http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kłopoty bohatera "Hotelu Ruanda"

Wojciech Jagielski
2011-12-09, ostatnia aktualizacja 2011-12-09 13:09

Paul Rusesabagina, który ocalił ponad tysiąc ludzi od śmierci podczas etnicznych rzezi z 1994 r., został w Ruandzie oskarżony o konszachty z ludobójcami i udział w spisku mającym przywrócić ich do władzy

Waszyngton, 9 listopada 2005 r. Prezydent USA George Bush dekoruje Paula Rusesabaginę Medalem Wolności
Fot. Paul Morse / White House
Waszyngton, 9 listopada 2005 r. Prezydent USA George Bush dekoruje Paula...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
W listopadzie 2010 r. Rusesabagina odebrał w Waszyngtonie nagrodę fundacji Lantos przyznawaną za działalność na rzecz sprawiedliwości i przestrzegania praw człowieka, którą wcześniej otrzymali m.in. Dalajlama i Elie Wiesel. W 2005 r. prezydent USA George Bush przyznał mu Medal Wolności, jedno z najwyższych amerykańskich odznaczeń.

Kilkanaście dni temu ruandyjska prokuratura oficjalnie postawiła mu zarzuty o udział w rebelii i działalność wywrotową. - Mamy przekazy pieniężne, jakie otrzymywali od niego zbrodniarze z Demokratycznych Sił na rzecz Wyzwolenia Ruandy, mamy też inne dowody przekazane nam przez prokuratury USA i Belgii - oświadczył rzecznik ruandyjskiej prokuratury Alain Mukuralinda.

Przywódcami Demokratycznych Sił na rzecz Wyzwolenia Ruandy są watażkowie Hutu, którzy w 1994 r. wymordowali w Ruandzie prawie milion Tutsi i wspierających ich Hutu, a następnie, rozgromieni przez nacierających z Ugandy partyzantów Tutsi, schronili się w Kongu przed karą i zemstą.

Uosobieniem dobra, które zwycięża zło, 56-letni dziś Rusesabagina stał się w świecie, gdy na podstawie jego losów w 2004 r. amerykański reżyser Terry Georg nakręcił nominowany do Oscara film "Hotel Ruanda". Opowiada on jak Rusesabagina, pół Hutu, pół Tutsi żonaty z kobietą Tutsi, jako dyrektor hotelu Tysiąca Wzgórz w Kigali podczas ludobójczych rzezi udziela schronienia ponad tysiącowi uchodźców, a następnie, przekupując przywódców Hutu, ratuje im życie.



W 1996 r. Rusesabagina sam wyjechał z Ruandy i odtąd mieszka z rodziną w Brukseli. Wiele czasu spędza też w USA, gdzie zapraszany jest z odczytami nad temat ludobójstwa i praw człowieka.

Film, który przyniósł mu rozgłos, okazał się też przekleństwem. Im bardziej wychwalano go na Zachodzie jako bohatera, tym bardziej atakowano w Ruandzie, gdzie okrzyknięto go szmalcownikiem. Stowarzyszenie Ibuka, zrzeszające Tutsi, którzy przeżyli pogromy, twierdzi, że za pomoc i schronienie w hotelu Rusesabagina żądał od uciekinierów pieniędzy. - Filmowa historia Rusesabaginy nie odpowiada prawdzie - twierdzi sekretarz generalny Ibuki Janvier Forongo. - W filmie wszystko poprzekręcano, a fikcja uchodzi dziś za prawdziwą historię.

Pięciogwiazdkowy hotel Tysiąca Wzgórz był ulubionym miejscem wszystkich cudzoziemców mieszkających w Kigali, a także miejscowej elity. Gdy wybuchły rozruchy, do położonego w centrum miasta hotelu uciekali nie tylko zagrożeni pogromami Tutsi, ale uwięzieni w Ruandzie obcokrajowcy, dziennikarze, pracownicy organizacji dobroczynnych i ONZ. Obecność cudzoziemców była gwarancją bezpieczeństwa dla wszystkich, którzy schronili się w hotelu.

Rusesabagina, dzięki pełnionej funkcji, znał osobiście wielu przywódców Hutu, którzy przejąwszy władzę po śmierci prezydenta Juvenala Habyarimany, zestrzelonego w samolocie nad Kigali, wywołali pogromy Tutsi. Rusesabagina wydał dla nich w hotelu przyjęcie, gdy powołali rząd, którego jedynym osiągnięciem było dokonanie ludobójstwa.

