Komunistyczna Kuba ma problem z lubieżnością poddanych. Oficjalna gazeta „Granma” ogłosiła: „Bardzo nas martwi, że w ostatnich latach upowszechniają się u nas »utwory «, których poziom artystyczny i muzyczny pozostawia wiele do życzenia”. W artykule pt. „Czy naród kubański życzy sobie wulgarności?” organ partii komunistycznej na cel bierze słowa piosenek, które „sprowadzają stosunki seksualne do transakcji między prostytutką i klientem”.
Powodem artykułu, który rozpoczął kampanię w mediach, jest piosenka Osmaniego Garcii w popularnym latynoskim stylu reggaeton pt. "Chupi Chupi", która sławiąc miłość francuską, robi od kilku tygodni furorę na Kubie. Została niebacznie przepuszczona przez cenzurę i nadana w radiu i telewizji, zanim stróże moralności publicznej zorientowali się, że chodzi w niej o miłość francuską. Teraz słucha jej już cały kraj, a teledysk, w którym motywem przewodnim jest lizak, prowadzi w plebiscycie o nagrodę najlepszych muzycznych wideoklipów roku.
Profesor Maria Cordova z wydziału sztuk i muzykologii Uniwersytetu w Hawanie pisze w "Granmie", że to wyraz "obraźliwej samczej kultury, która upokarza kobiety". Profesor Orlando Vistel, szef Kubańskiego Instytutu Muzyki, jest jawnie oburzony: "To okropny przykład chamstwa, który wcisnął się do plebiscytu przez lukę w regulaminie".
Po publikacji w "Granmie" władze wycofały piosenkę z konkursu.
Rządowi publicyści od dawna zwalczają reggaeton jako rozsadnik upodobania do luksusu, rozpusty, narkomanii, pijaństwa i wszelkich bezeceństw. Niektórzy żądają jego zakazania. Minister kultury Abel Prieto polemizuje: nie należy zakazywać, ale trzeba piętnować, wypychać z obiegu, zastępować inną muzyką.
Ulica w Hawanie wie swoje. Osmani Garcia jest jednym z najpopularniejszych piosenkarzy, a pirackie kopie "Chupi Chupi" idą jak świeże bułki na miejskich straganach. - Reggaeton wypiera już salsę - mówi jeden ze sprzedawców.
Inny urzędowy autor Joel del R~o wybiera postawę krytycznej konfrontacji z rzeczywistością. Pisze w organie młodzieżówki komunistycznej „Juventud Rebelde”: „Rozumiem i podzielam racje tych, którzy uważają, że słowa »Chupi Chupi « są wulgarne, wstrętne i niestosowne. Rozumiem tych, którzy chcą bronić dzieci przed tą propagandą seksu oralnego i sadomasochizmu. Ale nie dostrzegać, że takie propozycje znajdują zwolenników, nie jest wskazane. Nie da się uniknąć pożądania i zmysłowości w muzyce”.
Autor doradza: "Należy skuteczniej studiować gusta publiczności, żeby móc z nimi polemizować, narzucać zdrowy umiar, obyczajność i moralność w przestrzeni publicznej".
Sławna opozycjonistka Yoani Sánchez napisała na swoim blogu Generación Y: "Gdyby cała telewizja, radio i gazety nie były własnością jednej partii, to znalazłaby się przestrzeń dla takich kawałków. A tak wszystko idzie na oficjalne konto partii komunistycznej, która musi uznać, że jej Nowego Człowieka bardziej interesuje rozrywka i oślizłe teksty niż hymny ku czci pracy i nowego ustroju.
Pióro cenzora nie zmieni gustów publiczności. (...) Kto nie wierzy, niech wsiądzie do byle taksówki w Hawanie".