalne oddziały milicji.
Sąd zdecydował, że może prowadzić rozprawę pod nieobecność Tymoszenko. Tłumaczył to m.in. tym, że zgodnie z dokumentami wystawionymi przez lekarzy więziennych jej stan nie jest na tyle zły, by nie mogła być dowieziona na salę sądową.
Była premier, która dwa lata temu konkurowała z Janukowyczem w wyborach prezydenckich, została już skazana w jednej sprawie, a władze prowadzą przeciw niej jeszcze dziesięć śledztw karnych, postępowań skarbowych i podatkowych sięgających nawet z lat 90. Niektóre z nich w przeszłości zakończyły się w sądach decyzjami korzystnymi dla Tymoszenko.