O bliskich kontaktach Rusesabaginy z przywódcami reżimu Hutu opowiadają też oficerowie wojsk pokojowych ONZ z ich dowódcą gen. Romeo Dallairem na czele. Rusesabagina dostarczył Hutu listę uciekinierów z hotelu, z numerami pokojów, w których mieszkali. Wielu z tych, którym pomógł wydostać się z hotelu i Kigali, twierdzi, że za przysługę żądał od nich pieniędzy. "Bohater z Hollywoodu" - tak nazywa Rusesabaginę ruandyjski prezydent Paul Kagame, który w 1994 r., dowodząc partyzantką Tutsi, wygrał wojnę domową i przejął władzę w kraju.

Rusesabagina twierdzi, że jest ofiarą kampanii oszczerstw, jaką prowadzi przeciwko niemu Kagame, by zemścić się za to, że na wygnaniu prowadzi działalność opozycyjną i krytykuje go przed przywódcami Zachodu. Pod panowaniem Kagamego z "pól śmierci" Ruanda przerodziła się w kraj nowoczesny, spokojny i zamożny jak na Afrykę, rządzony jednak jak satrapia. Władze nie tolerują żadnej opozycji, a nawet krytyki, a za sprzeciw wobec Kagamego wygnaniem, więzieniem lub śmiercią płacą nie tylko jego polityczni wrogowie, ale także dziennikarze.

Problemy Rusesabaginy też zaczęły się, gdy dołączył na wygnaniu do grupy opozycyjnych polityków atakujących Kagamego. - Moje kłopoty nie zaczęły się, gdy w kinach pojawił się film, ale gdy zacząłem głośno mówić o dyktaturze Kagamego - wyznał w rozmowie z dziennikarzem BBC.

Latem zeszłego roku w Ruandzie odbywały się wybory prezydenckie, które Kagame wygrał, zdobywając ponad 90 proc. głosów. Wystartować w nich postanowiła także Victoire Ingabire, która po 17 latach pobytu w Holandii zdecydowała się wrócić do Ruandy i spróbować zdobyć władzę na czele partii, którą założyła na obczyźnie. Sama wywodzi się z ludu Hutu, stanowiącego trzy czwarte ludności kraju, i przede wszystkim wśród rodaków szukała politycznego wsparcia. Na swoich wiecach krytykowała Kagamego, że choć w ludobójczej zbrodni zginęły też tysiące Hutu, dziś pamięta się tylko o Tutsi, którzy zagarnęli dla siebie całą władzę w kraju.

Publiczne dzielenie Ruandyjczyków według kryterium etnicznego jest w Kigali takim samym przestępstwem jak kwestionowanie Holocaustu na Zachodzie. Ingabire nie tylko nie dopuszczono do prezydenckiej elekcji, ale została aresztowana i oskarżona o nawoływanie do etnicznych pogromów i wojny domowej. Jej proces zaczął się przed dwoma miesiącami. Prokuratora oskarża ją, że spiskowała z komendantami partyzantki Hutu z Konga i dawała im pieniądze na wojnę. O kontaktach Ingabire z partyzantami mówił też specjalny raport ONZ z 2009 r.

Pieniądze na wojnę miał dawać partyzantom także Rusesabagina, co potwierdzili podczas przesłuchań wzięci do niewoli partyzantcy komendanci. Rusesabagina przyznaje, że popiera przeciwników politycznych Kagamego, ale zaprzecza jakimkolwiek kontaktom z partyzantką i powtarza, że jest wrabiany przez prezydenta Ruandy. Twierdzi też, że nieznani sprawcy włamywali się już do jego domu w Brukseli i że boi się o życie, skoro sam Kagame ogłosił go zdrajcą i wrogiem. W wywiadzie dla londyńskiego "Independenta" oświadczył, że jest niewinny i chętnie stanie przed każdym sądem w Europie, ale nie w Ruandzie.

- Pod rządami Kagamego moja ojczyzna stała się jednym wielkim więzieniem - mówi Rusesabagina. - A Kagame jest naczelnikiem tego więzienia i najważniejszym z wartowników.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':