http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lubieżnie żyje lud na Kubie

Maciej Stasiński
2011-12-06, ostatnia aktualizacja 2011-12-05 21:58

Piosenka o miłości francuskiej, niebacznie przepuszczona przez cenzurę, od kilku tygodni ku zgrozie władz robi furorę na wyspie

Osmani Garcia
Materiały prasowe
Osmani Garcia
SERWISY
Komunistyczna Kuba ma problem z lubieżnością poddanych. Oficjalna gazeta „Granma” ogłosiła: „Bardzo nas martwi, że w ostatnich latach upowszechniają się u nas »utwory «, których poziom artystyczny i muzyczny pozostawia wiele do życzenia”. W artykule pt. „Czy naród kubański życzy sobie wulgarności?” organ partii komunistycznej na cel bierze słowa piosenek, które „sprowadzają stosunki seksualne do transakcji między prostytutką i klientem”.

Powodem artykułu, który rozpoczął kampanię w mediach, jest piosenka Osmaniego Garcii w popularnym latynoskim stylu reggaeton pt. "Chupi Chupi", która sławiąc miłość francuską, robi od kilku tygodni furorę na Kubie. Została niebacznie przepuszczona przez cenzurę i nadana w radiu i telewizji, zanim stróże moralności publicznej zorientowali się, że chodzi w niej o miłość francuską. Teraz słucha jej już cały kraj, a teledysk, w którym motywem przewodnim jest lizak, prowadzi w plebiscycie o nagrodę najlepszych muzycznych wideoklipów roku.

Profesor Maria Cordova z wydziału sztuk i muzykologii Uniwersytetu w Hawanie pisze w "Granmie", że to wyraz "obraźliwej samczej kultury, która upokarza kobiety". Profesor Orlando Vistel, szef Kubańskiego Instytutu Muzyki, jest jawnie oburzony: "To okropny przykład chamstwa, który wcisnął się do plebiscytu przez lukę w regulaminie".

Po publikacji w "Granmie" władze wycofały piosenkę z konkursu.

Rządowi publicyści od dawna zwalczają reggaeton jako rozsadnik upodobania do luksusu, rozpusty, narkomanii, pijaństwa i wszelkich bezeceństw. Niektórzy żądają jego zakazania. Minister kultury Abel Prieto polemizuje: nie należy zakazywać, ale trzeba piętnować, wypychać z obiegu, zastępować inną muzyką.



Ulica w Hawanie wie swoje. Osmani Garcia jest jednym z najpopularniejszych piosenkarzy, a pirackie kopie "Chupi Chupi" idą jak świeże bułki na miejskich straganach. - Reggaeton wypiera już salsę - mówi jeden ze sprzedawców.

Inny urzędowy autor Joel del R~o wybiera postawę krytycznej konfrontacji z rzeczywistością. Pisze w organie młodzieżówki komunistycznej „Juventud Rebelde”: „Rozumiem i podzielam racje tych, którzy uważają, że słowa »Chupi Chupi « są wulgarne, wstrętne i niestosowne. Rozumiem tych, którzy chcą bronić dzieci przed tą propagandą seksu oralnego i sadomasochizmu. Ale nie dostrzegać, że takie propozycje znajdują zwolenników, nie jest wskazane. Nie da się uniknąć pożądania i zmysłowości w muzyce”.

Autor doradza: "Należy skuteczniej studiować gusta publiczności, żeby móc z nimi polemizować, narzucać zdrowy umiar, obyczajność i moralność w przestrzeni publicznej".

Sławna opozycjonistka Yoani Sánchez napisała na swoim blogu Generación Y: "Gdyby cała telewizja, radio i gazety nie były własnością jednej partii, to znalazłaby się przestrzeń dla takich kawałków. A tak wszystko idzie na oficjalne konto partii komunistycznej, która musi uznać, że jej Nowego Człowieka bardziej interesuje rozrywka i oślizłe teksty niż hymny ku czci pracy i nowego ustroju.

Pióro cenzora nie zmieni gustów publiczności. (...) Kto nie wierzy, niech wsiądzie do byle taksówki w Hawanie".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':