- Powinniśmy bronić naszej sieci przed buntownikami, hakerami i podżegaczami - mówił w piątek białoruski prezydent na 41. zjeździe Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży (BRSM). - W tej sprawie liczę na was. Jeżeli nas atakują, to powinniśmy się bronić - tłumaczył.
Jako pozytywny przykład działań tej młodzieżówki Łukaszenka przytoczył akcje przeciwko organizatorom "milczących protestów", czyli zgromadzeń na ulicach białoruskich miast zwoływanych przez internet, które latem wstrząsnęły Białorusią. - Kiedy służby specjalne pewnych krajów próbowały wywołać tak zwaną rewolucję za pomocą portali społecznościowych, znaleźliśmy sposób na to, by stawić im czoło. 20 młodych ludzi zdołało to zneutralizować - mówił białoruski przywódca.
Zdaniem władz "atak na Białoruś" został przeprowadzony wówczas z Polski, a kierował nim białoruski uchodźca Wiaczesłau Dzianau pracujący rzekomo dla zachodnich służb.
- Łukaszenka kłamie. "Milczące protesty" zostały zdławione za pomocą represji. Owszem, w naszych grupach dyskusyjnych pojawiały się wpisy, których autorami byli zwolennicy władzy. Jednak nie miało to większego wpływu na ruch - mówi nam Dzianau, jeden z administratorów grupy dyskusyjnej "Rewolucja za pomocą portali społecznościowych" działającej na rosyjskim odpowiedniku Facebooka.
Jednak władza wiele sobie obiecuje po internetowej aktywności młodzieżówki. - Stworzyliśmy 500
blogów, by przeciwstawić się fałszom i brudowi, które są rozpowszechniane w sieci - zapowiadał przywódca BRSM Igor Buzouski.
Blogi łukaszenkowskiej młodzieżówki są tubami propagandowymi, które w znaczniej mierze po prostu przedrukowują wiadomości rządowej agencji Biełta i mają bardzo niewielu stałych czytelników. Umieszczane są też na nich sprawozdania ze spotkań kierownictwa organizacji z jej członkami. Można tam znaleźć m.in. informacje o tym, że "klucze od traktora
Białoruś zostały wręczone młodzieży, która aktywnie uczestniczy w rozwoju rolnictwa na Grodzieńszczyźnie" albo że "Białoruś jest najbardziej niepodległym państwem świata".
Jaugen Lipkowicz, jeden z najpopularniejszych białoruskich blogerów, przekonuje, że
blogi młodzieżówki władzy to kula w płot. - Internet jest strefą wolności. A władze nie mają żadnych sensownych propozycji dla wolnych ludzi. Władze prezentuja w telewizji tylko swój punkt widzenia i nie dopuszczają żadnej krytyki - mówi Lipkowicz.
Popularność opozycji w internecie i rosnący wpływ niezależnych internetowych mediów jest od lat solą w oku władzy. Mimo to dotychczas Łukaszenka decydował się na blokowanie dostępu do popularnych witryn opozycyjnych tylko w czasie wielkich protestów bądź innych wydarzeń politycznych.
Władze zablokowały też dostęp do najpopularniejszych niezależnych portali Charter97.org i Belaruspartisan.org w państwowych urzędach, a także szkołach, bibliotekach i państwowych instytucjach kultury. Nie udało się jednak zmniejszyć ich popularności. Charter97.org jest dziś odwiedzany przez 100 tys. internautów dziennie, podczas gdy reżimowy portal Bełaruś Segodnia ma zaledwie ok. 2,5 tys. wejść. - Władze przegrywają wojnę w internecie i nie mają pomysłu na to, jak objąć tam rząd dusz - mówi "Gazecie" Aleksander Starikiewicz, naczelny internetowej gazety "Solidarność".